Archiwa kategorii: czerwone wytrawne

Po drugiej stronie wina – SARDYNIA

Jeśli bycie Homo Sapiens oznacza patrzeć, lecz nie obserwować, jeść lecz nie rozkoszować się, słyszeć lecz nie słuchać, czuć jakiś zapach lecz nie wąchać, jestem więc dumny z bycia Homo Sapiens. Czuję się zwierzęciem na równi z innymi zwierzętami. Częścią planety, ziemi, wszechświata. Chcę być zwierzęciem posiadającym przynajmniej minimum rozumności, niezastąpionej dla mojej wolności. Dlatego robię wino… Jest to sposób na to abym czuł to, czym jestem: zwierzęciem żyjącym instynktem. Alessandro Dettori

Wracamy dziś chociaż na chwilę do tematu win sardyńskich. Nie będę tworzył tu wielkiego zbioru wiedzy czy przewodnika po winiarstwie wyspy, ale chciałbym napisać kilka słów o jednym z producentów – niezwykłym jak na dzisiejsze czasy, bo robi wino w sposób całkowicie tradycyjny.

DETTORI, bo on nim właśnie mowa, to człowiek, który tworzy wino dla siebie. Bez żadnych komercyjnych i pro sprzedażowych naleciałości, robi je tak indywidualne, że trudno przejść obok tych butelek obojętnie. „Są tym, czym mają być, a nie tym, czym chcielibyście aby były”. Niezależnie czy twory te pokochamy, czy znienawidzimy, raczej trudno będzie o nich zapomnieć!

Wolna wola i wolność umysłu wydają się najistotniejsze i w życiu, i w winiarstwie Alessandro Dettoriego. W winnicy od 2003 roku stosuje uprawę biodynamiczną, zawsze działał w zgodzie z naturą, nigdy nie dodawał sztucznych składników do win. Mimo tego winnica nawet nie rozpoczęła procesu starania się o certyfikaty ekologiczne czy biodynamiczne. Niejako, każdy dokument powodowałby ograniczenie wolności twórcy, którego należy uznać bardziej za artystę niż winiarza o całkowicie nieskrępowanych horyzontach! Ta niczym nieograniczona wolna wola ma olbrzymi wpływ na unikalność jego winiarskich produktów!

Ottomarzo to butelka, którą przyszło nam degustować. 15% mocarz, z rocznika 2005, z endemicznego szczepu – pascal. Wyjątkowa pozycja dla samego winiarza, gdyż powstała na cześć jego dziadka „o twardym usposobieniu i złotym sercu” (urodzonego 8 marca, stąd też i nazwa wina). Dla nas jako uczestników spotkania wino było równie niezwykłe – trudno mi przypomnieć sobie butelkę tak indywidualną i specyficzną. Specyficzny kolor kompotu z suszu, nieco ceglasty. Wino nie jest klarowne, nawet po dekantacji pozostają resztki osadu w kieliszku. Nic dziwnego – wnętrze butelki nie jest filtrowane, klarowne czy stabilizowane. Nie ma ani grama dodatku siarczyn, poza tymi które powstały w sposób naturalny. I stąd też późniejsze octowe doznania smakowe, bo i nie należy owa butelka do najtrwalszych czy dobrze znoszących podróże.

W pierwszym nosie jedyne co można poczuć to ocet, aceton i lakier do paznokci, uzupełnione o świeżo wylany asfalt i benzynę – bezołowiową 98 oktanową chyba. 😀 Jednak już kilka obrotów wina w kieliszku sprawia, że trunek nabiera zapachu koniaku i kleju żywicznego. Później jest coraz lepiej – bomba rumowa w czekoladzie z orzechami, marmolada różana, fiołki, domowy dżem z przejrzałej truskawki (jak u babci!:) Resztę zapachów odkrywajcie sami, bo jest ich niezliczona ilość!

Smakowo też jest specyficznie. Taki trochę kwaśno-owocowo-wiśniowo-truskawkowy kompot z niezłą dozą cukru resztkowego. Wszystko pozostaje zatem mocno pod wpływem stylu sardyńskiego. Ładny balans, sporo kwasu, nieco octu też dało się wyczuć. Garbnik niezbyt intensywny, choć i wino nie jest zbyt długo macerowane (kolejna typowo sardyńska naleciałość winiarska).

Powiem tak – indywidualizm, egzotyka pochodzenia i wielkie serce włożone w proces winifikacji stanowią o wielkości tego wina. Nie mówię, że to butelka wybitna, ale warta uwagi każdego winoluba!

P.S. W czasie zbiorów grona są przewożone (zgodnie z opisem Dettoriego) Fiatem z systemem chłodzącym z winnicy do winiarni. Organoleptycznie ustaliliśmy, że czynnością tą zajmuje się kobieta i z pewnością nie jest dziwicą! 😀

Reklama

LA RONCAIA – i jej endemiczne cuda!

La Roncaia – nazwa, którą warto pamiętać. Prestiżowa marka win, najlepiej ukazująca zarówno charakter terroir jak i kunszt winiarski właściciela – włoskiej  Gruppo Vinivolo Fantinel, działającej w regionie Friuli-Wenecji Julijskiej, w apelacjach Colli Orientali, Collio i Friuli Grave. W ciągu 40 lat intensywnych działań trzech pokoleń, mała piwnica przy ogrodzie winiarskim, zamieniła się w jednego z najznamienitszych producentów północnej Italii. Obecnie firma włada300 hektaramiwinnic i nowoczesną winiarnią. Wielki postęp technologiczny i nieustanne dążenie do tworzenia win niemal doskonałych, owocuje wspaniałymi butelkami, godnymi każdej okazji!

Popisowym produktem są właśnie butelki markowane nazwą La Roncaia. Wszystkie pochodzą z apelacji DOC Colli Orientali del Friuli i powstają całkowicie lub z udziałem endemicznych szczepów północnych Włoch. Nie będę ukrywał, że lubię rzeczy oryginalne i nietypowe, które trudno znaleźć w ogólnym obiegu handlowym – dlatego wina ze szczepów dostępnych tylko w konkretnym regionie, budzą we mnie prawdziwy entuzjazm i wysoko je cenię (jeśli – rzecz jasna – organoleptycznie na to zasługują!). We Friuli perełkami odmianowymi są refosco dal peduncolo, picolit czy friulano.

Wśród butelek La Roncaia moim numerem jeden jest zdecydowanie REFOSCO

Szczep: refosco

Apelacja: Colli Orientali del Friuli

Rocznik: 2006

Temperatura serwowania: 16-18oC

Cena: 139,90 PLN

Dostępne w: MineWine.pl

Powstające w 100% z endemicznego szczepu Friuli (refosco), jest winem mocarnym i nadzwyczaj charakternym! W winnicy znajdziemy 4.200 sadzonek winorośli na metrze kwadratowym (nie jest to może liczba nadzwyczaj zachwycająca, ale to już zaawansowany jakościowo wynik). Winifikację prowadzi się w dużych kadziach dębowych (o pojemności5000 litrów). Długa maceracja sięga nawet 40 dni. Ściągane znad osadu wino trafia do stalowych kadzi – głównie w celu stabilizacji. Następnie jest rozdysponowywane do zarówno nowych jak i używanych baryłek dębowych, w których dojrzewa około roku. Stosowanie beczek już wcześniej używanych to zazwyczaj wybieg marketingowy, gdyż wino przyjmuje ekstrakty od dębiny niemal wyłącznie w pierwszym roku kontaktu z drewnem. Fakt jednak, że nawet zużyta beczka pomaga w wygładzeniu struktury i zbalansowaniu tanin. W butelce wino dojrzewa jeszcze minimum 6 miesięcy zanim trafi na rynek. Nie jest to zatem trunek wybitnie stary i zakupienie butelki z nowo wypuszczonych do sprzedaży roczników, wiąże się z koniecznością kilkuletniego przechowania przed degustacją, jeśli ta ma przynieść prawdziwą przyjemność. W tym przypadku warto poczekać!

OKO: W kolorze intensywne, głębokie, o barwie ciemnego granatu i purpury, matowe. Nieco oleiste, o gęstych, porządnych łzach.

NOS: Intensywne aromaty już w pierwszym nosie. Bardzo intrygujący i rozwijający się z czasem zapach. Warto poczekać z otwartą butelką na jego ewolucję – odwdzięczy się niesamowicie. Dekantacja wręcz wskazana w przypadku tego wina. Z mojego notatnika przy pierwszej próbie: owocowe, marmoladowe, skórzane, pachnące wiejską szopą, lasem po deszczu, dymem, popiołem z ledwo co zgaszonego ogniska i aromatycznym, słodkim tytoniem. W tle przewija się gorzka czekolada i wanilia. Z czasem nuty ewoluują w stronę większej ziemistości, ekstraktywności i ciężkości. Przepiękny bukiet tego wina z pewnością znajdzie wielu zwolenników. Ja do nich należę całym sercem!

SMAK: Odzwierciedla odczucia nosa, uzupełniony o silne taniny i bardzo rozgrzewający alkohol. Świetna budowa, dobry balans, równoważąca kwasowość (która dodatkowo pozwala strukturze na dalsze przechowywanie i dojrzewanie w butelce). W ustach pełne i hojne – aromaty i owocowe, i korzenno-ziołowe, i przemysłowe, i spożywcze, i odzwierzęce. Bajka!

PODSUMOWANIE: Doskonałe, niemal wybitne wino – pełne, krągłe i bogate. Męskie i mocarne. W dodatku o naprawdę dobrym stosunku jakości do ceny. To jest pozycja obowiązkowa, dla każdego, kto lubi winem się pobawić i odkrywać wszystko co mniej typowe i schowane we wnętrzu butelki. Wspaniała wycieczka do krainy endemiczności szczepów!

OCENA: 94pkt  

LA RONCAIA – IL FUSCO to druga, ciekawa propozycja z tej samej marki

Szczep: refosco (40%), tazzelenghe (10%), cabernet franc (20%), merlot (30%)

Apelacja: Colli Orientali del Friuli

Rocznik: 2005

Temperatura serwowania: 18oC

Cena: ? PLN

Dostępne w: MineWine.pl jeśli w ogóle w Polsce jest?

Analogicznie do poprzedniego powstaje z refosco, lecz tym razem mamy do czynienia z kupażem w skład którego wchodzi kilka innych szczepów. Nasadzenia w winnicy nieco rzadsze (3.200-4.000 sadzonek na m2). W dębowych baryłkach dojrzewa do 18 miesięcy (ile minimalnie niestety nie wiem).  Kolejne 6-8 miesięcy spędza w butelce na terenie winniyc.

Samo wino nie jest już tak zaskakująco niezwykłe, choć potrafi zachwycić – zwłaszcza pięknym balansem i niecodzienną elegancją. Aromaty dużo bardziej subtelne, taniny aksamitne, a samo wino łagodniejsze, jakby bardziej przyjazne i łatwiejsze w piciu. Dużo owocu i marmolady, mniej skóry. Dla mnie nieco nijakie, choć naprawdę doceniam poziom. Powiedziałbym, że to takie refosco dla mniej wtajemniczonych o bardziej kobiecym charakterze. Zresztą robi wrażenie lekko perfumowanego.

OCENA: 85-86 pkt  

Podsumowując markę La Roncaia, muszę przyznać, że to solidna etykieta, wobec której nie będę już nigdy obojętny. Magia odmienności jest pociągająca i mam nadzieję jak najwięcej takich odbiegających od szablonu win spotykać. Zaprezentowałem dziś 2 butelki, które najbardziej zapadły mi w pamięci i które testowałem poza MineWine Malta Festiwalem. Dostępne są również bardziej typowe produkty (100 procentowe Merlot oraz Cabernet Sauvignon) oraz doskonałe butelki białych win (Eclisse – rewelacyjny kupaż sauvignon blanc i picolita, Il Friulano, Picolit stuprocentowy, Ramandolo z verduzzo friulano). Niestety, po większość z nich będzie trzeba udać się do Italii lub chociaż sąsiadów zza zachodniej granicy. To co La Roncaia dystrybuuje w Polsce znajdziecie w MineWine. Jeśli ktoś wie o innych dystrybutorach to proszę o informację, choć z tego co mi przekazano umowa jest na wyłączność:)

CATA, czyli Czyle z Biedronki :)

Postanowiłem ostatnio nieco poszaleć w Biedronce i zakupiłem tanie, choć „drogie” (jak na tamtejsze warunki=) 2 butelki prosto z Chile po 19,99 każda. Obydwie to kupaże – w przypadku wersji białej połączenie typowych dla kraju szczepów (chardonnay + viognier), dla edycji czerwonej cabernet + shiraz, czyli nieco mniej sztampowo jak na Czyle. Ładna butelka, masywna, z grubego szkła, niezła etykieta i dobra ekspozycja na półce zachęcały do zakupu. I powiedzmy, że nie żałuję, ale bynajmniej nie dlatego, że wino jest dobre:p

Nazwa: CATA

Producent: Aresti Wine of Chile

Region: Central Valle

Cena: 19,99 PLN

Kupione w: Biedronka

 

CATA CHARDONNAY & VIOGNIER 2011

CATA CABERNET SAUVIGNON & SHIRAZ 2010

Oko Ładna jasno słomkowa barwa; cienkie i rzadkie łzy. Średnio intensywna purpurowa barwa; dość połyskliwe; łzy przyzwoite.
Nos

Średniej jakości aromaty owocowe, przemysłowe i spożywcze; głównie wyczuwalne owoce tropikalne i cytrusy, dominuje dojrzały ananas.

Średniej jakości aromaty głównie owocowe, wycofane przemysłowe i daleko w tle odrobina skóry oraz pieprz. Pachnie raczej świeżo, czuć w nosie młodość wina.
Usta Początkowo świeże i przyjemne, z czasem słabnie intensywność aromatów, przebija alkohol i aceton, ulatują zapachy i smak owoców. Dobre na 1 kieliszek – niewiele więcej może zaoferować Przyjemne, dość lekkie i łatwe w piciu wino. Porzeczka, wiśnia i dojrzała truskawka do dominujące aromaty w ustach, uzupełnione odrobiną pieprzu. Mało taniczne, bardzo przewidywalne, niczym nie zaskakuje i szybko się nudzi. Brak rozwoju z czasem.
Podsumowanie Choć w budowie zrównoważone, wykazuje niekonsekwencję  aromatów. Można wręcz odnieść wrażenie, że robi się lekko nieprzyjemne, metaliczne z czasem. Słabe wino, którym nie ma co sobie głowy zawracać. Zbyt proste jak na ten kupaż, mało intensywne i czytelne – nie odzwierciedla bogactwa szczepów. Ale konsekwentne w tym co ma (choć to niezbyt wiele) i ładnie zrównoważone w budowie. Zwykły przeciętniak, o którym szybko zapomnicie, ale butelka do prostej pasty z tuńczykiem i pomidorami nie zaszkodzi.

Zachwytów nie ma i nie będzie, czego zresztą się spodziewałem. Dwa proste wina – jedno słabe, drugie przeciętne. Nie ma co się oszukiwać – butelką, formą, etykietą, pochodzeniem i szczepami Cata rozbudza nadzieję na odrobinę przyjemności i smakową złożoność. Otrzymujemy natomiast zupełną oczywistość w najprostszym wydaniu. Jak widać koszty produkcji obejmują głównie ładne opakowanie, zostawiając napój wewnątrz daleko w tyle. O ile czerwone da się ze smakiem wypić, na białe szkoda tych 20 złotych bez grosza. Sytuacja szczególnie dziwna, bo i viognier, i chardonnay (nawet w prostych i tanich winach) dają w Chile dobre rezultaty, więc szkoda surowca na taki niewypał. Bądźmy szczerzy – post głównie po to, żebyśmy nie zapomnieli o biedrońskich niespodziankach, które czyhają na półkach!

Wino roku 2010! – Brunello di Montalcino CdN 2004

O Brunello di Montalcino słyszał chyba każdy. Największa sława toskańskiego regionu i win produkowanych pod tożsamą nazwą zaczęła się w roku 1980, kiedy to właśnie Brunello di Montalcino jako pierwsze otrzymało status DOCG (Denominazione di Origine Controllata e Garantita) – czyli najwyższą klasę apelacji włoskich. Dziś to jedne z najbardziej znanych i zarazem najdroższych win z Italii. Niestety wielka sława i ogromny popyt rynkowy źle kooperuje z jakością – znaczek apelacji nie jest żadną gwarancją dobrego smaku wina. A szkoda, bo Brunello mogło pokusić się o prestiż i pozycję zastępnika najlepszych apelacji z Burgundii czy Bordeaux.

Dziś Brunello di Montalcino to apelacja zdominowana przez małe gospodarstwa rolne, z których każde produkuje tak naprawdę odmienne wino. Butelek wielkich powinniśmy szukać tylko u znanych, wielokrotnie nagradzanych i dobrze ocenianych producentów. W innym wypadku trunek może okazać się wielkim rozczarowaniem – mimo niebagatelnych kwot, które przyjdzie nam poświęcić na jego zakup. Samo wino musi być produkowane (zgodnie z apelacyjnym prawem) wyłącznie z gron sangiovese. W 2003 roku władze skonfiskowały butelki z etykietami Brunello di Montalcino z 4 winiarni, którym udowodniono dodanie gron cabernet sauvignon i merlot, dla uzyskania (podobno) lepszego efektu smakowego i wygładzenia nieco charakteru rustykalnego włoskiego szczepu.

Poza odpowiednią odmianą winogron, na producentach Brunello di Montalcino spoczywa obowiązek długotrwałego starzenia wina (aktualne przepisy ustalono w 1998 roku i określają minimalny okres dojrzewania na poziomie 2 lat w dębowej beczce i przynajmniej 4 miesięcy w butelce). Zazwyczaj jednak wina tzw. typu normale trafiają na rynek dopiero 50 miesięcy po zbiorach (czyli nieco ponad 4 lata), a riserva dojrzewa rok dłużej.

Brunello di Montalcino to reguły aromatyczne wina, w których odnajdziemy nuty owoców leśnych, skóry, czekolady, cynamonu czy tytoniu. W pełni dojrzałe egzemplarze należą do win mięsistych, z przyjemnymi, krągłymi taninami. Mogą być starzone nawet przez kilkadziesiąt lat dzięki odpowiedniej strukturze (moc i wysoka zawartość kwasu oraz garbniki, które potrzebują wygładzenia). Młodsze roczniki bywają nieco szorstkie, mniej subtelne, lekko prostackie – choć i tak dają już namiastkę przyszłej świetności i finezji. Tyle o ogólnych wrażeniach degustatorów Brunello Di Montalcino. Przejdźmy do naszej butelki.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

zdjęcia pobrano ze strony Azieda Agricola Casanova di Neri

Casanova di Neri to producent wina uznanego za najlepsze dostępne w Polsce w 2010 rokuBrunello di Montalcino 2004. Z kolei jedna z wcześniejszych etykiet – Tenuta Nuova z 2001 roku doceniona została przez amerykański magazyn winiarski Wine Spectator, trafiając na listę 100 najlepszych win dystrybuowanych na świecie. Casanova di Neri dzięki wyjątkowej jakości swoich produktów należy do grona najbardziej znanych producentów świata. Łączna powierzchnia winnic to ok. 55 hektarów. Winogrona zbiera się ręcznie od połowy września. Utrzymywana jest niska wydajność, na poziomie ok. 40hl z hektara, co pozwala tworzyć wina wyjątkowo ekstraktywne. Obok etykiet z logiem Azieda Agricola Casanova di Neri nie sposób przejść obojętnie!


Zatem zaprezentujmy – Brunello di Montalcino 2004 od Casanova di Neri!

Oko: Piękny, bardzo głęboki i intensywny kolor ciemnego rubinu. Dobra faktura, nadal dość duża połyskliwość. Łzy bardzo gęste, smukłe w ogromnej ilości – wino wysoce ekstraktywne

Nos: Uderza intensywnością aromatów od samego początku. Ewoluuje i bardzo intensywnie rozwija się z czasem. Zdecydowanie wymaga dekantacji i długiego rozkoszowania się. Wino medytacyjne, do odkrywania. Cała gama zapachów owocowych, przemysłowych i odzwierzęcych. Głównie wyczuć można śliwki, ciemne owoce, jagody. Pojawia się aceton, intensywny zapach skóry, spoconego siodła końskiego, słodkiego tytoniu i gorzkiej czekolady. Z czasem aromaty lasu po deszczu, grzybów, zgaszonego aromatycznego cygara.

Usta: Duża kwasowość, uzupełniona mocno rozgrzewającym (acz przyjemnym) alkoholem. Wszystko zamyka duża taniczność (szorstka i dość agresywna, wino jest nadal lekko chamskie). To wino ma już znamiona ogromnej wielkości, ale potrzebuje czasu dla poskromienia natarczywości i nabrania szlachetnej subtelności. Finisz długi i przyjemny o posmaku owoców i suszu świątecznego.

Podsumowanie: Piękne, wielkie i wybitne wino. Zrównoważone, konsekwentne, pełne i urzekające. W dodatku o strukturze, która pozwala na długie lata przechowywania. I szczerze – nie pijcie go jeszcze, potrzymajcie te butelki kilka lat – BO WARTO! Jest doskonałe, jedno z najlepszych win jaki przyszło mi degustować. Trudne, o niejednoznacznym charakterze i obliczu, trochę zaskakujące.

Karton Brunello di Montalcino 2004 od Casanova di Neri powinien znaleźć się w każdej winiarskiej piwniczce. To wino, które aż chce się obserwować i degustować jego zmiany w czasie! Bierzcie i pijcie – dostępne na wina.pl

OCENA: 95 pkt na teraz i kto wie ile po dojrzewaniu (do 97)   

Z cyklu wino na lato i nie tylko :)

W dni tak piękne jak dzisiejszy warto wyruszyć na śniadanie nieco dalej niż w 4 ściany własnej kuchni. Zapachy lata i słoneczna pogoda zachęcają do odkrywania świata smaków i aromatów – nie tylko w winie. My postanowiliśmy poranny posiłek spożyć w scenerii pobliskiego parku. Możliwość o tyle piękna, iż mogliśmy wpaść do Spotu na poranne cappuccino i Vinoli po prawdziwe letnią butelkę 100% garanachy prosto z Navarry. Warto było!

Zresztą, przegapić wizyty w Vinoli nie mogliśmy, bo zostaliśmy rozpoznani od wejścia, zapewne jako jedni z odwiedzających ostatnią degustację. Bardzo to miłe:) A dla lubiących takie intymne prezentacje kilku butelek dobra nowina – 31 lipca odbędzie się kolejna odsłona hiszpańskich win, organizowana właśnie w poznański  Spocie na Dolnej Wildzie. Szczegółów jeszcze nie znam, ale poinformuję jak tylko dojdą mnie słuchy:)

Nad samym winem nie będzimy nadmiernie się rozwodzić – od Principe de Viana, zbliżone nieco do opisywanego wcześniej tempranillo – jednak mniej bogate, już nie tak pełne i bardziej prostolinijne – zaskoczeń nie było (co czasem bywa plusem – choć nie w tym przypadku). Garnacha od PdV jest niezłym winem na lato, ale zdecydowanie polecam zamienić ją na wspomnianą wyżej butelkę tempranillo!

Krótko o zdegustowanym egzemplarzu:

Ładny purpurowy, choć delikatny kolor, proste aromaty dojrzałej truskawki i wiśni, świeża kwasowość i harmonijny smak – to główne zalety tego wina (dobrego de facto, ale wcześniejsza degustacja tempranillo spowodowała dużo większe oczekiwania). Zaskoczeń i szczególnych czasoumilaczy konsumpcji brak.

Producent: Principe de Viana

Szczep: garnacha 100%

Rocznik: 2009

Apelacja: D.O. Navarra, region Navarra

Cena: 28PLN

Kupione w: Viñola

Co pozostaje in plus dla wina to piękny projekt butelki – analogiczny, ale tym razem z czerwonym zakończeniem koszulki, przywodzącym na myśl podstawowe aromaty owocowe zamknięte wewnątrz. Wina dobre, kiedy są ładne dają jeszcze większą przyjemność z picia – i tak właśnie powinno być! Większość ludzi to wzrokowcy, tak więc miło jest otrzymywać walory nie tylko smakowe i zapachowe, ale i wizualne z każdej degustowanej butelki! A tego jak wino powinno się prezentować, producenci niech się uczą od Principe de Viana!

Osobiście zachęcam Was do letnich wypraw ku naturze, zwłaszcza jeśli możecie wkomponować w nie dobre wino! Odkrywanie zapachów jest wówczas trudniejsze (ze względu na aromatyczną intensywność otoczenia), lecz o ile nauka i przygoda z butelką bywa przyjemniejsza w takiej scenerii. A nawet kiedy pić nie można, ze względu na czekający w pobliżu samochód, to pozostałe zapachy i smaki często potrafią zrekompensować brak wina w kieliszku. My mieliśmy dziś wspaniałe śniadanie, a Wam życzymy miłego wieczoru na zakończenie weekendu:)

Zaczerwi(e)niliśmy się po gruzińsku!

Ostatnio powiedzieliśmy sobie kilka słów o białych winach z kwewri i nie tylko. Dzisiaj zatem czas zaczerwienić się po gruzińsku. Jaki był efekt degustacji na spotkaniu Klubu Sommeliera przekonacie się za chwilę.

Tymczasem nieco teoretycznego wstępu. Jak już mówiliśmy Gruzja znana jest raczej z win białych. Co do ich wytrawności – zdecydowanie najbardziej ceni się naturalnie powstające wina półsłodkie. Zdarzają się jednak ciekawe czerwone przypadki (również wytrawne). Wina powstające z lokalnych szczepów (głównie saperavi) oraz winifikowane w kwewri najpełniej oddają charakter tradycyjnych gruzińskich trunków. Samo saperawi uważane jest za najszlachetniejszą krajową odmianę, w dodatku jedną z najzdrowszych na świecie, ze względu na dużą zawartość polifenoli. Jeśli nie lubicie eksperymentów wystarczy nieco lepiej zapoznać się z tematyką gruzińskich produktów – bo i styl bordoski i z południa Francji można w niektórych butelkach odnaleźć.

A oto co nam udało się zdegustować:)

1. BINEKHI z Kachetii, szczepy: saperavi cabernet sauvignon, rocznik 2006

Pierwsze czerwone, którego próbowaliśmy – klarowne, o delikatnej, wiśniowej barwie. Aromaty i w nosie, i ustach konsekwentne – w jakości i sile. Można w nim odnaleźć lekką owocowość, aromaty śliwki, powideł porzeczkowych, nuty herbaciane, nieco ziemistości, odrobinę skórzanych akcentów w odległym tle. Ładnie się rozwijało i było dość złożone. Krągła budowa z odrobiną szorstkości – bardzo bordoskie w stylu, w aspekcie szukania gruzińskich nowych smaków – nudne. Szczerze wolę sprawić sobie butelkę z Francji niż taki niepewny eksperyment z nieprzewidywalnym efektem.

2. AMIRANI z Kachetii, 100% saperavi, rocznik 2006

Tłuste, wiśniowo-purpurowe w kolorze wino, o typowych aromatach czerwonych owoców, a także nutach słodyczy, pieprzu, lakieru do paznokci. Bardzo zrównoważone, atakujące z początku mocną taniną, którą uzupełnia kwasowość i alkohol. Indywidualne w stylu, ciekawe i warte spróbowania. W komplecie ma świetny stosunek jakości do ceny (ok. 35PLN). Warto też zostawić butelkę na jakiś czas – pięknie rozwija się III nos z aromatami słodkich owoców!

3. KWANCZKARA KIPIANI, z regionu Racha, szczep 100% aleksandrouli, rocznik 2007

W końcu przyszedł czas na słynne gruzińskie wino półsłodkie. Zachwyciło przede wszystkim intensywnymi słodkawymi zapachami, z aromatami pudełek po cygarach i owocowego tytoniu, fiołka, lekko zgniłego jabłka, z pietruszką w tle. W ustach było już mniej piękne – zrównoważone, subtelne wino, ale zabrakło indywidualizmu i przygasła intensywność aromatów. Nie było nawet cienia kontrowersji – mamy dobre wino i koniec tematu. W większym panelu degustacyjnym przemknęłoby zupełnie niezauważone. Można z niego skorzystać do naszych polskich potraw – pasztet z dziczyzny i oscypek z żurawiną będą się idealnie komponowały z tą butelką. Sery – śmierduchy też polecamJ

 

Podsumowując tą naszą Gruzję, trzeba przyznać, że wina robią tam ciekawe – choć nie wszystkie. Warto przy zakupie zapytać sprzedawcę co i jak, bo przypadkiem można nieźle popłynąć i zakupić butelkę, która ani trochę nie będzie przypominała wina, którego szukaliśmy. Jedno wiem na pewno – Gruzja jest warta odkrywania, ale trzeba mieć do niej dystans i niestety nastawić się także na strzały w buble! Nie może być zbyt pięknie.