SAAR BARON – NIEWODNICZANSKI

Kiedy pierwszy raz stanąłem przed Romanem Niewodniczańskim poczułem swoisty niepokój, będący wyrazem respektu, ale też pewnej obawy. Oto Baron Doliny Saar stoi tuż przede mną z koroną pełną rieslingowych klejnotów zamkniętych w butelkach. Głowę wyższy blondyn (204cm wzrostu) o typowo nordyckiej urodzie, z pełną powagą nalał mi pierwszy kieliszek degustacyjny i poczekał. Jak się zachowałem, o co zapytałem, jaki był mój wyraz twarzy… teraz już nie wspomnę. Rozmawiałem z nim trochę po polsku, później po angielsku, a nawet kilka słów wypowiedziałem w moim łamanym ‘ledwoniemieckim’. Tydzień później miałem i tak trafić do jego winnicy, więc to zapoznanie było mi jak najbardziej na rękę.

Najsłynniejszy Polak nad Mozelą – tak chyba wypada o nim mówić. Nie wstydzi się swoich korzeni, z dumą opowiada o pochodzeniu, choć lepiej wychodzi mu to w obcej mowie. Człowiek z wizją, niesamowitą wiedzą i ambicją, która powinna stać się wzorem dla każdego. Niezależnie co robicie w życiu i jakie są Wasze dążenia, kochajcie swój cel ponad wszystko, dążąc do niego tak szalenie.

Nad Mozelą dobrze radzi sobie również Andrzej Greszta.

Wina Romana Niewodniczańskiego są równie zaskakujące jak człowiek. Strzeliste i precyzyjne, krystaliczne – czasami aż do bólu. Jednocześnie kremowe i solidne w strukturze. Budzą kontrowersje od zawsze i nie da się przejść obok tych rieslingów obojętnie. To niesamowite, by w butelce zamknąć tak wyraźne odzwierciedlenie własnych dążeń do perfekcji. Choć pewnie nie znam, go na tyle dobrze, by mówić aż tak dosłownie.

Do faktów zatem. Rok 2000. Niewodniczański, zafascynowany winem, po studiach geograficznych a następnie enologicznych skupuje ziemię w dolnie rzeki Saar. Trafił w czasach końca kryzysu świadomości niemieckiego wina, gdy uprawa na stromych stokach mniej znanych parceli nadal wydaje się mało opłacalna. Winiarze chętnie pozbywają się ziemi w Dolinie Saary. Cena hektara jest kilkukrotnie niższa niż obecnie. Niewodniczański sam przyznaje, że w tej chwili na tak rozległe terytorialnie zakupy nie byłoby go stać. Chociaż pochodzi z naprawdę zamożnej rodziny (m.in. właściciele browaru Bitburger i rozlewni kilku czołowych niemieckich wód mineralnych). Chciał zakładać winnicę w Nowym Świecie, ale pewien topowy winemaker w RPA poił go całą noc najlepszymi rieslingami. I nawrócił na właściwą drogę.

Posiadłość Van Volxem do dziś nosi swą historyczną nazwę. Po sekularyzacji dóbr kościelnych w trakcie rewolucji francuskiej zakład produkcyjny i należące do niego tereny trafiły w ręce brukselskiego browarnika-wizjonera. Gustav Van Volxem dostrzegł potencjał tutejszych parceli i w niedługim czasie uczynił ze swoich włości jedną z najbardziej prestiżowych winnic ówczesnych Niemiec. Zapewne to skłoniło Niewodniczańskiego i jego perfekcjonizm do pozostawienia dawnej nazwy.

Początki pracy Niewodniczańskiego to same kontrowersje. Porzucenie systemu Prädikat (nad Mozelą!), skupienie się na siedlisku (większość win pochodzi z pojedynczych parceli) i produkcja niemal wyłącznie wytrawnych win. To nie było łatwe zadanie, ale dziś sukces jest niewątpliwy. A dążenie Romana Niewodniczańskiego pozostaje jedno – stworzyć najlepszą posiadłość winiarską całych Niemiec. I trzeba przyznać, że jest na właściwej drodze.

Co pić? – wszystko! Tutaj nie ma win złych czy przeciętnych. Każda z butelek z logiem Van Volxem są wyśmienite lub wręcz wspaniałe. A te najbardziej podstawowe, co najmniej bardzo dobre!

15865_959950340685339_5135424473596407585_n

Saar Riesling 2011 – świetne wino, czyste, mineralne, długie, lekko słonawe w finiszu, z pierwszymi elementami naftowymi i niesamowicie kremową strukturą.

Saar Riesling 2014 – w młodszym roczniku krystaliczny i strzelisty riesling z dobrą kwasowością. Kamieniste, mineralne, brzoskwiniowo-egzotyczne w tle. Jak na ‘podstawowe’ wino to duża przesada jakościowa. Cena jeszcze przystępna (Mielżyński, 76pln)

Scharzhofberg Riesling 2012 – to prawdziwa klasa. Prawdopodobnie najlepsze siedlisko w Dolinie Saary i równie wspaniałe wino. Rozłożyste, pełne różnorodnych aromatów, wśród których na pierwszym tle pojawiają się nuty owoców egzotycznych, konfitury z pigwy i białej brzoskwini. Tło jest dymne, łupkowe, mineralne. Finisz długi, delikatnie taniczny, nieco słonawy by powrócić w słodko-kwasowej nucie owoców. Klasa.

Altenberg Riesling 2010 – rocznik, który generalnie nie należał ani do łatwych, ani wysoko ocenianych. A jednak w rękach eksperta, daje fantastyczne wino. Czysta esencja, wino o którym trudno mówić słowami. Jeśli pamiętacie Wasz pierwszy pocałunek, to takie może być Wasze zetknięcie z Altenbergiem, nawet jeśli kila wybitnych rieslingów już w życiu wypiliście.

__________________________________________

O Van Volxem sporo Wam jeszcze opowiem, zwłaszcza w temacie odrestaurowanych dotąd parceli i wskrzeszeniu legendarnego Geisbergu wspólnie z Markusem Molitorem. Ta wizja jest inspirująca.

Zdjęcia z profilu FB Van Volxem oraz moje własne.

Nie przez przypadek wracam do gry z tym tekstem. To Roman Niewodniczański we wrześniu zeszłego roku powiedział pewne zdanie, które silnie utkwiło w mojej głowie. ‚Sometimes happiness is just double S’. Kto powinien, ten wie. Second life.

Reklamy