Bio Eco Organic

Po raz kolejny słyszę/widzę/czytam osobnika, chcącego uchodzić za sommeliera/specjalistę/blogera/trendsettera, który mówi, że rolnictwo zrównoważone/bio/organiczne nie ma dla niego znaczenia. Widzę komentarze osób, chcących tworzyć trendy winiarskie w naszym kraju, choć nie mają do tego żadnego przygotowania. I Ci ludzie vins de merde traktują tak samo, jak butelki prawdziwie wyrażające swoje siedlisko. Życzę powodzenia. Go organic, go biodynamic, go sustainable. Pokażmy, że wiemy o winie więcej niż niektórzy polscy pseudo i para* znawcy.

Ciąg dalszy nastąpi…

___________________________________________________
* skreślenia związane z pewnym oburzeniem, które obserwujemy poniżej.
** przepraszam jeśli ktoś poczuł się tym tekstem obrażony. nie to było moją intencją, acz spełniło swoją rolę wzbudzenia choćby niewielkiej dyskusji.
*** blog jest był i będzie moim subiektywnym zapisem jak i metodą wyrażania wzburzenia. treści, w których kontrowersji nie ma znajdziecie na Winicjatywie, gdzie w ramach moich zdolności zachowuję dziennikarski profesjonalizm. tutaj jestem na swoim podwórku, pod własnym dachem a TON WYPOWIEDZI MA DAĆ DO MYŚLENIA!

Reklamy

36 myśli nt. „Bio Eco Organic”

  1. Mam wrażenie, że na całym świecie (a nie tylko w Polsce) Bio Eco Organic ma tyle samo zwolenników co przeciwników. Jedni lubią i szanują, drudzy nie widzą w tym sensu; tak jest ze wszystkim na świecie. IMHO trzeba szanować zdanie innych i może czasami posłuchać ich argumentów?

    Tak dla jasności ja za dużo win organicznych nie piłem w swoim życiu, więc ciężko jest mi wypowiadać się po którejś ze stron. Rozumiem plusy organicznej produkcji, jednak widzę też ryzyka jakie za sobą niosą i które trzeba brać pod uwagę – często jest to coś za coś.

    Lubię to

    1. no i właśnie ta jedna istotna rzecz: nie chodzi tylko o uprawy ekologiczne, biodynamiczne czy organiczne, ale również zrównoważone, w których stara się unikać pestycydów i chemii, ale w razie konieczności jest stosowana. i to jest istotne, bo zmienia pogląd na sprawę i uzmysławia, że nie chcę promować ślepego podążania za „eco-modą” – co rzeczywiście jest idiotyczne.

      Lubię to

  2. Swiat nie jest jednak czarno biały i To nie jest tak, że wszystkie wina poza organicznymi czy bio czy jak ich zwał, robione są „z gówna”. Jest wiele odcieni tarktowania winnicy i srodowiska. Od sypania na oślep całej tablicy Mendelejewa – nawiasem mówiąc to takie właśnie wina królują wsród wynoszonych ostatnio pod niebiosa produktów dyskontowych, poprzez takie formy uprawy jak agriculture raisonnee, jak terra vitis, jak bio, jak organic czy biodynamika. I choć wśród moich zaprzyjaźnionych winiarzy przeważają biodynamicy, to zawsze warto zwrócic uwage aby bio nie stało sie alibi dla nieudaczników. Podobnie jak biodynamika nie jest gwarantem wielkich win, tak i zapewniam, ze Leoville Las Cases, ale i wielu innych nie roni wina z gówna

    Lubię to

    1. @Sławek: zgadzam się z Tobą Sławku, ale w takiej wtórnej modzie „antybio”, której hołduje wielu piszących, że niby są tacy odporni na tę ściemę i racjonalistyczni, jest coś intelektualnie żenującego. Czy wśród win bio/BD jest więcej niedobrych niż wśród technologicznych? Raczej więcej dobrych, bo to są podejścia przyjmowane przez elitę winiarzy. Te wina w istotny sposób zmieniły krajobraz smakowy i, by tak rzez, umysłowo-moralny winiarstwa. Piszmy to dobitnie i dlatego spodobał mi się wydźwięk tekstu Kuby.

      Lubię to

      1. A ja mam Wojtku wrażenie, że z drugiej strony są osoby, które czasami bezmyślnie podążają za tym co bio i eco, przez co czasami aż stają się śmieszni próbując usprawiedliwiać niektóre po prostu słabe wina. Dla mnie wydźwięk tekstu Kuby jest raczej taki, że wszyscy co nie są za eco są winnymi ignorantami, a z takim postawieniem sprawy się nie zgadzam.

        Lubię to

      2. Bezmyślność w obie strony jest godna krytyki. Tym niemniej to ideologiczne antyeko ubiera się w szatki racjonalizmu, nawet cytuje różne badania, więc się podwójnie dyskredytuje. Ja oczywiście nie pochwalam usprawiedliwiania słabych win tym że są eko.

        Lubię to

      3. Ja również nie usprawiedliwiam win słabych tym, że są biodynamiczne czy organiczne. Wielokrotnie udostępniałem tekst mówiący o słusznej opinii Michela Chapoutier, pod którym w pełni się podpisuję:

        http://www.thedrinksbusiness.com/2013/02/chapoutier-the-danger-of-the-ayatollah-scares-me/

        Kuba – do dziś też pamiętam naszą dyskusję o gewurztu od Julien Meyera. Jego win nigdy nie broniłem na siłę, ale mają w sobie jakąś niezwykłą magię. Ale nie o takie wina dzisiaj mi chodzi – to są przykłady ekstremalne, przy których dobrze jest się po prostu zastanowić nad kieliszkiem.

        Spójrz natomiast na całą rzeszę producentów, którzy robią „wina normalne”, ale respektując środowisko. Wszystkie najlepsze butelki, które piłem, powstawały w ten sposób.

        Znów daleko nie patrząc – sobota w Mielżyńskim. Kalifornia to jeden z regionów najsilniej wspierających uprawę zrównoważoną – również nie bez powodu. Spójrzmy na Langwedocję – jacy winiarze stali się tam gwiazdami? Outsiderzy i Les Terroiristes. I nie stało się to bez powodu.

        Lubię to

  3. Przepraszam za literówki oczywiście „robi” a nie „roni”, choć może to prorocze było?

    Lubię to

  4. Wybaczcie, że dopiero teraz, ale nie byłem w zasięgu sieci. Zatem krótko tłumacząc moją wypowiedź:

    – rozróżniajmy wina przemysłowe od takich, które tworzone są z respektowaniem i szacunkiem dla środowiska naturalnego.

    – nie słuchajmy osób, które starają się stworzyć wokół siebie otoczkę znawców i być winiarskimi trendsetterami, a nie doceniają i ignorują fakt respektowania środowiska naturalnego przez winiarza.

    – nie wyobrażam sobie, że można stwierdzić, iż właściwie wszystko jedno, a nawet uprawa konwencjonalna jest lepsza, bo te organiki to jakieś dziwne, kwaśne, za trudne i niezrozumiałe, albo zawsze utlenione (+ miliard innych, nieprawdziwych powodów, dlaczego bio/organic jest gorsze, bo pite były wina od słabych lub ekstremalnych producentów).

    – wreszcie – wino to taki sam element stołu jaki inne potrawy czy napoje. Tutaj nie potrafię zrozumieć zwłaszcza zwolenników ekologicznej żywności, którzy w temacie wina mówią „wszystko mi jedno”. Jednak zaprzecza to ich naczelnej idei.

    Aby nie rozminąć się z faktem – nikt poza Sławkiem nie poruszył kwestii win produkowanych z UPRAW ZRÓWNOWAŻONYCH. To w zupełności mi, jako konsumentowi i osobie chcącej pić wina stworzone w zgodzie z naturą, wystarcza. Chodzi o to, żebym z każdym łykiem nie musiał pochłaniać połowy tablicy Mendelejewa, bo nie chcę na starość świecić niebieską poświatą po zmroku 🙂

    Zdaje się, że Leoville Las Cases też prowadzi uprawę zrównoważoną, choć nie jestem tego pewien i Sławku proszę popraw mnie jeśli się mylę. A już np. winnice Romanee Conti są prowadzone organicznie i biodynamicznie, a takich wielkich, którzy poszli w tym właśnie kierunku jest bardzo wielu.

    Jednogłośnie natomiast powinniśmy powiedzieć – to jest właściwy wybór dla rozwoju winiarstwa i świadomości konsumenta. Albo pijemy wino, które faktycznie jest winem, albo produktem chemicznym stworzonym w laboratorium. I żeby była jasność – nie chodzi o nalepkę „eco” na butelce, tylko podejście producenta do tematu i jego uczciwość.

    Lubię to

  5. Uważam, że ludzie,którzy zajmują się winem powinni mieć w sobie trochę mniej agresora…. Pozdrawiam Jakubie Iga

    Lubię to

    1. Nie mam „agresora”. Po prostu rzucam temat do dyskusji, punktując poważny problem, funkcjonujący w środowisku, zwłaszcza wśród niektórych, tak zwanych „największych portali opiniotwórczych”. Budowanie świadomości przede wszystkim.

      Lubię to

      1. Jak pisałem wcześniej mi forma również się nie podoba. Można promować i edukować, ale nie trzeba innych od razu nazywać „pseudo” i „para”.

        Może Kuba po prostu powinieneś napisać o kogo konkretnie Ci chodzi, bo takie pisanie „ktoś”, „pewnie osoby”, „portale opiniotwórcze” to mało konkretne jest. Może wtedy te osoby/instytucje włączą się w dyskusję?

        Lubię to

      2. Kuba – chodzi o trochę większych graczy niż Ty i ja razem wzięci, a ja za małym pionkiem jeszcze jestem, żeby im podskakiwać.

        Poza tym bez kontrowersji (choćby małej) nie byłoby nawet fragmentu tej dyskusji. Nie jestem zwolennikiem działania typu „cel uświęca środki”, ale w tym przypadku po części jest to uzasadnione.

        Poza tym pamiętaj – blog jest subiektywnym notatnikiem i kiedy prywatnie, mailowo, komentarzem nie da się nic zrobić i opinia pozostaje niezmienna – tutaj mam swoje miejsce, żeby się wykrzyczeć. Po to też powstał.

        Zamiast punktowania co, kto i dlaczego, polecam regularną lekturę człowieka, którego warto śledzić i wspierać: http://vinosseur.com/

        Lubię to

  6. Wydawać by się mogło że apelacja i jej często rygorystyczne wytyczne powinny być gwarancją jakości. Czy są? Ile razy piliście paskudę klasy AOC. Podobnie jak napisać Bio/Eco na etykiecie nic nie kosztuje. Nie znam procedur weryfikacyjnych, już po uzyskaniu certyfikatu, to też nie wiem czy bio jest. Naprawdę bio. Dlatego za jedyny istotny parametr uważam smak. Jest subiektywny, wino ma być smaczne i w moim guście. Reszta to niepotrzebne szufladkowanie a czasami poprostu skok na kasę

    Lubię to

    1. Napisanie na etykiecie bio/eco kosztuje sporo – i pieniędzy, i pracy. Chodzi o uzmysłowienie, że wina tworzone z poszanowaniem środowiska naturalnego są lepsze jakościowo, są ciekawsze, mają za sobą historię i ciężką pracę człowieka, który je wyprodukował.

      A co ważne – absolutnie nie ma tu czego szufladkować. Najlepsi producenci nie piszą na etykietach, że ich wina są bio/eco/organic. Oni to potwierdzają swoją filozofią i smakiem wina w butelce.

      Lubię to

    1. Kuba, dzięki za „udostępnienie”, ale moim zdaniem kluczem do zrozumienia całego tematu jest spotkanie się z ludźmi, którzy są zarażeni ideą „zdrowych” win, poznanie ich zycia i pracy z bliska, wypicie KILKU butelek wina (nie w jeden dzień oczywiście) i obserwacja własnego organizmu „the day afeter” … to wiele wyjaśni i pomoże zrozumieć o co kaman 😉 Ja miałem tą przyjemność poobcować niemal cały dzień z i u ICARDIEGO … i powiem tak: GENIALNIE, SMACZNIE i ZDROWO … i w zgodzie z naturą! Co więcej potrzeba? … jesli pozwolisz wrzucam dwa linki przybliżające człowieka i jego filozofię:
      http://www.winotv.eu/?p=1121
      http://www.winotv.eu/?page_id=317

      Lubię to

      1. Ja miałem kilka opcji w Polsce, trochę w Roussillon, a przynajmniej od roku uważnie śledzę temat i zwracam uwagę na sposób produkcji. Dla mnie to nie moda, czy chwilowy kaprys, tylko filozofię, którą w końcu czas pokazać, zrozumieć i przestać przeinaczać.

        Lubię to

  7. Mimo, że generalnie podzielam zdanie autora bloga w temacie win bio eko et al., to jednak takie „wiem, ale nie powiem” to jest jednak słabe… Jeśli wpis ma być polemiką, to jednak warto by przybliżyć czytelnikom, z czym się polemizuje. Blog to nie jest jednak plastusiowy pamiętnik schowany do szuflady, więc uczciwiej byłoby napisać, co spowodowało w Autorze takie wzburzenie płynów witalnych :).
    PS. Jak chcesz prawdziwej awantury, to napisz, że wina z gówna są tylko w dyskontach (pozbawionych Elementarnego Zasobu Poczucia Humoru informuję, że to żart).

    Lubię to

    1. Z jednej strony się zgodzę. Natomiast, napisanie wprost co i jak nie jest takie łatwe, bo ludzi i czynników jest kilka/kilkoro. Problem polega na tym, że jak rzucę z nazwy/nazwiska konkretne osoby i przykłady wypowiedzi, to zacznie się personalna wojna, zamiast konstruktywnej dyskusji. A do tego ręki nie przyłożę.

      Wystarczy, że kilka osób pomyśli, zanim następnym razem walnie tekst typu – „ja tam nie widzę różnicy”.

      Lubię to

      1. Problem polega na tym, że jak wspomina pan Wojtek Gogoliński , nigdy w ślepej degustacji nie rozdzielono win „bio/eko/natural itd” od tych pozostałych
        Szacunek dla ziemi i nie nadużywanie chemii to jedno a próba sprzedania czasami , nie zawsze nie udanego wino, bo jest bio to drugie

        Lubię to

  8. Trafiłem tu dziś przez tekst na Winicjatywie i dorzucę swoje 3 grosze – wydaje mi się, że trzeba wyraźnie rozróżniać pracę w winnicy od pracy w piwnicy. Szczerze wątpię, by z powodu stosowania rygorystycznych norm bio/eko albo biodynamicznych przy uprawie winogron istniało ryzyko, że wino z nich zrobione będzie niedobre. Natomiast zupełnie inaczej ma się sprawa z „nieinterwencjonizmem” podczas tworzenia wina – tutaj ryzyko tego, że „wino naturalne” będzie miało zwykłe wady jest spore. I rzeczywiście zachwycanie się takim winem tylko dlatego, że jest „naturalne” bywa śmieszne i żenujące.

    Lubię to

  9. I ja chciałem (z pozycji, powiedzmy, jednak laika) dorzucić coś do dyskusji. Zastanowiło mnie wszystko, co napisane powyżej, i dwie myśli generalnie mnie naszły. Po pierwsze: kupuję jajka z jedynką lub ekologiczne, mimo że najczęściej (nie zawsze, ale zazwyczaj) nie czuję różnicy w smaku ze zwykłymi – zależy mi jednak na dobrobycie zwierząt. Czemu więc, by nie robić tego samego z winem (tu bardziej dla Ziemi po prostu, choć ostatnio stwierdzono, że i rośliny mogą coś tam czuć).
    To prowadzi nas w kierunku tego, co po drugie. Gdzieś tu przewinęło się słowo „filozofia”. Właśnie więc, ile w biouprawach jest filozofii, a ile faktycznego sensu, czyli efektu polepszenia wina? Jako początkujący miłośnik dużo czytam, czytam o terroir i innych takich. Ale jako osoba „techniczna” czytam też teksty naukowe. Ostatnio np. natknąłem się na badanie na temat wpływu różnych rodzajów wina w Niemczech. Wykazało ono, że sama gleba nie ma absolutnie znaczenia. To tylko pojedyncze badanie – nie musimy więc zakładać, że tak jest. Chodzi mi tylko o to, ile w biouprawach jest faktycznej poprawy wina, a ile tylko myślenia życzeniowego, filozofii i czasami może nawet religii. (I podkreślam, ja się pytam, a nie atakuję).

    Lubię to

      1. Bo są różnice klimatyczne, może być różny stopień dojrzałości winogron i jeszcze 1000 innych czynników. Poza tym podkreślam, to było jedno badanie, mogło byś obarczone błędami metodologicznymi (nie wczytywałem się w nie bardzo uważnie, bo akurat zupełnie co innego mnie interesowało w tamtym momencie). To tylko taki przykład. Chodzi raczej o to, czy te wina faktycznie smakują inaczej ze względu na ekologiczność, czy ze względu na dużą troskę, jaką się wkłada w produkcję. Czy jakby z równą troską wyprodukować wino, ale z użyciem nieeko metod, to byłoby gorsze?
        PS. A badanie o glebach swoją drogą było ciekawe i zabawne jednocześnie, bo badacz, aby uniknąć wpływu klimatu, nawiózł w jedno miejsca ogromne ilości gleb z różnych regionów i na nich zrobił uprawy eksperymentalne 😀

        Lubię to

      2. To znaczy, że Francuzi nie widzieli wyników tych badań 😉 – bo nadal robią odkrywkowe analizy skały macierzystej przy podziale winnicy na parcele.

        Lubię to

  10. Dobry, gorący temat – ciekawa dyskusja! Z mojego punktu widzenia dotyka w zasadzie wielkiego konfliktu, dwóch światów, nie tylko wina ale czegoś więcej. Z jednej strony mamy punkt widzenia sprzedaży, dążenia do tego żeby przede wszystkim odnieść sukces komercyjny. Z drugiej strony jest umiłowanie pracy, skupienie na warsztacie i wybór własnej, oryginalnej drogi. Choć to bardzo ogólne, wydaje mi się, że ludzie którzy coś produkują mają w sobie zawsze obie strony – w różnej proporcji. Osobiście spotykałem się z winiarzami, którzy przekonwertowali swoje uprawy na BIO – bo było im to do czegoś potrzebne marketingowo i sprzedażowo. Spotykałem też takich, którzy od dziesięcioleci maksymalnie ograniczali sztuczne nawozy i środki ochrony ale nigdy się tym nijak nie chwalili. I w tym kontekście oznaczenie BIO nie ma dla mnie znaczenia. Ale oczywiście trend ograniczania negatywnej ingerencji w środowisko jest godny pochwały. Tak samo jak piękna i urokliwa jest dla mnie wizja wina, które „powstaje samo” bez nadmiernego wkładu „dopalaczy”. Według mnie mylne jest patrzenie na certyfikaty „EKO” jako na gwaranty na poziomie smaku. Tak samo jak AOC nie jest gwarantem na poziomie smaku. Przykład z jajkami bardzo trafiony.

    Lubię to

  11. Witam wszystkich, blog sledze od jakiegos czasu, jako milosniczka dobrych (i zdrowych win) choc zawsze brak mi czasu na komentarze. Tym razem jednak, jako czasem troche zbyt „upierdliwa” poznanianka, dorzuce swoje trzy grosze.

    Przyznam sie, ze mam doswiadczenia niemal wylacznie z winami wloskimi ale ich piciem (a ladniej powiedzianym degustacja) zajmuje sie od przeszlo 10 lat.
    Moje zdanie (ciagle dotyczace wloskich win): wina bio sa coraz lepsze i w coraz wiekszym stopniu nierozniace sie smakowo od win tzw normalnych. – mam tu na mysli kryterium przyjemnosci picia. Wloscy producenci bio, ktorych sledze od lat tworza z roku na rok coraz lepsze zarowno jakosciowo, jak i smakowo wina. Stawiane sa one coraz czesciej na rowni z najlepszymi winami „non bio” o czym swiadczy chocby nawet pobiezna lektura winiarkich przewodnikow z ostatnich lat. Przyznam sie bez bicia, ze przed laty pilam i docenialam wiele win bio czesto jedynie ze wzgledu na ich filozofie, gdyz zdarzaly sie wina po prostu niesmaczne a czasem wrecz i odrazajace. To jednak juz przeszlosc, przynajmniej jesli chodzi o Wlochy.
    Jestem za okresleniem „uprawy zrownowazone” ale problem w tym, ze przecietny, nawet srednio znajacy sie na winach konsument, nie ma mozliwosci dojsc samemu (no chyba, ze jest internetowym maniakiem i poliglota) czy dany producent stosuje w swej uprawie takie kryteria stad tez certyfikat bio ma tu bardzo istotne znaczenie. Wiemy wszyscy, ze Wlosi nie ustepuja nam w kombinactwie i zdarzaja sie tez oszustwa z wykorzystaniem teroz certyfikatu ale suma sumarum jest to jednak istotna gwarancja dla konsumenta finalnego a dla producenta minimalny wrecz wydatek (oczywiscie przyjmujac, ze rzeczywiscie tworzy on juz wina odpowiadajace normom bio).
    Piszemy tu duzo o terroir, ale problem bio to rowniez winiarnia. Ucieszylam sie bardzo, ze od niedawna producenci, ktorzy staraja sie we Wloszech o certyfikat bio sa zobligowani do stosowania tegoz procesu rowniez w winiarni. To duze osiagniecie i uklon w strone tych, ktorzy juz od dawna ograniczali chemiczne manipulacje w winiarni ale do dzis stawiani byli na rowni z tymi, ktorzy ograniczali sie jedynie do uprawy winogron bio a nastepnie niszczyli je chemikaliami ecc, w procesie produkcji.
    Sklaniam sie ponadto do opinii autora nie chcacego ujawniac pewnych nazw i nazwisk. Spowodowaloby to jedynie blogowa pyskowke i z pewnoscia uniemozliwilo cenna wymiane opinii w tym goracym (w calych chyba swiatowym biznesie winiarskim) temacie.
    Kto nie jest przekonany do win biologicznych niech po prostu o tym nie pisze, ale pije i porownuje (szczegolnie swoje samopoczucie „DAY AFTER”, jak cennie ujal to jeden z uczestnikow dyskusji).
    dla Autora: TAK TRZYMAC!

    Lubię to

    1. Ciąg dalszy tej tematyki tuż po majówce! Dzięki za dyskusję, bo ona oznacza, że sprawa nie jest Wam obojętna.

      A niedługo pewne rewelacje półkowe w solidnych sklepach z winem – DAM ZNAĆ 🙂

      Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.