WINO Z BEVERLY HILLS

W świetle fleszy, gwiazd małego i dużego ekranu, ekstrawagancji i wszechobecnego blichtru rzeczy autentyczne wydają się nie mieć miejsca. Dawidowi Podsiadło napromieniowana świeci nawet Warszawa, a ja dzisiaj próbuję w kilku zdaniach złapać autentyczność Kalifornii, i to prosto z serca krainy lansu – Beverly Hills. To właśnie tam, w ekskluzywnej restauracji Spago, dwóch ludzi wina – Kevin O’Connor i Matt Licklider – postanowili odsłonić inne, prawdziwsze oblicze amerykańskiego winiarstwa w projekcie LIOCO.

Restauracja Spago w Beverly Hills, materiały restauracji

Za każdym winem, o którym dobrze się gada stoi historia. A najciekawsze są te, które napisała ręka pasjonatów. Nie mając żadnego zaplecza, poza swoim sommelierskim i handlowym doświadczeniem oraz dobrze wypracowaną paletą smaków, wspomniana dwójka postanowiła zrobić wina lżejsze, inspirowane europejskimi wzorcami i bardziej wstrzemięźliwym stylem Kalifornii z lat ’80. Ucieczka od alkoholu i koncentracji sprawiła, że dziś wielu najlepszych somm-ów w USA nie potrafi sobie wyobrazić kart win bez obecności tych wyjątkowych chardonnay i pinotów, a krytycy krzyczą z zachwytu. Obecnie za produkcję win LIOCO odpowiedzialne jest małżeństwo Sara i Matt Licklider, a Kevin pozostaje współwłaścicielem i wspiera winiarski duet we wszelkich działaniach.

Dla mnie najbardziej niezwykłą charakterystyką win LIOCO jest ich połączenie owocu i wyrazistości, z elegancją i pewną zwiewnością, której zwykle próżno szukać w kalifornijskim wydaniu. Te wina mają w sobie autentyczność i klasę, a jednocześnie są przystępne. Nie ma w nich nachalności, mocy czy przysadzistości, ale nie są też lekko-eteryczne czy nadmiernie wyelegantowane jak wiele burgundzkich butelek na europejskie salony i dwory, w których nadinterpretacja góruje nad jakością.

Matt & Sara, materiały Lioco Winery

Wina projektu LIOCO mają swój indywidualny rys, wobec którego trudno przejść obojętnie. Miałem okazję spróbować ich po raz kolejny w poznańskim SPOT., gdzie polski importer Artur Zarzycki (Vive le Vin) prezentował wycinek swojego portfolio. I wiem, że nie byłem jedynym, który zwrócił uwagę akurat na te etykiety!

Filozofia LIOCO nie może być inna niż zwrócenie uwagi na jakość produktu, czyli przede wszystkim winogron, z których powstają ich wina. Winiarnia nie posiada własnych winnic, ale współpracuje z najlepszymi winogrodnikami w Kalifornii. Skupiają się przede wszystkim na produkcji pinot noir i chardonnay. W nieustannych poszukiwaniach najlepszych siedlisk i wizytach u hodowców, wielokrotnie trafiają jednak na inne gwiazdy jak carignan czy syrah ze starych krzewów. Pozyskując owoc z najlepszych parceli, od ludzi którzy wiedzą jak uzyskać wyjątkową jakość bazowego materiału, zadaniem Lioco staje się nie przeszkadzać winom w ich dalszej podróży. Nieinterwencyjna winifikacja w tym przypadku daje wyjątkowe rezultaty.

LIOCO SoCo CHARDONNAY 2017
Sonoma County, USA
Kompleksowe aromatycznie wino, które otwiera przed nami zarówno ekspresję owocu jak i wyraźne nuty z leżakowania na osadzie i fermentacji malolaktycznej. Jest tu wyraźny aromat kopru włoskiego, masła, mandarynki, przypraw i ziół, granitowych skał i białego pieprzu. W ustach jest długie, intensywne ale eleganckie zarazem, z doskonałą kwasowością, zrównoważonym alkoholem i szerokim spectrum smaków, gdzie owoce egzotyczne, przyprawy i zioła spina klamra mineralności i słonego finiszu.

LIOCO LAGUNA PINOT NOIR
Sonoma Coast, USA
Przepełniony dojrzałymi aromatami owocowymi pinot noir, z doskonałą kwasowością i słodką taniną, która zdradza nowoświatowe pochodzenie. Dobrze zbudowany, ale nie przerysowany. Piękny balans i czysta przyjemność z picia. Znajdziemy w nim całą gamę świeżych leśnych owoców oraz delikatnie zaznaczoną wanilię i beczkowe przyprawy, nuty likierowe i konfiturę malinową. Jego smak jest długi i niezwykle hedonistyczny.

Próbując win i wgłębiając się w historię LIOCO, nie dziwi lista nagród, z 4-krotnym tytułem winnicy roku Wine & Spirits Magazine.

VARIDOR. Najlepszy WARIANT

Zmiany. Bywają dobre, zaplanowane, bądź wyczekiwane. Są i takie, które dzieją się samoczynnie, a nasza wola nie ma z nimi wiele wspólnego. Zastanawialiście się kiedyś jak zmienia się wino. Czy to są zmiany dobre? Wbrew pozorom nie jest to banalne pytanie. Sommelierzy czy degustatorzy często starają się przewidzieć przemiany, jakie będą zachodziły w winie, dookreślić kiedy pojawi się najlpeszy moment jego picia. Próbujemy symulować i ubrać w słowa winną metamorfozę, jaka będzie zachodziła w kieliszku, w butelce, karafce. W ciągu miesięcy czy lat. Taka zabawa w winnego totolotka!

Wino lubi nas zaskoczyć i pokazać zupełnie inne oblicze, niż to projektowane kubkami smakowymi i doświadczeniem butelek z poprzednich lat. I jaka potrafi to być przyjemność!

Po 2 latach zapomnienia otworzyłem ostatnio butelkę Carl Loewen Varidor Riesling 2016. Wina, które ujęło mnie swoją świeżością, kwasową szpicą, zadziornością, która balansowała już na granicy bezczelności. Kiedy próbowaliśmy tego wina w pierwszej połowie 2017 roku z całą stanowczością powiedziałem, że nie jest to riesling dla polskiego konsumenta. Był zbyt ostry.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy tydzień temu z kielisza buchnęło delikatnym aromatem nafty, pod którym skryte były dojrzałe owoce tropikalne, pieczone jabłka i brzoskiwniowa konfitura! Finisz długi, soczysty, owocowy. A do tego mineralno-słone tło. Poezja i dojrzałość, której spodziewałbym się za 2-3 lata. I to wszystko w Polsce za ok. 60zł! Chwyćcie tą butelką z dobrą rybą z pieca lub grillowanymi owocami morza. A ja osobiście nie obraziłbym się tutaj za dobry ramen!!!

Czytaj dalej VARIDOR. Najlepszy WARIANT

RYUUNOSUKE MIFUNE – mistrz sushi nie żyje!

Mer Paryża nigdy nie szczędził salonowego blichtru sobie ani swoim Gościom. Ostatnia wydana przez niego kolacja miała miejsce w osławionym Musée d’Orsay, a poprowadził ją nikt inny jak mistrz sushi, jeden z trójki największych kucharzy tego gatunku – RYUUNOSUKE MIFUNE. Niestety cała uroczystość zakończyła się już w trackie przystawki jego niespodziewanym zgonem. Jako oficjalny powód policja przedstawia zatrucie składnikami przygotowywanej kolacji.

Czytaj dalej RYUUNOSUKE MIFUNE – mistrz sushi nie żyje!

RIESLING THE KING

W piątek zostały ogłoszone wyniki Grand Prix Magazynu Wino 2016. Gratuluję wszystkim nagrodzonym, ale sam czuję się niezwykle usatysfakcjonowany. Wśród 9 nagrodzonych win białych (w regularnych kategoriach) 5 to rieslingi. Z tego 4 to etykiety niemieckie a 1 pochodziło z Austrii. Rieslingi z Niemiec wygrały wszystkie kategorie cenowe wśród win białych.

Rok RIESLINGA. Król RIESLING. NAJLEPSZE białe wino. I tak dalej, i wszelkie inne pochwalne epitety. A nie mówiłem, a nie mówiliśmy wszyscy w blogosferze i pismowinosferze! To jest rok, który tylko potwierdza wszystko, co już wiecie czytając nasze opinie. Fantastyczny czas!

Czytaj dalej RIESLING THE KING

FRITZ HASSELBACH R.I.P.

Chciałem napisać od razu. Musiałem ochłonąć. Powiedzieć WIELKI WINIARZ to mało. Wymieniać zasługi – wpisu nie starczy. Ponad 30 win z oceną 95+ od Wine Spectator, trzy razy perfekcyjne 100 punktów za Trocenbeerenauslese z Nackenheim Rothenberg (za roczniki 1992, 1996 i 2001). Po dziś dzień nikt nie otrzymał trzech setek za to samo wino.

DSC_0253
Z pierwszą wizytą

W wieku 70 lat, 4 października 2016, w wyniku komplikacji związanych z chorobą nowotworową zmarł FRITZ HASSELBACH, właściciel i winemaker Weingut Gunderloch. Był niesamowitym winiarzem, jednym z pionierów jakościowej rewolucji w Hesji Nadreńskiej, czołowym producentem regionu, specjalistą od szlachetnych win słodkich. Niestrudzony wojownik w winnicy, znający każdy zakątek swojej posiadłości, idealnie rozumiejący terroir nadreńskich stoków. W piwnicy mawiał, że wystarczy nie psuć tego, co dała nam natura. I tak zawsze pracował.

Czytaj dalej FRITZ HASSELBACH R.I.P.

MORDERSTWO w 2-GWIAZDKOWEJ RESTAURACJI

Paul Boudier, szef kuchni i właściciel 2* restauracji Renard Noir w Châlons-en-Champagne we Francji, został zamordowany w niewyjaśnionych okolicznościach. Policja szuka związku pomiędzy jego zabójstwem a pożarami innych gwiazdkowych lokali na terenie kraju. W całą sytuację może być zamieszany uczeń Boudiera – Xavier Kieffer. Szef, który wyrzekł się haute cuisine, aby gotować lokalną kuchnię w swojej luksemburskiej knajpce Deus Eglises. W tym lokalu zmarł znany krytyk kulinarny Agathon Ricard, który dzień wcześniej jadł w Renard Noir. Krążą pogłoski, że chciał odebrać gwiazdkę Boudierowi, za co Kieffer (w zmowie ze swoim mistrzem) miał dokonać zemsty, poprzez otrucie krytyka w trakcie posiłku. Czytaj dalej MORDERSTWO w 2-GWIAZDKOWEJ RESTAURACJI

%d blogerów lubi to: