Archiwa kategorii: MIEJSCA

Jak w domu…

Biznes winiarski do najłatwiejszych nie należy. Jak trudno wejść właściwie w rynek oraz ile wyrzeczeń i problemów czeka na drodze importera, doskonale wie Maciej Bombol – właściciel Enoteki Polskiej. Owo wyjątkowe miejsce znalazło się (ku mojej wielkiej radości) na liście biznesowych wizyt ostatnich dni. Jak dorodną selekcję win tam znajdziecie, co zjecie i czego się napijecie? Za chwilę. Póki co – zapraszam Was na małą wycieczkę.

Enoteka to pozycja na winiarskiej mapie naszego kraju, którą należy odwiedzić i docenić – sklep importerski, wine bar i restauracja w jednym… Miejsce z duszą, wypełnione winem i jego kulturą, co prawdziwie oddziałuje na zmysły. Atmosferze wnętrza nie ustępuje wystrój. Schodząc do zaadaptowanej piwnicy (w zabytkowej, XVIII-wiecznej kamienicy) trafiamy najpierw na skład win. W głębi kilka pomieszczeń dla gości. To o tyle dobre rozwiązanie, że zawsze możemy usiąść w gwarnej i ożywionej głównej sali lub poszukać bardziej ustronnego miejsca w jednej z bocznych. Ciemne drewno na podłodze, meble w tym samym klimacie, jasne ściany, piękny bar. Trochę surowo, trochę ciepła, spore kontrasty kolorystyczne. Kompozycja, którą uwielbiam i nie będę tego ukrywał. Moja jadalnia połączona z salonem kiedyś będzie wyglądała podobnie!

Wspaniałe wnętrze Enoteki Polskiej

Enoteka Polska to autorski projekt Macieja Bombola, któremu początkowo jako współwłaściciel towarzyszył Tomasz Kolecki-Majewicz. Wszystko zaczęło się w 2009 roku i zapowiadało świetnie. Pierwsze nagrody i wyróżnienia pojawiły się niemal od razu (BEST NEWCOMER 2009 oraz BEST WINE BAR 2010 od Warsaw Insider). Bynajmniej, nieznośna lekkość bytu Enotece nie groziła. Miejsce wymagało mnóstwa pracy, uzupełnienia oferty, poprawy obsługi i sprawnie skrojonych działań marketingowych. Dzisiaj wszystko idzie w dobrym kierunku i trzymam kciuki, że będzie coraz lepiej! Bogata oferta, liczne degustacje, najróżniejsze eventy, zajęcia dedykowane dla dzieci. Każdy znajdzie coś dla siebie!

Zatem wiecie już, że w Enotece poczułem się jak w domu. Ale sam jej wygląd i historia to nie wszystko – o wiele istotniejsza jest zawartość oferty. Niestety nie miałem sposobności ani czasu zjeść (zatem recenzowania kuchni podjąć się nie mogę), ale karta menu wygląda zachęcająco, a ceny z pewnością nie odstraszają (nawet Poznaniaka 🙂 ). Najważniejsze jest tu wino. Ono króluje i pokazuje prawdziwą wielkość tego miejsca! W Enotece znajdziecie ponad 180 etykiet od 40 wyselekcjonowanych, wysokiej klasy producentów europejskich. Wiele z tych win nagradzanych było  i w Polsce, i poza jej granicami. A jakby ktoś uznał, że to mało – kupicie je w cenach właściwie nie różniących się (a czasem nawet niższych) od oferty dystrybutorów zza naszej zachodniej granicy!

Cepparello 2004 – najlepsze wino czerwone GP Magazynu Wino 2008

W ofercie Enoteki odnajdziecie zatem butelki od nagrodzonych tytułami Człowieka Roku Magazynu Wino Josefa Umathum (w 2008 roku) czy Istvana Szepsy (w 2010 roku). Na półkach jest wspaniały supertoskan Isole e Olena Cepparello, którego 2004 rocznik został najlepszym czerwonym winem w Polsce w 2008. Ostatnio pięć gwiazdek Decantera (na 5 możliwych) otrzymało Le Salette Amarone della Valpolicella DOC Classico „La Marega” 2007 (139 PLN – cena rewelacyjna – porównanie tutaj). Silne akcenty znajdziemy także na najniższej półce, reprezentowanej chociażby przez Lis Maris od Di Lenardo (srebrny medal Grand Prix MW w kategorii win białych do 30 zł w 2009 roku, za rocznik 2008).

Podczas mojej pierwszej wizyty w Enotece, dzięki uprzejmości właściciela miałem okazję spróbować 4 win, które owego dnia podawane były na kieliszki. W zestawie tym znalazło się przede wszystkim wspaniałe Soave Classico 2010 od Suavia, którego zapach przypomniał mi nadbałtycką plażę w słoneczny letni dzień. Eleganckie, subtelne, lekko piaszczysto-słomkowe i mineralne aromaty, z delikatnym owocem w tle (brzoskwinia, zielone jabłko). 51,75PLN i wierzcie mi, że warto! Josef Umathum zaskoczył swoim GELBER & ROTER TRAMINEREM z 2010 – intensywne, szczere, ze sporą dozą cukru, dające wręcz wrażenie owocowej egzotyki w zapachu. W mroźnej pogodzie za oknem, aż miło poczuć taki aromat! W winnicy wino jest już całkowicie wyprzedane, a jego cena na Długiej w W-wie jest niemal identyczna jak w jej internetowym sklepie. Coś jeszcze potrzebne na zachętę?

Wina degustowane w Enotece

W czerwieni natomiast pojawiła się propozycja pozornie prostego i niezobowiązującego, acz naprawdę ciekawego i przyjemnego RAISINS GAULOIS 2010 od MARCEL LAPIERRE (40PLN bez 25 groszy). Tą krótką degustację zakończyła toskańska legenda Paolo De Marchi – ISOLE E OLENA ze swoim CHIANTI CLASSICO 2009 (76,50 PLN). Urokowi tej autorskiej butelki trudno się oprzeć.

Nieco ponad tydzień po wizycie w Enotece otworzyliśmy kilka butelek do degustacji, które otrzymałem od właściciela. Pojawiły się 2 białe etykiety i 2 czerwone, wszystkie w cenach do 40 PLN. Zatem dzisiaj udowadniamy, że dobra butelka wcale nie musi być droga, a winiarskich zakupów niskobudżetowych nie trzeba robić w markecie czy dyskoncie!

Zaczęliśmy wspomnianym wcześniej Lis Maris tyle, że z rocznika 2010 (33 PLN). Świeże i owocowe wino, ze sporą dozą słodyczy. W aromatach agrest, cytrusy, pędy porzeczki, banan i słodko-waniliowa nuta w tle (mimo braku beczki). Szczere wino na przyzwoitym poziomie, o którym nie będę pisał poematów, ale chętnie otworzę latem jako dodatek do niewyrafinowanej kolacji.

Później przyszedł czas na mojego osobistego faworyta – niemiecki, biodynamiczny 100 HÜGEL RIESLING 2010 od WITTMANNA. Ładna, słomkowa barwa, nieco ciemniejsza od poprzednika. Wyraźne i ciekawsze aromaty, już pierwszy nos intensywny, drugi nawet bardzo. Ta aromatyczna bomba miała swój wyraz także w ustach – niezła cielistość i świetna budowa (mocna, świeża kwasowość, goniona przez słodycz, alkohol praktycznie niewyczuwalny – lekko niezrównoważone, ale w stronę przyjemnej rześkości). Do kompletu doskonałe aromaty (od nafty, poprzez mokrą trawę, kwiat czarnego bzu i lipy, aż po owoce egzotyczne – ananas, papaja, marakuja). W tym winie można doszukać się wiele więcej, zatem polecam wyprawę do Enoteki, bo za niewygórowaną kwotą 39,75 PLN jest to zakup obowiązkowy!

Enotekowy zestaw degustacyjny do 40,00 PLN

Kolejnym winem było największe (pozytywne) zaskoczenie wieczoru – CINZIA 2009 od GIANCARLO TRAVAGLINI, czyli jedno z droższych win stołowych jakie spotkałem ostatnimi czasy (37,50 PLN). Ciemna barwa rubinu, gęste i długie łzy. Średniej intensywności nos (do średniej+ w drugim nosie), z wyraźnymi i bogatymi aromatami owocowymi, zwierzęcymi, spożywczymi i przemysłowymi. Wyraźne nuty waniliowe w ustach i nosie. W pakiecie jeszcze czereśnie, nowa skóra, trochę acetonu i fiołki. Niezłe ciało, mocna i idealnie zrównoważona budowa (pierwsze skrzypce grają kwas z garbnikiem, zaraz za nimi jest miło grzejący alkohol), pełna konsekwencja. W moich notatkach przy pozycji ogólne wrażenie znajduje się krótki, ale jakże treściwy zapis: NADPRZECIĘTNIE WYSOKIE! Powiem szczerze – to wino mnie zszokowało. Zupełnie nie tego spodziewałem się po etykiecie z napisem VINO DA TAVOLA. Cóż zatem powiedzieć – jeśli ktokolwiek myślał o zakupieniu V. Ripasso albo Barbaresco z Biedronki to zapomnijcie o tych podłych substytutach prawdziwych włoskich klasyków, dołóżcie 7,50zł i biegnijcie do Bombola po butelkę z etykietą CINZIA 2009.

Nie był to koniec naszego degustowania, ale jako ostatnią pozycję z oferty Enoteki tego wieczoru otworzyliśmy PUERTAS NOVAS 2008 od Bodegas Valpiculata z wspaniałego, hiszpańskiego regionu TORO (37,50 PLN). Gęste i długie łzy, piękna barwa ciemnej wiśni, wpadającej wręcz w czarne refleksy. Mocny nos, ciekawy – zaczynał się kwaszoną kapustą, później nutami drewna i acetonem. Szybko rozwinął się w aromaty dymne, owoc porzeczki, przyprawy, sporo ziół i lukrecji. Po raz kolejny bezbłędna budowa, z żywą kwasowością i mocną, trochę nieułożoną taniną (niektórym może wydać się nieco szorstkie). Alkohol miło grzeje goniąc pozostałe elementy budowy, a cukier pozostaje w tle. Dość ciężka i cielista butelka, sporo beczki, ale z kompleksowymi aromatami (nie stłumionymi dębem). Śmiało może jeszcze odpocząć w butelce (mimo niewygórowanej ceny). Kawałek dobrej roboty winiarskiej, w wydaniu, które każdemu powinno się spodobać. Bardzo pijalne (nawet odrobinę komercyjne) wino, ale w żadnym aspekcie nawet nie zbliża się do banalności (co jest niejako tendencją prostszych butelek hiszpańskich). Z czystym sumieniem – POLECAM!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Na mojej półce czeka jeszcze zakupiony PAGOS DEL MONCAYO GARNACHA-SYRAH 2010 (36,00 PLN), po którym sporo sobie obiecuję, a jak będzie z pewnością przeczytacie na blogu! Przywiozłem także (na zamówienie) OSOTI RIOJA CRIANZA 2006 (48,75 PLN) – prezent ku wielkiej radości obdarowanego.

Materiał o Enotece jest dla mnie jak wybawienie. Pisząc ten tekst, wszędzie wokół czytam narzekania blogerów na fatalną selekcję wśród ostatnich ofert dyskontowych. Cieszy zatem fakt, że nie trzeba grać w rosyjską ruletkę, testować możliwości przerobowych wątroby, czy narażać zmysłu powonienia i smaku na poważny szok, wywołany próbowaniem dyskontowej wtopy. Można za to kupić wino o kilka klas lepsze, a za niewiele większe pieniądze. Zadajmy sobie w tym miejscu proste pytanie – lepiej wydać 20-30 PLN na ściek z dyskontu, czy kupić butelkę sprawiającą mnóstwo radości wszystkim zmysłom za zaledwie kilka złotych więcej (a często w identycznych cenach). Biedrońskie no-name Barbaresco nie dorasta do pięt enotekowskiej CINZIA. I wcale nie chodzi o to, że stołowe wino przerosło sławną apelację. Po prostu etykietę trzeba umieć właściwie wybrać i w Enotece o tym wiedzą!

5 medali podczas Gali Grand Prix 2011 Magazynu Wino

Opisane wina degustowałem dzięki uprzejmości importera. W przyszłym tygodniu wybieram się natomiast na kolejne zakupy do Enoteki i jej wątek będziemy kontynuowali.

Reklamy

Kawałek Hiszpanii w centrum Poznania – PIKA PIKA BAR DE TAPAS Y VINO

Wracamy do nieco zapomnianego cyklu winiarni niezwykłych, tym razem jednak w zupełnie innej odsłonie – lokalnej, czego dotąd nie przerabialiśmy. We wtorek mieliśmy ogromną przyjemność gościć w nowym tapas barze w Poznaniu – PIKA PIKA. Miejsce niesamowite już od progu…

Skromny wystrój i intensywny kolor pomarańczy – to dwa elementy, które zdecydowanie rządzą pierwszym planem. Nie ma obrusów, bogatej zastawy, złoceń czy antyków. Jest prosto i przyjemnie – tak jak powinno być w tapas barze. 2 elementy wprost genialne – wielkie suszące się szynki w witrynie i wieszaki na kurtki umiejscowione pod ladą barową. W środku zaledwie kilka stolików oraz  sporo miejsc stojących – 2 jaskrawe wysokie beczki przy których można coś przekąsić i napić się wina oraz nawet słusznej wielkości bar jak na tak niewielki gabarytowo lokal. Jest nowocześnie, może nutkę za bardzo. Pewnie nie każdemu taka forma wnętrza odpowiada, ja jestem całkowicie za – tym bardziej, że w Poznaniu takich miejsc brakuje. Poza tym tworzy to wszystko dość autentyczną atmosferę – zwłaszcza w połączeniu z solidną wystawką zarówno pustych, jak i pełnych butelek po winie.

____________________________________________________________________________________________

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

zdjęcia pobrano ze strony Facebooka Pika Pika
 

____________________________________________________________________________________________

Najlepsza w PIKA PIKA jest jednak obsługa! Hiszpanie to raz. A dalej – dosiadanie się do stolika, luźna rozmowa z gośćmi i traktowanie każdego przybyłego jak przyjaciela sprawia, że tam aż chce się wejść i spędzić trochę czasu. Sami chyba jesteśmy tego najlepszym przykładem – miała być godzinka z szybką butelką i małym tapasem, a zostaliśmy prawie na 3h. Poczuliśmy się jak w Hiszpanii i czas nieco przestał mieć znaczenie 🙂

Przekąski są ekstra – zwłaszcza polecam mule, chorizo i zapiekane warzywa. Wszystko proste, ale smaczne, szybko i estetycznie podane i dobrze doprawione! Do kompletu butelka wina i jest się w niebie. Zestaw 6 tapas + vino de la semana to koszt 30PLN – zdecydowanie PIKA PIKA dba o to, aby nasze portfele nie zostały specjalnie nadszarpnięte wizytą. Trochę ma się jeszcze pozmieniać – zwłaszcza w temacie win, które zostaną lepiej wyeksponowane. Ale już teraz jest dobrze. Dla piwoszy i lubiących mocniejsze trunki też coś miłego się znajdzie. Nie zostaje mi zatem nic innego, jak zaprosić Was na Zamkową 5, a później podzielić się wrażeniami! SALUD!