Archiwa kategorii: NIE TYLKO WINO

Francja-elegancja w Enotece.

ŁOSOŚ Z GRILLA Z SOSEM ZE ŚWIEŻYCH POMIDORÓW, RODZYNEK I KAPARÓW. Tak zaczęła się moja kulinarna przygoda z Enoteką i wyboru nie żałuję. Powiem więcej – jestem bardzo zadowolony. Porcja słusznych rozmiarów, podana bardzo estetycznie i szybko wychodząca z kuchni. Mięso łososia idealnie kruche. Sos wyrazisty aromatyczny, ale bez przesadnej ilości przypraw. Reszta zebranych również kuchnię Enoteki pochwaliła. Jedzenie naprawdę warto przetestować na własnym podniebieniu, tym bardziej, że cenowo wypada bardzo korzystnie. Wino do posiłku również:

________________________________________________________

PIERRE-MARIE CHERMETTE BEAUJOLAIS CUVEE TRADITIONELLE 2010
Owocowe, aromatyczne, urzekająco szczere. Nie sili się na żaden rodzaj sztucznej wielkości, ale hojnie obdarza czarem wiśni, poziomek i truskawek oraz tradycyjnej gumy balonowej o lekkim zapachu bananowym. Wyraźna kwasowość, nieco słodyczy, wycofany alkohol, leciutki garbnik gdzieś kołatał daleko w tle. Wszystko pięknie zgrane, świeże, eleganckie, w ustach z lekkim dodatkiem przypraw. Szybko znikało z kieliszków, powodując uśmiech na twarzy. Z moim daniem na talerzu skomponowane idealnie. Urocze wino. Na wynos 47,25 – ja po nie jeszcze wrócę!

_________________________________________________________

Próbowałem ostatnio dwóch innych francuzów z oferty Enoteki i trzeba przyznać, że trzymają poziom.

_________________________________________________________

DOMAINE LA CASENOVE LA COLOMINA 2006
Kupaż ręcznie zbieranych 50% carignan, 40% grenache, 10% mourvedre, który 3 lata dojrzewa w tankach, nie zaznając beczki. Wino uwydatnia bardzo przyjemne aromaty – wiśnia z czereśnią, jeżyny, trochę dymu i soli, w długim posmaku kawa i skały. Dobra struktura ze świeżą kwasowością (lekko dominującą, więc łatwo komponować z jedzeniem), wyraźnym (ale ułożonym) garbnikiem, a wszystko podpiera wyważony alkohol. Pić i cieszyć się tym winem! Za 38,25 PLN to zakup obowiązkowy.

________________________________________________________

DOMAINE OLLIER TAILLEFER FAUGERES LES COLLINES 2009
Mała, rodzinna winnica z południa Francji, która produkuje zaledwie 1100hl wina rocznie, potrafi zauroczyć niejednego pijacza szczerością i lekkością swoich butelek. 30 hektarów Ollier-Taillefer jest prowadzonych przez piąte pokolenie rdzennych winiarzy.
W butelce LES COLLINES ROUGE, znajdziecie kupaż carignan, grenache, syrah. Ujmujące są zwłaszcza aromaty – nieprzesadzone, nawet lekko wycofane nuty owoców i warzyw, z bardzo delikatnym dodatkiem czegoś wędzonego/solonego. W budowie rządzi świeża kwasowość, uzupełniona miękkim, dość delikatnym garbnikiem. Wszystko razem daje sporo przyjemności. 41,25 PLN

________________________________________________________

Enoteka jest godna polecenia! I tyle. A jeśli chcecie poczytać o tym niezwykłym miejscu więcej zajrzyjcie do wcześniejszego postu.

Jedliśmy i bożole piliśmy na koszt własny.
Pozostałe 2 wina otrzymałem od importera.

Reklamy

El sabor de España – LA RAMBLA

Ostatnim razem w La Rambli byliśmy bardzo dawno temu. Niestety, to miejsce często uciekało z naszych gastronomicznych przechadzek po poznańskim rynku i jego okolicach. A szkoda, bo jest warte regularnych odwiedzin! Na Wodną udało się jednak zawitać po kontrowersyjnym pobycie w Cafe Museum, o którym jeszcze będzie na blogu. Jednak dziś przedstawiam Wam ideał prostej restauracji z pasją, gdzie wino od zawsze gra pierwsze skrzypce! A to wszystko w Poznaniu – niczym perełka rodzimej sceny gastronomicznej.

Każdy z Was ma z pewnością taką knajpę, w której czuje się jak w domu i zapomina o całym świecie pozostawionym za progiem. Ja znalazłem kilka takich miejsc, a myślę że La Rambla dołączy do tego grona. W Poznaniu jest to jeszcze Piece of Cake i Cacao Republika, a wśród aspirantów nowa Weranda w Browarze, w Warszawie – Enoteka Polska. Trochę klasycznego drewna w połączeniu z nowoczesnością w środku, dobre jedzenie, kawa, wino. Niezwykli ludzie, pozytywna atmosfera, która przenika człowieka na wskroś. Wówczas czuję się jak u siebie. W La Rambli, bo o niej mamy mówić, panuje to nieprzyzwoicie cudowne poczucie lekkości bytu. Jest mnóstwo śmiechu, luzu i profesjonalizmu zarazem. Nie ma wpadek przy doborze czy serwisie wina. Jedzenie – choć proste – zawsze pyszne. To ten lokal kilka lat temu nauczył mnie jak jeść i przyrządzać krewetki – ba sprawił, że wręcz pokochałem ich smak. To tutaj spróbowałem pierwszego albariño, tak wspaniałego, że druga butelka już dość mocno zaszumiała nam w głowach. Wreszcie tu pierwszy raz starłem się z jamón serrano. A później niechcący przechadzałem się zawsze drugą stroną rynku, niby tak bliską, a odgrodzoną całą przepaścią knajp, barów, restauracji – zapraszających w swoje progi tak skutecznie, że aż do poprzedniego weekendu nie było mnie w La Rambli.

Dziś odwdzięczam się za te cudowne doznania z hiszpańską kuchnią i winem. Tym bardziej, że butelka spróbowana podczas ostatniej wizyty w La Rambli wprowadziła nas na wyżyny winiarskich rozkoszy. Onix Classico (Priorat za 45PLN!) jeszcze trafi na bloga, bo jego aksamitna struktura, boska owocowość i wyrazistość charakteru zasługują na kilka słów uznania. Natomiast czego poza świetnym winem możecie się spodziewać na miejscu – genialnej zupy andaluzyjskiej, świetnie przyrządzonych krewetek, prostych (ale zawsze świeżych) tapasów, doskonałych serów i wędlin. Zajrzyjcie tam przy najbliższej okazji – nie będziecie żałować.

Jeśli natomiast nie macie czasu/ochoty/zamiaru przesiadywania w knajpie, zawsze możecie skorzystać ze sklepu i zabrać jakąś fantastyczną, hiszpańską  butelkę do domu. Po części import własny, ceny bardzo uczciwe – tego miejsca nie można nie polecać!

Zdjęcia zostały pobrane z profilu FB La Rambli

Nie samym winem żyje człowiek #1

Niech ten post będzie rodzajem przerywnika, sposobem na chwilowe oderwanie się,  wyłącznie od codziennego degustowania i oceniania wina. Niech stanie się także fundamentem nowego cyklu, w ramach którego padnie słów kilka o innych trunkach oraz o ciekawych miejscach, restauracjach, kawiarniach, które sprawdziłem na własnej skórze i chcę Wam polecić lub zupełnie je odradzić!

Zaczniemy od tematu dla mnie trudnego i obcego. Powiem więcej – napiszę coś o trunku, za którym nawet nie przepadam! A rzecz będzie o PIWIE!

Smaku jasnego pełnego w ustach znieść nie potrafię (w większości przypadków). Piwa ciemno palone też rzadko do mnie przemawiają. Smakowe przypominają oranżadę, więc po co w ogóle to pić! Jedynie pszeniczne butelki potrafią się wybronić na moim podniebieniu.

A jednak! Podczas ostatniego spotkania Klubu Sommeliera, nasza koleżanka Jola przygotowała małą degustację piw z mniej komercyjnych browarów naszego kraju i kila okazało się fascynujących. Nie będę opisywał wszystkich, bo w tym światku czuję się jak zbłąkany we mgle turysta na szczytach Orlej Perci. Zatem opowiem Wam tylko o tym, co mi przypadło do gustu. Z pewnością butelki te zasmakują osobom równie ignoranckim wobec świata piw jak ja 🙂

CORNELIUS GREJPFRUTOWY
Piwo jak marzenie, dla każdego kto za tym trunkiem nie przepada. Ledwie odrobina goryczy, równoważona przez wyraźną kwasowość i piękną, słodką owocowość pochodzącą z dodatku naturalnych soków. Ledwie 3% alkoholu. Doskonale się pije, sprawia mnóstwo przyjemności i chce się do niego wracać! Bazą jest pszeniczne, więc dla mnie ideał.

FORTUNA WIŚNIOWA
Kolejny przykład niepiwnego piwa! Mocniejsze, bo 5% i tutaj już nieco czuć alkohol. Do kompletu smak soku wiśniowego z dodatkiem lekko piwnych niuansów. Generalnie etykieta dla tych, którzy w szukają trunku możliwie najmniej piwnego. Jest to jedna z ciekawszych butelek smakowych na polskim rynku.

CORNELIUS PSZENICZNE
Dla mnie klasyka gatunku – wychowałem się na pszenicznym z Brovarii (może nic wielkiego, ale zawsze piwo lane prosto z kadzi to ciekawe przeżycie. Tym bardziej gdy cała instalacja znajduje się wewnątrz browaru, będącego jednocześnie restauracją i najlepszym barem w mieście). Ta pszenica jest delikatna, z typowym aromatem dojrzałych bananów, cytrusów i moreli w tle. Jest orzeźwiające, pije się lekko i przyjemnie.

MIŁOSŁAW PSZENICZNE
Ciemne piwo pszeniczne! A browar Fortuna jest jedynym w Polsce, który samodzielnie praży ciemny słód. Piwo zatem wyjątkowe, nie tylko historią, ale też smakiem. Głębokie, karmelowo-słodkawe, ale i z wyraźną goryczą. Co najmniej ciekawe i warte spróbowania.

CORNELIUS PORTER
Bardzo mroczny trunek – ciemny w barwie, nadzwyczaj mocny (8,1%), bardzo intensywny o aromatach czekolady i wyraźnej goryczy. Nie jest to rzecz, za którą przepadam, ale jego wygląd w szklance był urzekający. Do gorzkiego deseru pasowałby idealnie!

Starczy Moi Drodzy! Wrócimy niebawem do wina, ale w ramach wytchnienia ten mały, piwny temat wart był kilu słów. Przyjemnie jest poznać coś nowego, zanurzyć w świat nieznany, a ciekawy i pełen niespodzianek. Cóż – marzy mi się w odległej przyszłości pewien egzamin, nadzwyczaj trudny i niemal nieosiągalny, który i piw znajomości wymaga. Zatem dobry był to zaczątek – mam nadzieję, że zarówno dla mnie, jak i dla Was!