Archiwa kategorii: ŚWIETNY STOSUNEK JAKOŚĆ/CENA

Mali potrafią być wielcy! – SCHICK i WINIARNIA W PUSZCZYKOWIE

Riesling – szczep ukochany lub znienawidzony! Szczerze to nie wiem, dlaczego budzi aż takie kontrowersje, bo podjąc kieliszek dobrego rieslinga rzadko usłyszymy jakikolwiek zarzut i z uśmiechem na ustach testujący powiedzą, że „smakuje i fajny jest – lubię to!”. Chyba że mimikę zmieni im standardowo wysoka kwasowość i mineralność 🙂 Dobra bez ironizowania i wymyślania – rieslingi rzeczywiście lubią być nietypowe, kapryśne i kontrowersyjne. Tak już mają! Najlepsze (podobno) robią Niemcy. Przy okazji też dość drogie. Ale jeśli chcecie spróbować naprawdę porządnej butelki, która nie zdewastuje Waszego portfela to polecam wizytę w Puszczykowie, na ul. Poznańskiej 56 po:

Nazwa: ADOLF SCHICK RIESLING

Szczep: riesling 100%

Region: Dolina Mozeli

Typ: Qualitätswein

Cena: 33PLN (litr)

Dostępne w: WINIARNIA w PUSZCZYKOWIE

 

Niewielkie ilości sprowadzanego samodzielnie wina od małego niemieckiego producenta. Większość przeznaczona na potrzeby jego hotelu i restauracji, reszta trafia do nielicznych sklepów prowadzonych przez znajomych. Adolf Schick prezentuje wina, które nigdy nie znajdą się w masowej dystrybucji, a każdy Wielkopolanin ma do nich dostęp w niezwykle korzystnych cenach i warunkach. Podpoznańskie Puszczykowo dorobiło się 3 specjalistycznych sklepów z winami. Prawdziwie wyjątkowy jest jeden – Winiarnia w Puszczykowie na ul. Poznańskiej 56. Tam młody właściciel przywita Was butelkami starannie wyselekcjonowanych trunków, z których próbował wszystkich, aby w każdej sytuacji perfekcyjnie podpowiadać swoim Gościom najlepszy wybór. Większość win sprowadza samodzielnie – z Niemiec. I chwała mu za to, bo ceny dzięki takiej działalności ma rozsądne. I to właśnie jego sklep jest jednym z niewielu punktów na całym świecie, gdzie dostępne są wina Adolfa Schicka. Aż ciężko pozbierać się z wrażenia!

A sam riesling – klasyk gatunku! Aromaty lekko smoliste i nafciane z przebijającym jaśminem i kwiatem czarnego bzu, wszystko połączone ze skórką limonki. Wysoki, choć nadzwyczaj przyjemny poziom kwasowości, lekka perlistość, muśnięcie ściągania, delikatnie grzejący alkohol. Świeże, konsekwentne w aromatach wino, doskonale pasujące do wszelkich potraw, którym przyda się odświeżenie – pasty śmietanowe, długo dojrzewające sery twarde, tłuste ryby to naturalne dla tej butelki dodatki. Zakup dość ekonomiczny – opakowanie litrowe, cena bardzo przyzwoita, jakość wysoka. Szkolny przykład wszelkich podstawowych aromatów odszczepowych w bardzo przyjemnym wydaniu. W pakiecie piękna etykieta, dobrze przygotowana POLSKA kontretykieta i oczywiście metalowy screw-cap zamiast korka. Nic tylko czekać na kolejne lato i z butelką na piknik, balkon, taras i inne tego typu przygody! A do karpia na Wigilię też się nada! 🙂

P.S. Nie wiem jak to się stało, ale wyrzuciliśmy butelkę bez zdjęcia, bo byliśmy przekonani, że jest zrobione :/

Reklamy

Prawdziwy smak Riojy – w VINOLI

Są różni sprzedawcy, sklepiki i butiki, stoiska w marketach, wielcy dystrybutorzy i mali importerzy z unikatowymi butelkami. Wino można sprzedawać na przeróżne sposoby. Jednak zaledwie kilka jest miejsc w naszym pięknym mieście (Poznaniu), które w sposób szczególny, prawdziwy i szczery szerzą kulturę dionizyjskiego trunku. Jednym z nich jest wielokrotnie przeze mnie już wspominana Viñola, wspaniale umiejscowiona w poznańskim Spocie – w dodatku niecałe 10 minut spacerem od naszego mieszkania. Prędzej czy później musieliśmy stać się klientami sklepu i wiernymi uczestnikami degustacji i spotkań winiarskich!

Zaczynając pracę nad tekstem, który właśnie czytacie, ledwo wróciliśmy z kolejnej, wspaniałej jak zawsze degustacji, połączonej z prezentacją butelek z Bodegas Ramirez de la Piscina, prosto z hiszpańskiej Riojy! A wszystko prowadziła właścicielka winnicy Pilar Ramirez, przy wsparciu głównodowodzącego Viñoli Inigo Cordon Moreno  – iście iberyjska drużyna winiarska! Zresztą osoba właściciela (podobnie jak w przypadku Mielżyńskiego) w dużym stopniu decyduje o wyjątkowości tego miejsca. Nikt z taką naturalnością i łatwością nie przekona mnie do iberyjskich win jak Hiszpan rodem z Nawarry! Ale o tym też już kiedyś było. Przejdźmy zatem do samego spotkania.

Co lubię i cenię w Spocie, to niezwykła przestrzeń. Tak się też złożyło, że tym razem do dyspozycji prowadzących oddano inną niż zazwyczaj salę. Było ciaśniej, kameralniej i powiedziałbym bardziej po hiszpańsku, w klimacie prawdziwego tapas baru! Jak na spotkanie tego typu przystało rozpoczęliśmy od aperitifu – białego viura z 2010 rocznika, Ramirez de la Piscina Blanco. Wino świeże, owocowe, o solidnej kwasowości, orzeźwiające i przyjemne. Łatwe w piciu, proste, codzienne wino. Dobrze zrównoważone, o średniej budowie, konsekwentne, z dominacją aromatów zielonych owoców i przyjemnym, kwaskowym finiszem. Przyzwoita butelka w rozsądnej cenie 29 PLN. Z pewnością warto – zwłaszcza w ciepłe dni.

Tak przy okazji owej butelki okazało się, że w całej apelacji DOC Rioja dopuszczone do produkcji białe szczepy to tylko viura, malvasia i garnacha blanco. Taki szczegół, ale być może przyda się przy rozwiązywaniu krzyżówek czy innych takich. 🙂 W każdym razie miło, że chardonnay z sauvignon blanc nie dominują całkowicie niczym w reszcie świata. Zatem Hiszpanie opierają się w produkcji białych win z północy na dwóch lubianych niezmiernie pod moim dachem szczepach – viura i albariño. I tego faktu się trzymajmy.

Wróćmy jednak do degustacji – przyszedł zatem czas na przedstawienie Pilar i winnicy. Rodzinna firma, produkująca około 500 tys. butelek rocznie, wykorzystująca nowoczesną technologię, która wyłącznie wspiera tradycyjne metody winifikacji. I już wiedzieliśmy, że będzie pięknie. W pakiecie maceracja węglowa dla niektórych butelek i dalej opcje są dwie – albo brak, albo bardzo niewielki poziom siarkowania win. Winiarnia położona jakąś godzinę drogi od Bilbao, w przepięknej okolicy, poprzecinanej wzniesieniami. Klimat iście toskański, wino świetne i ludzie przesympatyczni. Aż miałoby się ochotę przeprowadzić i samodzielnie ów boski trunek produkować. Może kiedyś… Może wygram te 50 milionów w totka. 🙂

Marzenia odłóżmy chwilowo na bok i powiedzmy kilka słów o kolejnej degustowanej butelce. Ramirez de la Piscina Tinto Cosecha 2010. Chciałoby się rzec czerwony odpowiednik poprzedniego egzemplarza. Lekkie, przyjemne, żywe wino o bardzo głębokiej jak na tak młody trunek barwie, z wyraźnymi fioletowymi refleksami. Owocowe, z nutami truskawek i świeżo zerwanej poziomki, ale i zapachami marmoladowymi. Bardzo, bardzo rześkie, z lekko wyczuwalną, acz szorstką i nieułożoną jeszcze taniną. Idealne na gorące dni, bo śmiało można je podać w 15oC. Dobre jako codzienne wino.

Następnie pojawiła się jedna z najciekawszych butelek wieczoru (przynajmniej moim zdaniem). Ramirez de la Piscina Crianza 2006. Wino dojrzewające 16 miesięcy w dębowych beczkach, długo leżakowane w butelce, w dodatku z doskonałego dla regionu 2006 rocznika. Intensywnie aromatyczne już w pierwszym nosie, później jeszcze silniej i z niezwykłym rozwojem. Wiśnia, porzeczka, śliwka na początek – bardzo dojrzałe, nawet lekko konfiturowe. Dalej lekkie nuty skórzane, coś jak pasek od męskiego zegarka w gorący dzień, z czasem przechodzi w zapachy leśnego poszycia. W ustach równie bogato, wino jest pełne i mięsiste, ze zrównoważoną strukturą i ładnym garbnikowym kopem! Kończy przyjemnie, dość owocowo, z posmakiem kawy. Męskie – chociaż mojej lepszej połowie też smakowało:) Finalnie butelka poszła z nami do domu i niech to będzie najlepsza rekomendacja! 39 PLN – naprawdę świetna cena.

Z czasem robiło się coraz ambitniej, ciekawiej i bardziej beczkowo, czyli prawdziwie po hiszpańsku. Zatem reserva 2005. Rocznik równie wyśmienity jak poprzedni, wino za to dłużej dojrzewające i nieco bardziej złożone. W aromatach bardzo dojrzała wiśnia i borówka. Dużo drzewnych nut, cedru, popiołu i świeżo przygaszonego ogniska. Dym ze słodkiego cygara. Wyraziste, ale ładnie wygładzone, okrągłe taniny. Pełno w tym winie jest wszystkiego, a doznania niezwykle przyjemne. Kończy pikantnie, całą gamą pieprzu i bardzo dłuuuuuugo. Zdecydowanie jestem na tak. Świetnej jakości wino, dość uniwersalne, ale charakterystyczne. Wolimy jednak intensywniejszy garbnik, to też na domowej półce stoi crianza.

Przyszedł w końcu czas na rewelację wieczoru – Ramirez de la Piscina Gran Reserva Santa Maria 2001. Rocznik wybitny w historii Riojy. A wino? Powiem tak – forma degustacji nie pozwoliła mi skupić się nad nim, zastanowić w pełni co i jak, ani też nie było możliwości aby dać mu niezbędny dla pełnego rozwoju czas. Co wiem na pewno – jest to butelka na ważną kolację jako jedna z opcji lub w innej formie – na ganek, w domku na wsi, na długie, ciepłe popołudnie, pozwalające całkowicie oderwać się od rzeczywistości. To magiczny, tzw. trunek medytacyjny. Niesamowicie głęboki kolor purpury, z delikatnie ceglanym rantem. Subtelne i eleganckie, zmiękczone i wygładzone długim leżakowaniem. Aromaty potrzebują czasu, aby się otworzyć. Dużo czerwonych i ciemnych owoców – niezwykle dużo jak na tak stare wino. Jest wanilia, jest aceton, jest przejrzała, prawie zgniła truskawka, jest końskie siodło, jest zapach lasu po deszczu, są przyprawy, dym, woda cedrowa, cynamon. Zresztą – najlepiej otworzyć butelkę, zostawić na godzinkę w dekanterze, a potem samemu sprawdzić, co tam jeszcze można znaleźć. I życzę wszystkim, byśmy takie wina mogli pić codziennie!

Całe wydarzenie uzupełnił drobny poczęstunek z typowo regionalnymi produktami. Sery, chorizo, oliwki i oliwa. W końcu wino jest doskonałym towarzyszem jedzenia i tegoż połączenia należy się trzymać.

Po raz kolejny Viñola pokazała klasę. Co nadzwyczaj lubię w ich degustacjach to niezobowiązująca aura prezentacji. Tam można prawdziwie poczuć, że wino jest dla każdego, że butelki są różne – i odświętne, i codzienne, a co najważniejsze – iż nie należy się bać degustowania nawet tych najlepszych w lekkiej, ludzkiej, normalnej formie. Dzięki temu odchodzi w zapomnienie sztucznie nadąsana atmosfera epatowania jakimś chorym ceremoniałem, który jeszcze niedawno stanowił obowiązek w winiarskim światku naszego kraju. Im więcej będzie wydarzeń i ludzi tak prezentujących swoje wina, tym szybciej będziemy mogli w pełni cieszyć się każda butelką.

P.S. Wszystkie wina czerwone powstały rzecz jasna z tempranillo:) a jakżeby inaczej!

P.P.S. Winnica używa tylko własnych winogron

P.P.P.S. Dla zainteresowanych mały grafik najlepszych roczników hiszpańskich – z ulotki Bodegas Ramirez de la Piscina

COCCINELLE, czyli biedronka po francusku

Dyskont zabrał się ponownie za skomplikowany temat zgłębiania francuskich klasyków. O tym co będzie dostępne i od jak nieznanych producentów już wspominałem. I tak jak mówiłem, rozpocząłem degustację kilku butelek ze zwykłej ciekawości. Trzeba stwierdzić, że jest przyzwoicie – działa nam Jeronimo Martins bardzo sprawnie. A jakie będą efekty francuskiej batalii to już niedługo wyjaśnią efekty sprzedażowe!

Na pierwszy ogień (tydzień temu) trafiło grand cru z Saint Emillion 2007. Ta uznana francuska apelacja raczej nie pozwala sobie na wypuszczanie słabych butelek. Zwłaszcza z onaczeniem cru na etykiecie. Degustacja w składzie 3-osobowym pozwoliła na dość kompleksową ocenę butelki. I tak:

Przy cenie 34,99 PLN otrzymujemy wino z osławionej AOC, o sporym potencjale, dobrej budowie i aromatycznym bogactwie. Jest bardziej niż poprawne. Ale warunek jeden – potrzebuje powietrza – minimum godzina w karafce. Po otwarciu wali obornikiem wprost nieziemsko. Mija to wszystko z czasem i w prawidłowy sposób się rozwija, aby dać konfiturowo-skórzane wino o wyraźnych aromatach, właściwej strukturze i w miarę wyraźnej kwasowości. Taniny praktycznie zmiękczone, raczej jedwabiste, ale 2-3 lata dodadzą jeszcze subtelności. W dobrych warunkach można ryzykować dłuższe przechowywanie, ale po co, skoro wino jest gotowe do picia. Podsumowując – dobra opcja, żeby spróbować Saint Emilion i sprawdzić z czym to się je (polecam Mimolette – też z Biedronki!).

Jest jednak butelka, która zainteresowała mnie w tym wszystkim nieco bardziej. Dulong, AOC Medoc 2009 za złotych 19,99. Powiem krótko – jedno z win o najlepszej relacji ceny do jakości, jakie można na polskim rynku spotkać. Nie jest wybitne, nie jest wielkie – za to do bólu poprawne. I właściwie dobrze – to jest parkerowskie w stylu wino na masowy rynek, a ja właśnie zastanawiam się czy nie zmagazynować kilku butelek na moje przyszłoroczne wesele!

Przede wszystkim piękny, intensywny głęboki kolor purpury i ciemnej wiśni z fioletowym rantem. Zapach dość intensywny, z nutą przypraw i ciemnymi owocami. Do kompletu dużo dymu i trochę acetonu. Ładne to takie! W smaku podobnie, z dużą dawką świeżej poziomki, śliwek i malin, ale wszystko jakby nieco wędzone, z nutą popiołu. Skóra i przyprawy wycofane w tle, ale też są. Dobra struktura, niezła kwasowość, wyraźny acz przyjemny alkohol i zdecydowanie dominujący garbnik. Osobiście lubię takie butelki, ale nie każdemu musi to odpowiadać. Jakby na temat nie spojrzeć – wino warte dwukrotnie wyższej ceny. Za 19,99 grzech nie kupić.

Było też mała akcja ryzykant – 100% carignan za 9,99. Powiem tak – zapomniałem, że go piłem i dobrze. Ale ładnie zlew czyści. Coś ewidentnie nie wyszło w procesie winifikacji. No trudno! I tak jest dobrze – to dopiero druga kiepska butelka na cztery próbowane.

Czeka na nas jeszcze Chablis (za 30 PLN – to już jest fenomen, tym bardziej, że to faktycznie Chablis a nie Petit Chablis!). Poza tym korci to Chateneauf, ale za 50 PLN to chyba jednak wybiorę się na zakupy do Mielża, albo Vinoli. D.O. tego stopnia nie ufam Biedronce – zwłaszcza w kwestii sposobu przechowywania i eksponowania butelek. Ale rose z Anjou i tak obowiązkowo, prędzej czy później do koszyka wpadnie, choć obawiam się, że w cenie 14,99 PLN będzie podobnie jak z Pinot Blanc – nie koniecznie zachwyci :p Obym się mylił – zobaczymy, bo w tej materii nieraz już dyskont potrafił zaskoczyć!

Podsumujmy ten krótki wywód – Biedronka daje nam doskonałą okazję na winiarską wyprawę do Francji. Warto skorzystać z takowej propozycji, bo jakość butelek jest zazwyczaj przyzwoita, a ceny zdecydowanie biją wszystkich polskich importerów. Jedna rzecz – niech to będzie początek Waszej francuskiej podróży – to kraj winiarsko tak bogaty, że eksperymentować można każdego dnia z inną butelką! I oby tak było. Mam zresztą nadzieję, że dyskont da ku temu możliwość i niedługo ściągnie od następców Karolingów coś równie ciekawego!

Ceske hory, ceske vino i polski horolsky syr

Zdanie o białych czeskich winach zawsze miałem dobre, a kolejne degustacje przekonują o słuszności takowego osądu. Co prawda nie każda butelka zachwyca i trudno u naszych południowych sąsiadów wynaleźć wina wybitne. Ale przyzwoite, dobre a nawet bardzo dobre egzemplarze zdarzają się regularnie. A białe wino, góralska kuchnia, letni upał i krajobraz Krkonosy z restauracyjnego ogródka dają pełnię szczęścia. Okej – piwo też może być, ale nie oczekujcie zbyt wiele – dominuje jasne pełne (choć i ta wersja po czesku szału nie robi – na dobry browar najlepiej udać się do poznańskiej Brovarii! OJ TAK!)

Przejdźmy jednak do rzeczy. Dzień po powrocie z wakacji przyszło nam otworzyć czeską butelkę, która z założenia przeznaczona była do akompaniowania przywiezionemu z kolei z polskich gór tradycyjnemu oscypkowi (choć zazwyczaj prawnie ustalonych norm wyrób ów nie spełnia i odpowiednich certyfikatów nie posiada, zatem nie powinien być określany takowym mianem). W każdym razie przystąpiliśmy pełni zapału do degustacji i zawodu nie było – raczej miłe zaskoczenie, że z tym wybitnie słonym i podwędzanym wyrobem z mieszanki krowiego i owczego mleka, ów czeski trunek sobie poradził. Może nie perfekcyjnie ale na 4- egzamin zdał!:) Tokaje na słodko wypadają jednak lepiej.

Nazwa : Tramin Reserve Collection

Producent: Templariusze (Templářské sklepy Čejkovice)

Rocznik: 2006

Region: Morawy

Szczep: traminer

Cena: 119-130Kc czyli 21,00-24,00PLN (najtaniej u producenta)

OKO: Ładny jasny kolor, słomkowy z bardzo delikatnymi zielonymi refleksami. Średniej gęstości, szybko powstające łzy. Żadnych widocznych wad. Wino klarowne i połyskliwe.

NOS: Pierwszy nos średni, rozwija się z czasem, drugi intensywniejszy i dobrej jakości. Dużo można wyczuć w tym winie – są nuty owocowe, kwiatowe, przemysłowe i ziołowe. Jest jakby perfumowane. Dominuje grejpfrut, papaja, fiołek, trochę lipy i nafty, pojawiają się aromaty ziemiste i korzenne. Potrafi urzec zapachem!

USTA: Przede wszystkim dobry balans – kwasowość wysuwa się nieco przed szereg, ale jest przyjemna i orzeźwiająca, nie dominuje. Ładnie towarzyszy jej lekko rozgrzewający alkohol i delikatne właściwości ściągające.

Aromaty w ustach są bardzo wyraźne, o podobnej zresztą intensywności jak w nosie. Ich rodzaj także pozostaje konsekwentny, choć wino jest w smaku nieco świeższe niż w zapachu. Jest piękny grejpfrut, trochę ananasa, nuta lipowego miodu. Kończy charakterystyczny, mineralno-nafciany posmak z dużą ilością zielonego owocu. Jest to długi i przyjemny finisz.

PODSUMOWANIE: Konsekwencja, równowaga, średnia budowa i moc – to wino ma wszelkie znamiona dobrego trunku. Nie wykracza co prawda poza kategorię właśnie DOBREGO, ale w cenie 21PLN ciężko będzie znaleźć równie ładnego, aromatycznego i przyjemnego traminera! Wino jest już 5 letnie, a zgodnie z oznaczeniem producenta max. czas przechowywania to 6 lat – zdecydowanie do picia już teraz. Zresztą jest dojrzałe i czuć, że to raczej jego szczytowa forma. Chociaż, może za 2-3 nadal będzie ciekawie – III nos jest długo intensywny i całkiem przyjemny. Można spróbować, ale nie jestem przekonany czy warto. Do kompletu z tym winem natomiast idealne będą wędzony łosoś, szparagi i białe pieczone mięsa.

OCENA: 86 pkt 

P.S. To wino ma jeszcze jedną ogromną zaletę – swój wygląd. Tłoczona butelka, etykieta na wzór strony ze średniowiecznej księgi, zwój z opisem producenta przypięty sznurkiem do szyjki i wielki czerwony stempel. Może, ale nie musi się podobać, za to na pewno rzuca się w oczy!:) Jako pamiątka z wakacji – REWELACJA!

Biedroński hit na lato – 8,99PLN za DOBRE Vinho Verde

Czym jest i jak charakteryzuje się vinho verde chyba nie muszę nikomu tłumaczyć. Chciałbym jednak wspomnieć w tym momencie, że właśnie ta kategoria win przyczyniła się do popularyzacji portugalskich butelek w świecie. Wbrew temu co się zwykło powszechnie uważać, nie musi być ono białe – rzadko, ale można spotkać czerwone vinho verde. To już daje do myślenia – zieloność nie odnosi się do koloru, ale smaku i niedojrzałości wina, która w tym przypadku jest mocno pożądana!

Butelkę w Biedronce kupiłem trochę przez przypadek, kończąc zakupy z serii braki w lodówce do obiadu. Plan był prosty – na główne idzie łosoś zapiekany w cieście francuskim z melonem, migdałami i serem pleśniowym. Do kompletu potrzebowałem kwaskowatego, rześkiego, lekko owocowego wina, które odświeży przytłumione daniem głównym podniebienie. Wybór był prosty – zielone z Portugalii. Chwyciłem zatem pierwszą lepszą butelkę z apelacją Vinho Verde i do kasy. Jak zobaczyłem 8,99PLN to po pierwsze szczęka mi opadła (D.O.C., jednoszczepowe!), a po drugie chciałem wrócić po inną butelkę, a tą zmieszać ze Spritem, żeby w ogóle była pijalna. Tak mi się przynajmniej zdawało.

Nazwa: Vinho Verde Loureiro

Producent: Adega Cooperativa de Ponte de Lima CRL

Apelacja: DOC Vinho Verde

Szczep: Loureiro

Rocznik: 2010

Cena: 8,99 PLN

No i właśnie – otwieram, a tam już z butelki piękny zapach limonki i melona. No to lejemy do kieliszków, a Sprite czeka w pogotowiu. Perliste to mało powiedziane – to było wino właściwie delikatnie musujące. Oko cieszy lekkimi bąbelkami, nos zachwyca rześkim zapachem, w którym dominuje dojrzały melon i jabłka. W smaku świeże, kwaskowate (ale bez przesady) z wyraźnymi nutami cytrusów, jabłek, melona i papai. Sporo cukru resztkowego (razem z gazem kryje mankamenty). Ogólnie żaden cud, ale gdybym nie wiedział co i jak, i zapłacił za tą butelkę 20 kilka złotych to zadowolenie z przebiegu degustacji i tak by było!!! Niewielkie, ale by było! Okej – określenie wina mianem dobrego to przesada – ale pijalne jest! Za przemawia zwłaszcza cena. Koniec tematu jak dla mnie – warto spróbować, jak zasmakuje, to czemu nie?! Do prostego obiadu tak w powszedni dzień, taki portugalski prostak jak znalazł…

Powiem szczerze – najlepsze wino w zestawieniu jakość/cena jakie dałem radę wypić. Innymi słowy – jedyne wino poniżej 10PLN, które uważam za pijalne (z dotąd degustowanych przynajmniej). Wniosek – Biedronka wie co dobre na lato i za ile to sprzedać, żeby nam zrobić dobrze! 🙂

Na półce natomiast czeka Cata Chardonnay z Viognier, a Cabernet Sauvignon z Shirazem już za nami. Zatem niedługo recenzja owych chilijskich specyfików w ramach dalszego ciągu „lata pod znakiem Biedronki”. Z kolei jutro kurier z pierwszą (jak dla mnie) dostawą z Bohemia Sekt Polska6 butelek czeskich win – w tym 2 różowe musujące i 1 spokojne oraz 3 białe, czyli selekcja tego co na lato i zarazem w Czechach najlepsze (przynajmniej moim zdaniem). ZOBACZYMY!

Szerzej o winach portugalskich w Biedronce i ich cenach pisze Wojciech Bońkowski na swoim blogu. Warto z tematem się zapoznać!

Marks & Spencer SALE – z tej wyprzedaży wino poproszę!!

Czasami warto wybrać się na jakieś małe wyprzedaże. Nasza wizyta w jednej z poznańskich galerii zaowocowała odwiedzinami w Marks & Spencer. I chociaż szukaliśmy raczej nowych pozycji w outficie, to do domu przywieźliśmy butelkę wina! Nie miałem pojęcia, że ta brytyjska sieciówka odzieżowa (założona przez polskiego emigranta, żeby było ciekawiej!) prowadzi swoje delikatesy także w Poznaniu – w dodatku całkiem przyjemnie zaopatrzone. No i przede wszystkim – mają stoisko z winami!!! (prawdziwym potentatem są na rynku brytyjskim – z 30% udziałem w detalicznej sprzedaży win)

Pierwszy entuzjazm minął, oto co zastaliśmy na miejscu. Klika regałów niezbyt bogatych w ilości, ale dobrze wyselekcjonowanych win. Co to znaczy? Znajdziecie wina z większości istotnych regionów świata. Przeważa jednak Australia z Nową Zelandią i wina zamykane screw capem (nakrętką). Widać, że import idzie najpierw do UK a dopiero później trafia do Polski. Jest też sporo pozycji francuskich i hiszpańskich (dla purystów – te najczęściej posiadają korek), znajdzie się coś dla amatorów Ameryki Południowej, ale tylko tych niewybrednych. Ogólnie jest całkiem przyjemnie. Kolejne miłe zaskoczenie – ceny! Strategia niskich narzutów i ogromnych dostaw na centralny magazyn chyba się opłaca – wina europejskie kategorii DO, IGT i inne prostsze wynalazki z nowego świata znajdziemy od 16 zł za butelkę. Ceny kończą się na sumach 3-cyfrowych (głównie dla szampanów). Każdy zatem ma to, co tygryski lubią najbardziej!

Największy problem to tradycyjnie – jak na market przystało – obsługa. Na profesjonalne porady czy jakąkolwiek pomoc w wyborze win nie ma co liczyć. Całe szczęście, dla mniej wtajemniczonych butelki wyposażono w ustandaryzowane kontretykiety, wzbogacone o piktogramy ułatwiające komunikację flaszki z klientem. I brawa za to! W końcu, jako konsumenci nie mamy obowiązku być specjalistami branży winiarskiej! Marks & Spencer wyraźnie pokazuje, że zaprojektowanie etykiety przystępnej dla nabywcy jest rzeczą dziecinnie prostą. No chyba, że nie znamy angielskiego. No i upssssss – biorąc pod uwagę anglojęzyczne rozgadanie rodaków – jednak im te etykiety zupełnie nie wyszły :p

Finalnie udaliśmy się do domu z zakupem za kwotę 21 zł – australijskie chardonnay, które (zgodnie z treścią etykiety) miało być świeże i owocowe, acz muśnięte dębem w sposób nietłumiący jego rześkiej natury (należy rozumieć jako użycie wiórów z dębiny lub pali drewnianych w kadzi fermentacyjnej:)

No i co z tego wyszło zapytacie? To ja powiem krótko – brać, schłodzić i pić!!! Jedno z najlepszych win pod względem jakości do ceny jakie kiedykolwiek wpadły mi w ręce!

Nazwa: Burra Brook

Producent: Adelaide Wine Estates

Apelacja: brak

Region:  South Eastern Australia, Adelaide Hills

Szczep: chardonnay

Rocznik: 2010 (a schowany był =D – na przodzie 2009 stało!)

Cena: 21 PLN

Miejsce zakupu: Marks & Spencer C.H. Malta Poznań

Czytaj dalej Marks & Spencer SALE – z tej wyprzedaży wino poproszę!!