Archiwa kategorii: Niemcy

Zestaw Kibica na dziś, czyli Krysia Ronaldo vs Podolski Sp. z o.o.

Szykuje nam się wieczór pasjonującego futbolu, ale zagrają dziś dwie potęgi winiarskie! Portugalia vs Niemcy – ten mecz można śmiało spędzić przy bardzo dobrym winie. Zatem proponuję na Holandię z Danią zaopatrzyć się w ciekawe piwa regionalne, a wieczorem przejść na Dionizję!

Na początek verde contra szare! Najpierw najlepsze „zielone wino” jakie znalazłem w tym roku w Poznaniu – MOINHO VELHO VINHO VERDE 2011 (25pln, @MineWine) od Adega Cooperativa Barcelos, Sodibaco. Świeże, mocno perliste, kwasowe, ale i z wyraźnym cukrem resztkowym, lekkie, z pięknym, świeżym aromatem limonki i białej brzoskwini.

SPÄTBURGUNDER BLANC DE NOIR 2010 WEINGUT GRAF UND SOHN (35pln, @Encantado) to z kolei propozycja-ciekawostka od Bodegi Encantado – wino wyglądające jak białe, robione z czerwonych owoców, a klasyfikowane formalnie jako różowe(?). Ów szarak, dość intensywny w nosie (z agrestem i poziomką na czele), w ustach jest równie ciekawy – z świeżą kwasowością i delikatnie zaznaczonym garbnikiem. Aromaty jabłkowe, przeplatają się z maliną i poziomką. Świeżo i przyjemnie – idealne na początek!

Ryzykowny rajd skrzydłem – niepróbowane jeszcze LYSIAS TINTO 2007 od Herdade do Carvalhal z Alentejo. Cena nieznana, a wino w Polsce jeszcze nie jest dostępne. Do piłkarskich emocji – wprost ideał. Zobaczymy jak się sprawdzi – może to portugalski czarny koń!

Kolejną bramkę strzela ABADIM DAO RESERVA 2006 (59pln, @Centrum Wina), moim zdaniem wino wieczoru III Festiwalu Wina w Poznaniu, zwłaszcza w promocyjnej cenie 41pln! Dojrzałe, ciężkie, świetnie zrównoważone (dobra kwasowość, odrobinę podbite cukrem resztkowym, nieco szorstki i mocny garbnik). Męski trunek, bardziej pasujący do twardej niemieckiej gry siłowej niż portugalskiej finezji! Stara szkoła w najlepszym wydaniu!

Na koniec słodka propozycja: cudowna Ortega Beerenauslese 2011 GRAF & SOHN (79pln, @Encantado) – słodkie, bardzo ekstraktywne i niezwykle skoncentrowane wino dobrze zrównoważone kwasowością (aromaty miodowe, akacjowe, lipowe, czarnego bzu, orzechów włoskich, bardzo dojrzałego ananasa, brzoskwini w syropie). Ewentualnie można zajrzeć po coś tańszego do Rudiego Fautha, np. FAUTH UDENHEIMER GOLDBERG GEWURZTRAMINER SPATLESE 2007 (42pln, @MineWine). To wino jest jak stały fragment gry – zawsze wzbudza emocje!

Nie będę ukrywał – dziś kibicuję winiarsko Portugalii, a piłkarsko Niemcom! ZOBACZYMY 🙂

Reklamy

Weingut Śliwka ’84 i ‘86

W miniony poniedziałek byłem sprawcą niemałego zamieszania. W poznańskim salonie MineWine spotkaliśmy się w gronie przyjaciół, aby spróbować dwóch rieslingów starszych ode mnie, a wyprodukowanych przez śp. dr Manfreda Śliwkę – Polaka znad Mozeli. Takie etykiety to nie lada gratka dla każdego winoluba!

Weingut Śliwka Riesling ’84er kabinett trocken i ’86er auslese

Historia win jest absolutnie niezwykła. Dr Śliwka prowadził winiarnię nad Mozelą, którą odziedziczyła znajoma mojego kolegi ze studiów. Czytaj dalej Weingut Śliwka ’84 i ‘86

Poznań rośnie w siłę.

Mój Poznań. Miasto paradoksów. Miejsce, w którym zarejestrowanych jest ponad 200 podmiotów importujących wina! Podobno połowa z nich jest aktywna. Co ciekawe ja potrafię wymienić maksymalnie kilkunastu. Ciekawych degustacji wciąż brakuje. Kultura wina jest w zalążku. Sklepy winiarskie skonsolidowały się w okolicach Starego Rynku, a cała reszta nie wykracza poza granice centrów handlowych. Poznań. Miasto, w którym nawet nowa gwiazda polskiego handlu winem pozostaje niedoceniona. DELIWINA i fantastyczny właściciel Guillaume Deliancourt wciąż wydaje się być w cieniu „dinozaurów” i wielkich kołchozów handlowych płacących krocie za wyłączność.


Swoją drogą – grałem w tym filmie siebie – BARMANA 🙂

Honor naszej małej ojczyzny ratuje ostatnio Hugo Restaurant. Knajpa zrezygnowała z całkowitej hegemonii oferty Vinninovy (i słusznie, bo wina marketowe nie powinny wypełniać karty dobrej restauracji). Pierwszy importer, który uzupełni (nijaką dotąd) selekcję to właśnie DELIWINA. Zatem świetne etykiety z portfolio Guillaume mogą stać się pewną konkurencją dla Mielżyńskiego, który sąsiaduje z Hugo w poznańskim City Parku. Owszem, trudno będzie porównać kartę win restauracji z ofertą jednego z najlepszych polskich importerów. Z drugiej strony, sukces Mielżyńskiego zdaje się uświadamiać całej gastronomii naszego miasta, jak istotnym elementem funkcjonowania jest wino.

W minioną środę miałem okazję uczestniczyć w degustacji i szkoleniu dla załogi Hugo Restaurant (na zaproszenie właścicielki), które osobiście prowadził Guillaume. Spotkania z tym niezwykle skromnym i sympatycznym człowiekiem zawsze są inspirującym doświadczeniem. Mam nadzieję, że podobnie myślą młodzi adepci sztuki winiarskiej, pracujący w restauracjach przez Deliwina obsługiwanych. Im większa ich grupa zostanie „zarażona” winiarską pasją, tym lepiej dla bachusowskiego trunku w naszym miasteczku.

Skupmy się jednak na zmianach w Hugo, które zachodzą za sprawą Guillaume. Przede wszystkim nowe wino domu – podstawowe etykiety z południa Francji, od doskonałego producenta – Laurent Miquel, zastąpią tandetną marketówkę Luis Felipe Edwards. Jak na restauracyjny house – dużo więcej niż przyzwoity wybór. Przy tym w cenie ok. 60 PLN za butelkę, zapowiada się jako nowy hit w kategorii wolumenu sprzedaży w restauracji. W wydaniu białym Chardonnay (65%) w połączeniu z aromatycznym Viognier (35%). Bardzo przyjemna butelka, mocno cytrusowa w aromatach, z dodatkiem brzoskwini i nutą owoców tropikalnych. Rześkie, wyraziste, kwasowe wino, bardzo uniwersalne w łączeniu z potrawami. Czerwone to z kolei kupaż cabernet z syrah, o kolorze purpury. Dość lekkie, ale intensywnie owocowe (wiśnia, porzeczka) i lekko pikantne (zielony pieprz, papryka), świeże, żywe i szczere. Dobra struktura z rześką i wyraźną (ale nie dominującą) kwasowością, ciepłym alkoholem i garbnikiem od owocu. Przyda się odrobinę je schłodzić przed podaniem. Mocne 3,5 gwiazdki w obydwu przypadkach!

Vino di Chiarlo było kolejnym materiałem szkoleniowo-degustacyjnym. Będąca niejako wstępem do piemonckiego winiarstwa etykieta zauroczyła zwłaszcza aromatyczną złożonością (skóra, grzyby, nuty drzewno-cedrowe, płatki różane, śliwka, konfitura wiśniowe) i pięknym projektem etykiety Giancarla Ferrariego. Dość ciężka, intensywna w zapachu i smaku, wyraźnie kwasowa i taniczna butelka. Świetna do łączenia  z baraniną i cielęciną, zwłaszcza w oliwie truflowej lub pikantnych sosach śliwkowych czy żurawinowych. Intensywne sery czy chorizo równie dobrze sprawdzą się w jej towarzystwie. 86-88pkt w notatniku. Warto!

Na koniec natomiast przyszła butelka z serii – „to Polacy lubią najbardziej”. Ogarnęło mnie lekkie przerażenie, kiedy ekipa Hugo przyznała, jak często goście pytają o wina półsłodkie lub przynajmniej półwytrawne. Niestety taki mamy otoczenie rynkowe i należy się do niego dostosować – zatem do karty trafi bardzo przyzwoity i niezwykle łatwy w piciu Riesling od Richtera. Wino półwytrawne, z wyraźnym cukrem resztkowym, ale dobrze zrównoważone kwasowością. W aromatach bardzo klasyczne – przede wszystkim bije lekką naftą, która bardzo szybko przechodzi w kwiat czarnego bzu, owoc tropikalny i zielone jabłko. Wszystko przyjemne, dość świeże i ładnie skomponowane. Przyznaję się – przy takiej półwytrawności sam klikam „LUBIĘ TO”. Po raz kolejny mocne 3,5 gwiazdki. Sam dr. Dirk Richter pojawi się natomiast na piątkowej degustacji Deliwina w warszawskim Wine Corner! Serdecznie polecam, bo szykuje się fantastyczne spotkanie.

W nowej karcie znajdzie się kilka innych kwiatków jak chociażby Tandem Ars In Vitro rodem z Nawarry (z grawitacyjnej, ekologicznej winnicy) czy Chablis od Brocarda. Piemont należy do Michele Chiarlo (i Barolo, i Barbaresco), a alzacka klasyka gewurtza do Dopffa i synów. Naprawdę będzie co pić! A przy okazji Alzację od Deliwina możecie lepiej poznać na degustacji w nadchodzący wtorek, w poznańskiej restauracji Patio!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Pisząc ten tekst mam nadzieję, że Hugo nie jest odosobnionym przypadkiem, a poznańskie restauracje wreszcie pojmą rolę wina w procesie tworzenia pełnej satysfakcji Gościa . Oby kilku najlepszych postarało się o innowacyjne karty i dobrze przeszkoloną w temacie obsługę, a reszta pójdzie w ich ślady. I nasuwa się refleksja – czy lepiej zainkasować jednorazowo 25 tysięcy złotych polskich od LPdV i mieć przeciętną kartę, z absurdalnie wysokimi cenami, czy sprzedawać w ciągu miesiąca ciekawe i unikatowe wina za 20-30 tysięcy netto jak kilka inteligentnych knajp w naszym mieście. Myślenie nie boli. Kreatywne tym bardziej.

Jak w domu…

Biznes winiarski do najłatwiejszych nie należy. Jak trudno wejść właściwie w rynek oraz ile wyrzeczeń i problemów czeka na drodze importera, doskonale wie Maciej Bombol – właściciel Enoteki Polskiej. Owo wyjątkowe miejsce znalazło się (ku mojej wielkiej radości) na liście biznesowych wizyt ostatnich dni. Jak dorodną selekcję win tam znajdziecie, co zjecie i czego się napijecie? Za chwilę. Póki co – zapraszam Was na małą wycieczkę.

Enoteka to pozycja na winiarskiej mapie naszego kraju, którą należy odwiedzić i docenić – sklep importerski, wine bar i restauracja w jednym… Miejsce z duszą, wypełnione winem i jego kulturą, co prawdziwie oddziałuje na zmysły. Atmosferze wnętrza nie ustępuje wystrój. Schodząc do zaadaptowanej piwnicy (w zabytkowej, XVIII-wiecznej kamienicy) trafiamy najpierw na skład win. W głębi kilka pomieszczeń dla gości. To o tyle dobre rozwiązanie, że zawsze możemy usiąść w gwarnej i ożywionej głównej sali lub poszukać bardziej ustronnego miejsca w jednej z bocznych. Ciemne drewno na podłodze, meble w tym samym klimacie, jasne ściany, piękny bar. Trochę surowo, trochę ciepła, spore kontrasty kolorystyczne. Kompozycja, którą uwielbiam i nie będę tego ukrywał. Moja jadalnia połączona z salonem kiedyś będzie wyglądała podobnie!

Wspaniałe wnętrze Enoteki Polskiej

Enoteka Polska to autorski projekt Macieja Bombola, któremu początkowo jako współwłaściciel towarzyszył Tomasz Kolecki-Majewicz. Wszystko zaczęło się w 2009 roku i zapowiadało świetnie. Pierwsze nagrody i wyróżnienia pojawiły się niemal od razu (BEST NEWCOMER 2009 oraz BEST WINE BAR 2010 od Warsaw Insider). Bynajmniej, nieznośna lekkość bytu Enotece nie groziła. Miejsce wymagało mnóstwa pracy, uzupełnienia oferty, poprawy obsługi i sprawnie skrojonych działań marketingowych. Dzisiaj wszystko idzie w dobrym kierunku i trzymam kciuki, że będzie coraz lepiej! Bogata oferta, liczne degustacje, najróżniejsze eventy, zajęcia dedykowane dla dzieci. Każdy znajdzie coś dla siebie!

Zatem wiecie już, że w Enotece poczułem się jak w domu. Ale sam jej wygląd i historia to nie wszystko – o wiele istotniejsza jest zawartość oferty. Niestety nie miałem sposobności ani czasu zjeść (zatem recenzowania kuchni podjąć się nie mogę), ale karta menu wygląda zachęcająco, a ceny z pewnością nie odstraszają (nawet Poznaniaka 🙂 ). Najważniejsze jest tu wino. Ono króluje i pokazuje prawdziwą wielkość tego miejsca! W Enotece znajdziecie ponad 180 etykiet od 40 wyselekcjonowanych, wysokiej klasy producentów europejskich. Wiele z tych win nagradzanych było  i w Polsce, i poza jej granicami. A jakby ktoś uznał, że to mało – kupicie je w cenach właściwie nie różniących się (a czasem nawet niższych) od oferty dystrybutorów zza naszej zachodniej granicy!

Cepparello 2004 – najlepsze wino czerwone GP Magazynu Wino 2008

W ofercie Enoteki odnajdziecie zatem butelki od nagrodzonych tytułami Człowieka Roku Magazynu Wino Josefa Umathum (w 2008 roku) czy Istvana Szepsy (w 2010 roku). Na półkach jest wspaniały supertoskan Isole e Olena Cepparello, którego 2004 rocznik został najlepszym czerwonym winem w Polsce w 2008. Ostatnio pięć gwiazdek Decantera (na 5 możliwych) otrzymało Le Salette Amarone della Valpolicella DOC Classico „La Marega” 2007 (139 PLN – cena rewelacyjna – porównanie tutaj). Silne akcenty znajdziemy także na najniższej półce, reprezentowanej chociażby przez Lis Maris od Di Lenardo (srebrny medal Grand Prix MW w kategorii win białych do 30 zł w 2009 roku, za rocznik 2008).

Podczas mojej pierwszej wizyty w Enotece, dzięki uprzejmości właściciela miałem okazję spróbować 4 win, które owego dnia podawane były na kieliszki. W zestawie tym znalazło się przede wszystkim wspaniałe Soave Classico 2010 od Suavia, którego zapach przypomniał mi nadbałtycką plażę w słoneczny letni dzień. Eleganckie, subtelne, lekko piaszczysto-słomkowe i mineralne aromaty, z delikatnym owocem w tle (brzoskwinia, zielone jabłko). 51,75PLN i wierzcie mi, że warto! Josef Umathum zaskoczył swoim GELBER & ROTER TRAMINEREM z 2010 – intensywne, szczere, ze sporą dozą cukru, dające wręcz wrażenie owocowej egzotyki w zapachu. W mroźnej pogodzie za oknem, aż miło poczuć taki aromat! W winnicy wino jest już całkowicie wyprzedane, a jego cena na Długiej w W-wie jest niemal identyczna jak w jej internetowym sklepie. Coś jeszcze potrzebne na zachętę?

Wina degustowane w Enotece

W czerwieni natomiast pojawiła się propozycja pozornie prostego i niezobowiązującego, acz naprawdę ciekawego i przyjemnego RAISINS GAULOIS 2010 od MARCEL LAPIERRE (40PLN bez 25 groszy). Tą krótką degustację zakończyła toskańska legenda Paolo De Marchi – ISOLE E OLENA ze swoim CHIANTI CLASSICO 2009 (76,50 PLN). Urokowi tej autorskiej butelki trudno się oprzeć.

Nieco ponad tydzień po wizycie w Enotece otworzyliśmy kilka butelek do degustacji, które otrzymałem od właściciela. Pojawiły się 2 białe etykiety i 2 czerwone, wszystkie w cenach do 40 PLN. Zatem dzisiaj udowadniamy, że dobra butelka wcale nie musi być droga, a winiarskich zakupów niskobudżetowych nie trzeba robić w markecie czy dyskoncie!

Zaczęliśmy wspomnianym wcześniej Lis Maris tyle, że z rocznika 2010 (33 PLN). Świeże i owocowe wino, ze sporą dozą słodyczy. W aromatach agrest, cytrusy, pędy porzeczki, banan i słodko-waniliowa nuta w tle (mimo braku beczki). Szczere wino na przyzwoitym poziomie, o którym nie będę pisał poematów, ale chętnie otworzę latem jako dodatek do niewyrafinowanej kolacji.

Później przyszedł czas na mojego osobistego faworyta – niemiecki, biodynamiczny 100 HÜGEL RIESLING 2010 od WITTMANNA. Ładna, słomkowa barwa, nieco ciemniejsza od poprzednika. Wyraźne i ciekawsze aromaty, już pierwszy nos intensywny, drugi nawet bardzo. Ta aromatyczna bomba miała swój wyraz także w ustach – niezła cielistość i świetna budowa (mocna, świeża kwasowość, goniona przez słodycz, alkohol praktycznie niewyczuwalny – lekko niezrównoważone, ale w stronę przyjemnej rześkości). Do kompletu doskonałe aromaty (od nafty, poprzez mokrą trawę, kwiat czarnego bzu i lipy, aż po owoce egzotyczne – ananas, papaja, marakuja). W tym winie można doszukać się wiele więcej, zatem polecam wyprawę do Enoteki, bo za niewygórowaną kwotą 39,75 PLN jest to zakup obowiązkowy!

Enotekowy zestaw degustacyjny do 40,00 PLN

Kolejnym winem było największe (pozytywne) zaskoczenie wieczoru – CINZIA 2009 od GIANCARLO TRAVAGLINI, czyli jedno z droższych win stołowych jakie spotkałem ostatnimi czasy (37,50 PLN). Ciemna barwa rubinu, gęste i długie łzy. Średniej intensywności nos (do średniej+ w drugim nosie), z wyraźnymi i bogatymi aromatami owocowymi, zwierzęcymi, spożywczymi i przemysłowymi. Wyraźne nuty waniliowe w ustach i nosie. W pakiecie jeszcze czereśnie, nowa skóra, trochę acetonu i fiołki. Niezłe ciało, mocna i idealnie zrównoważona budowa (pierwsze skrzypce grają kwas z garbnikiem, zaraz za nimi jest miło grzejący alkohol), pełna konsekwencja. W moich notatkach przy pozycji ogólne wrażenie znajduje się krótki, ale jakże treściwy zapis: NADPRZECIĘTNIE WYSOKIE! Powiem szczerze – to wino mnie zszokowało. Zupełnie nie tego spodziewałem się po etykiecie z napisem VINO DA TAVOLA. Cóż zatem powiedzieć – jeśli ktokolwiek myślał o zakupieniu V. Ripasso albo Barbaresco z Biedronki to zapomnijcie o tych podłych substytutach prawdziwych włoskich klasyków, dołóżcie 7,50zł i biegnijcie do Bombola po butelkę z etykietą CINZIA 2009.

Nie był to koniec naszego degustowania, ale jako ostatnią pozycję z oferty Enoteki tego wieczoru otworzyliśmy PUERTAS NOVAS 2008 od Bodegas Valpiculata z wspaniałego, hiszpańskiego regionu TORO (37,50 PLN). Gęste i długie łzy, piękna barwa ciemnej wiśni, wpadającej wręcz w czarne refleksy. Mocny nos, ciekawy – zaczynał się kwaszoną kapustą, później nutami drewna i acetonem. Szybko rozwinął się w aromaty dymne, owoc porzeczki, przyprawy, sporo ziół i lukrecji. Po raz kolejny bezbłędna budowa, z żywą kwasowością i mocną, trochę nieułożoną taniną (niektórym może wydać się nieco szorstkie). Alkohol miło grzeje goniąc pozostałe elementy budowy, a cukier pozostaje w tle. Dość ciężka i cielista butelka, sporo beczki, ale z kompleksowymi aromatami (nie stłumionymi dębem). Śmiało może jeszcze odpocząć w butelce (mimo niewygórowanej ceny). Kawałek dobrej roboty winiarskiej, w wydaniu, które każdemu powinno się spodobać. Bardzo pijalne (nawet odrobinę komercyjne) wino, ale w żadnym aspekcie nawet nie zbliża się do banalności (co jest niejako tendencją prostszych butelek hiszpańskich). Z czystym sumieniem – POLECAM!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Na mojej półce czeka jeszcze zakupiony PAGOS DEL MONCAYO GARNACHA-SYRAH 2010 (36,00 PLN), po którym sporo sobie obiecuję, a jak będzie z pewnością przeczytacie na blogu! Przywiozłem także (na zamówienie) OSOTI RIOJA CRIANZA 2006 (48,75 PLN) – prezent ku wielkiej radości obdarowanego.

Materiał o Enotece jest dla mnie jak wybawienie. Pisząc ten tekst, wszędzie wokół czytam narzekania blogerów na fatalną selekcję wśród ostatnich ofert dyskontowych. Cieszy zatem fakt, że nie trzeba grać w rosyjską ruletkę, testować możliwości przerobowych wątroby, czy narażać zmysłu powonienia i smaku na poważny szok, wywołany próbowaniem dyskontowej wtopy. Można za to kupić wino o kilka klas lepsze, a za niewiele większe pieniądze. Zadajmy sobie w tym miejscu proste pytanie – lepiej wydać 20-30 PLN na ściek z dyskontu, czy kupić butelkę sprawiającą mnóstwo radości wszystkim zmysłom za zaledwie kilka złotych więcej (a często w identycznych cenach). Biedrońskie no-name Barbaresco nie dorasta do pięt enotekowskiej CINZIA. I wcale nie chodzi o to, że stołowe wino przerosło sławną apelację. Po prostu etykietę trzeba umieć właściwie wybrać i w Enotece o tym wiedzą!

5 medali podczas Gali Grand Prix 2011 Magazynu Wino

Opisane wina degustowałem dzięki uprzejmości importera. W przyszłym tygodniu wybieram się natomiast na kolejne zakupy do Enoteki i jej wątek będziemy kontynuowali.

Kontratak w połowie słodki!

Jak już zauważyliście nie jestem zwolennikiem win słodkich, a półsłodkich wynalazków mam zwyczaj nie tolerować w ogóle. Wybaczam Gruzinom i Portugalczykom, bo potrafią zrobić dobre egzemplarze w tej właśnie kategorii. Od czwartku będę akceptował także niemieckie butelki z napisem „półsłodkie” na etykiecie, pod warunkiem, że ich poziom będzie przynajmniej zbliżony do poniższej, którą dostałem od MineWine jako
pozytywną odpowiedź na totalną porażkę semisweetów z Intermarche. Kontratak jest na tyle skuteczny, że już wiem co tato otrzyma jako dodatek do prezentu świątecznego, bo właśnie o półsłodkie wino prosił.

Nazwa: FAUTH CUVEE BLANC

Producent: Weingut Rudolf Fauth

Region: Rheinhessen, Niemcy

Typ: półsłodkie, białe

Szczep: Sylvaner

Rocznik: 2011

Cena: 29 PLN

Dostępność: MineWine

Jak wspomniałem, wino otrzymałem do degustacji od importera, ale po drugą butelkę mam zamiar udać się sam – niech to będzie najlepszą rekomendacją tej etykiety. A czego możecie spodziewać się w kieliszku:

OKO: Kolor złotawy, przyjemne błyszczenie. Łzy gęste i dość grube, słuszne dla wina półsłodkiego

NOS: Pierwszy średni, drugi średni + z ładnym rozwojem aromatów, dobrej jakości. Od samego początku wyczuwa się intensywną słodycz w zapachu (miód lipowy/akacjowy), której towarzyszą nuty bardzo dojrzałych owoców czy wręcz konfitur – gruszka, morela, ananas, banan, mango. W tle pojawia się spora doza limonkowej świeżości, dająca nadzieję na dobry balans smakowy. Generalnie proste, ale bardzo przyzwoite aromaty.

USTA: Słodycz lekko dominuje w strukturze, ale kwasowość jest wyraźna, rześka i intensywna – dzięki niej wino nie jest mdłe czy zbyt ciężkie. DUŻY PLUS. Alkohol w tle, garbników brak. Aromaty bardzo zbliżone do wszystkich zapachów nosa, są więc pięknie dojrzałe owoce i rześkość limonki z jej delikatnym cieniem goryczy. Przyjemna kompozycja, która powinna zasmakować każdemu.

OCENA: 82pkt, rewelacyjny stosunek ceny do jakości! 

PODSUMOWANIE: Za złotych 29 dostajemy uczciwą butelkę, na naprawdę dobrym poziomie, której zawartość sprawia sporą przyjemność w kieliszku testującego. Nie zmieni to diametralnie mojego poglądu na wina półsłodkie, ale gdy będę takowego potrzebował – wiem gdzie szukać. Wolę jedną butelkę od Rudolfa Fautha niż cały karton podrobów marketowo-dyskontowych. Zatem brawa dla MineWine, bo zapełniają ciągle obecną na polskim rynku lukę na półce dobrych win półsłodkich. A bądźmy szczerzy – przeciętny polski konsument bardzo często takowych poszukuje (regularniej to chyba tylko półwytrawnych:) ). Warto zbudować w swoim portfolio mocną ofertę win z tego segmentu, pod warunkiem, że będą w rozsądnych cenach. Tu kolejny plus za utrzymanie testowanej etykiety w magicznej barierze do 30PLN. Coraz bardziej podobają mi się działania MineWine (zwłaszcza festiwal i kanał telewizyjny – choć ten drugi aspekt wymaga jeszcze dopracowania 🙂 ) i myślę, że jak tak dalej pójdzie, to Poznań będzie miał nowego trendsettera w zakresie dystrybucji win w kanale detalicznym.

Mali potrafią być wielcy! – SCHICK i WINIARNIA W PUSZCZYKOWIE

Riesling – szczep ukochany lub znienawidzony! Szczerze to nie wiem, dlaczego budzi aż takie kontrowersje, bo podjąc kieliszek dobrego rieslinga rzadko usłyszymy jakikolwiek zarzut i z uśmiechem na ustach testujący powiedzą, że „smakuje i fajny jest – lubię to!”. Chyba że mimikę zmieni im standardowo wysoka kwasowość i mineralność 🙂 Dobra bez ironizowania i wymyślania – rieslingi rzeczywiście lubią być nietypowe, kapryśne i kontrowersyjne. Tak już mają! Najlepsze (podobno) robią Niemcy. Przy okazji też dość drogie. Ale jeśli chcecie spróbować naprawdę porządnej butelki, która nie zdewastuje Waszego portfela to polecam wizytę w Puszczykowie, na ul. Poznańskiej 56 po:

Nazwa: ADOLF SCHICK RIESLING

Szczep: riesling 100%

Region: Dolina Mozeli

Typ: Qualitätswein

Cena: 33PLN (litr)

Dostępne w: WINIARNIA w PUSZCZYKOWIE

 

Niewielkie ilości sprowadzanego samodzielnie wina od małego niemieckiego producenta. Większość przeznaczona na potrzeby jego hotelu i restauracji, reszta trafia do nielicznych sklepów prowadzonych przez znajomych. Adolf Schick prezentuje wina, które nigdy nie znajdą się w masowej dystrybucji, a każdy Wielkopolanin ma do nich dostęp w niezwykle korzystnych cenach i warunkach. Podpoznańskie Puszczykowo dorobiło się 3 specjalistycznych sklepów z winami. Prawdziwie wyjątkowy jest jeden – Winiarnia w Puszczykowie na ul. Poznańskiej 56. Tam młody właściciel przywita Was butelkami starannie wyselekcjonowanych trunków, z których próbował wszystkich, aby w każdej sytuacji perfekcyjnie podpowiadać swoim Gościom najlepszy wybór. Większość win sprowadza samodzielnie – z Niemiec. I chwała mu za to, bo ceny dzięki takiej działalności ma rozsądne. I to właśnie jego sklep jest jednym z niewielu punktów na całym świecie, gdzie dostępne są wina Adolfa Schicka. Aż ciężko pozbierać się z wrażenia!

A sam riesling – klasyk gatunku! Aromaty lekko smoliste i nafciane z przebijającym jaśminem i kwiatem czarnego bzu, wszystko połączone ze skórką limonki. Wysoki, choć nadzwyczaj przyjemny poziom kwasowości, lekka perlistość, muśnięcie ściągania, delikatnie grzejący alkohol. Świeże, konsekwentne w aromatach wino, doskonale pasujące do wszelkich potraw, którym przyda się odświeżenie – pasty śmietanowe, długo dojrzewające sery twarde, tłuste ryby to naturalne dla tej butelki dodatki. Zakup dość ekonomiczny – opakowanie litrowe, cena bardzo przyzwoita, jakość wysoka. Szkolny przykład wszelkich podstawowych aromatów odszczepowych w bardzo przyjemnym wydaniu. W pakiecie piękna etykieta, dobrze przygotowana POLSKA kontretykieta i oczywiście metalowy screw-cap zamiast korka. Nic tylko czekać na kolejne lato i z butelką na piknik, balkon, taras i inne tego typu przygody! A do karpia na Wigilię też się nada! 🙂

P.S. Nie wiem jak to się stało, ale wyrzuciliśmy butelkę bez zdjęcia, bo byliśmy przekonani, że jest zrobione :/