Archiwa kategorii: OFF TOPIC

BLOG ROKU 2014!

W pełni oficjalnie mogę się pochwalić zaszczytem przyznania mi tytułu „Blog Roku 2014” przez magazyn Czas Wina! Serdecznie dziękuję pomysłodawcom konkursu oraz jury za tak wysokie wyróżnienie. Niezwykle cieszy mnie fakt, że całoroczna praca została tak wysoko oceniona! Wiem, że piszę obecnie zdecydowanie mniej, tym bardziej jestem dumny, że meritum staje się coraz lepsze.

DSC_0986

Najserdeczniej dziękuję jednak Wam wszystkim – Czytelnikom. Im częściej tu zaglądacie, tym więcej mam powodów aby pisać i robić to coraz lepiej. Mam nadzieję, że artykułów wartych uwagi będzie stale przybywać – kolejne materiały jeszcze w tym tygodniu!

Plan jest prosty – rozwijam dalej Projekt Riesling, walcząc o rozpoznawalność szczepu, regionów i najlepszych producentów. Przy okazji wspieram i recenzuję wszelkie inicjatywy prawdziwie rozwijające wzrost winiarskiej świadomości. Oby było ich jak najwięcej!

DSC_0253

P.S. Katar i temperatura już minęły. Dzisiaj wypiję Wasze zdrowie oraz Szanownego Jury konkursu na Blog Roku 2014.

P.P.S. Strasznie żałuję, że z powodu choroby nie mogłem zawitać do Krakowa i osobiście uczestniczyć w finałowym rozstrzygnięciu

P.P.P.S. Serdecznie gratuluję drugiemu zwycięzcy – Irkowi Wisowi!

Reklamy

(NIE)Wiedza WINA

Im dalej sięgasz tym mniej wiesz. Początek roku stawia mocne wyzwania, które uniemożliwiają mi regularne pisanie, ale czasem – jak dziś – pojawi się tu coś nowego. Uczę się. Pilnie. I mam wrażenie, że wiem coraz mniej, choć w głowie niby jest więcej. Buduję też coś bardziej rzeczywistego i namacalnego niż słowa, ale o tym wkrótce. Czytaj dalej (NIE)Wiedza WINA

Le Beaujolais Nouveau est arrivé!

Dobre Beaujolais – brzmi jak oksymoron? Niestety dla większości zapewne tak. I nie ma co ukrywać, że region jest na wydawałoby się absolutnie przegranej pozycji. Północna część Burgundii, pracująca ze szlachetniejszym pinot noirem jest zdecydowanie wyżej ceniona pod każdym względem. Czytaj dalej Le Beaujolais Nouveau est arrivé!

DZIĘKUJĘ.

Po wszystkich przygodach ostatnich dni chciałbym złożyć pewne szczególne podziękowanie. I kieruję je bardzo konkretnie.

Sławomir Chrzczonowicz. Sam fakt, że czyta jest dla mnie wielkim wyróżnieniem. Sławku! Dziś dziękuję zwłaszcza za to, że poprawiasz moje błędy. Komentujesz, dodajesz, uzupełniasz. Czasem też ganisz. Ale w sposób, który nie jest prześmiewczy, ale pouczający. Sprawiasz, że zapewne nie tylko ja chcę dowiedzieć się więcej.

I przyznam się szczerze – pisząc myślę o tym, byś nie musiał poprawiać żadnej mojej głupoty. To wielka motywacja.

Dziękuję. Będę starał się bardziej. Czytaj i poprawiaj. Proszę.

SUPLEMENT DO POLECEŃ

Wobec różnorakich dyskusji, sądów i pretensji, które krążą ostatnio w braci blogerskiej, oświadczam w pełni świadom wypowiadanych przeze mnie słów:

www.przerwanareklame.pl
http://www.przerwanareklame.pl

POLECENIA DELIWINA, MINE WINE i VINOLI, KTÓRE OSTATNIO POJAWIŁY SIĘ NA MOIM BLOGU NIE SĄ PŁATNYMI REKLAMAMI. TYCH DWÓCH IMPORTERÓW UZNAJĘ ZA NAJSOLIDNIEJ WYKONUJĄCYCH SWOJĄ ROBOTĘ W POZNANIU (jedni w tematyce Francji – choć mają w ofercie również inne kraje, drudzy Hiszpanii, trzeci szeroko – ale z uczciwą marżą i dobrą jakościowo selekcją), dlatego postanowiłem ich polecać w BARDZIEJ WIDOCZNY SPOSÓB każdemu czytelnikowi mojego bloga.

Jednocześnie oświadczam, że większość opisywanych win z ich portfolio próbuję na publicznych degustacjach (w przypadku Vinoli) lub otrzymuję do degustacji (w przypadku Deliwina, gdzie jednocześnie aktualizuję wpisy na stronie importera).

Za wspomniane działania nie otrzymuję pieniężnego wynagrodzenia.

Pozdrawiam,
Kuba

ROK 2013

Śnieg znów za oknem, wróciła zima. Jest styczeń, nadal początek roku, nadal właściwy czas na pewne podsumowania. O najważniejszych dla mnie wydarzeniach i butelkach otwartych w przeciągu ostatniego roku pisałem już na Winicjatywie. No i ponownie muszę podkreślić, że zaproszenie do współpracy od zacnie panującego naczelnego Bońkowskiego, jest dla mnie najistotniejszym winiarskim elementem 2012 roku.

Ale było też kilka innych historii. Z niemałym trudem i na wszelkie możliwe sposoby starałem się mobilizować poznańskich amatorów wina. Zresztą niemała w tym pojawiła się pomoc przyjaciół (nie tylko tych od kieliszka 🙂 ). Działań podjęliśmy mnóstwo – degustacje, festiwale, spotkania, szkolenia, imprezy. Winni Poznania jako pierwsi w historii miasta zorganizowali akcję typu „przynieś swoją butelkę” otwartą dla wszystkich chętnych. Te spotkania już niedługo wracają – w nowym roku, nowym obliczu i na nowo rozpędzone. Równie dużo działo się wokół MineWine, Vinoli (i Pika Pika), Encantado – uczestniczyłem w gronie znajomych w licznych akcjach, które miały przybliżyć wino Poznaniakom. Zazwyczaj bardzo udanych i to szczególnie cieszy!

wine-discount_2374360b
Poszukiwania marketowe nie są łatwe
http://i.telegraph.co.uk/multimedia/archive/02374/wine-discount_2374360b.jpg

Momentami nastawały cięższe czasy – to wówczas błąkałem się pośród marketowych regałów, a później majaczyłem nad kieliszkami tańszych i droższych win. Lidl szczególnie rozpieszczał bloggerów, regularnie przysyłając najróżniejsze próbki. Umocnił chyba wszystkich w jednym przekonaniu – powinien poświęcić się trunkom codziennym, zamiast prezentować w katalogach „wielkie wina w niskich cenach”. Głośna kampania promocyjna z udziałem Pascala i Okrasy oraz drewniane skrzynki w placówkach nie wystarczyły, żeby z dyskontu zrobić sklep specjalistyczny! Zwłaszcza gdy dyskont ukazuje swój instynkt samodestrukcyjny, podejmując próbę oczarowania przeciętnego polskiego podniebienia  winami francuskimi, prezentując w przewadze butelki z Bordeaux. Misja samobójcza podobno zakończyła się powodzeniem, kamikadze przeżyli i ogłosili wielki sukces. Ile w tym prawdy, a ile zagrywki PR-owskiej tego nie wiem. I choć soczyste, owocowe Cotes du Rhone Village 2011 oraz Cotes du Rhone Fruite 2011 to odkrycia tego roku w cenie poniżej 20pln, to już Alzacja wypadła poniżej przeciętnej, nikogo nie przekonały też droższe bordówki. Solidnie prezentowało się jeszcze Chateau Millet Graves 2008, ale równie dobre wina w podobnych cenach można znaleźć niemal w każdym sklepie specjalistycznym, więc nie jest to wielka okazja.

Do degustacji organizowanych przez Biedronkę, a prowadzonych przez TKM zdążyliśmy już przywyknąć. Do kanonu lektur obowiązkowych przeszły także opisy Tomasza Prange-Barczyńskiego, wspaniale omijające mówienie wprost o degustowanym winie, a opiewające historię i prestiż apelacji. I naprawdę fajnie się to czyta! Jakby komuś było mało – do boju rusza także Żabka, która twierdzi, że cabernet sauvignon pochodzi ze starożytnego Rzymu! Bycie importerem i organizowanie degustacji stało się trendy. Prokop dla lansu, Andrzej Strzelczyk dla wiedzy. Tylko co z tego, skoro degustacja odbywa się w dniu polskiej odsłony Vinitaly. Ktoś w poznańskiej agencji PR zgubił kalendarz, a może chciał kilkoma butelkami przyćmić całą plejadę włoskich gwiazd. No cóż Żabko – kumkaj jak tylko masz ochotę, a Brunello za siedem dych z każdym dniem niszczeje na Twojej półce. Bo i dla kogo to wino? Człowiek ze mnie małej wiary – wątpię, więc jestem. Ale nie przyjdzie po nie krawężnikowy oblatywacz jaboli zza bramy obok czy studenciak z sąsiedniej klatki, któremu zabrakło browara. Kowalska przyodziana w domowe kapcie, biegnąca po mąkę i cukier, których zapomniała wrzucić do koszyka w hipermarkecie, może i sięgnie po chianti (zachęci ją cena – 19,99 pln), ale szatonefy i toskany wyższej klasy zestarzeją się na półkach w niemiłosiernym odrzuceniu. A może się mylę narodzie?

Sam sprzedałem się nieco, pisząc dla Tesco o francuskich winach i temat whisky podejmując niełatwy. To jednak sieć z ogromnym potencjałem, co pokazuje na wyspach bez chwili wytchnienia. Jeden z najlepszych importerów, w pełni profesjonalny, z kompetentną obsługą stoisk alkoholowych. Polskim marketom daleko do oryginału. Poza niezmiernie skróconą ofertą pod własnym brandem, placówki wciąż wyglądają jak miejsce zrzutu win, których nie udało się sprzedać innym kanałem. Z Auchan do pary – „młode, świeże wino białe, delikatne, o owocowym charakterze”, rocznik prawie bieżący, 2002 [sic!]!!! Taki chłam wciskają Ci, którzy możliwości mają największe. Obudźcie się w końcu markety, bo za rok nie będziecie liczyć się w winiarskim torcie wcale! Młode wilki Wam potrzebne, a nie starzy kupcy frajerzy, którzy od znajomych w łapę dostają i wpychają kolejne gówno na półki. Vin de merde – oto marketowa maksyma tego kraju.

33v062072

Są wreszcie delikatesy i tu sytuacja ma się nieco lepiej. Choć Bomi zbankrutowało, ostał nam się Piotr i Paweł do spółki z Almą i kilka mniejszych rywali. Pierwszy uchodzi w tłumie, choć wiele mógłby na półkach poprawić. Rozszerzając własny import, niejednego zapewne by zaskoczył. Drugi – bywa okazyjny i ciekawy, ale i potrafi przesadzić. Zwłaszcza politykę cenową Almy trudno zrozumieć, gdzie pewne indeksy wydają się aż nazbyt tanie, a inne są kilkadziesiąt procent droższe niż u konkurencji. Cóż – może nam to kiedyś wyjaśni Kraków, ale właśnie przez ten element brak mi zaufania do wielkich apelacji z sieciowej selekcji (a takowych jest niemało). Chociaż brawa za powrót Cupano. Choć ceny są dla mnie nieosiągalne, to wino wielkie i prestiż półki buduje – zaprawdę zacnie.

Cóż nam zostaje? Pogodzić się z małymi sklepami. Przeprosić za marketowe pisanie, wychwalanie i wytykanie. Market nie zastąpi solidnie przeprowadzonej selekcji małego sklepu, pełnego pasjonatów. Przy czym zapewne zauważyliście, że coraz więcej pojawia się butelek codziennych, poniżej magicznej bariery kwotowej – 30pln. Oby tak dalej! I tutaj możecie mieć pewność, że są to wina lepszej klasy, a powód jest banalnie wręcz prosty. Nikt nie sili się na Barolo czy Chablis za trzy dyszki. Pojawi się natomiast uczciwa Kastylia, radośnie soczyste południe Francji. Jest też Chile w dobrych cenach, może nieco droższe, ale za to cudownie pijalne Niemcy od małych producentów (podstawy i tak nie przekroczą 40pln).

Nie wiem jak Wy, ale ja mam dosyć morza winiarskiego ścieku. Bulk wine, vin de merde i produkcji z odpadów (tak właśnie dyskonty potrafią kontraktować naprawdę dobrych producentów – nakłaniając ich do przerobienia winogron, które odpadły przy selekcji nawet najbardziej podstawowych etykiet! Pod marką firmy córki warto podpisać butelkę w ilości kilkuset tysięcy,  która zapewni spokojne przezimowanie z wysoce dodatnią sumą na koncie). Zatem rok 2013 ogłaszam ROKIEM PROFESJONALNYCH SKLEPÓW WINIARSKICH. Kochani, okres to będzie niełatwy – dla nich zwłaszcza. Kryzys daje się we znaki i kilku ciekawym miejscom może zagrozić zniknięcie z mapy Waszych zakupowych szlaków. Wpadajcie do nich częściej, w razie potrzeby pytajcie o tańszą ofertę. Każdy z chęcią ją sprowadzi, jeśli zajdzie taka potrzeba, pod warunkiem, że zaczniecie się pojawiać w jego sklepie regularniej. Nie dajmy się zwariować – dyskont czy market zawsze będzie w pierwszej kolejności dbał o cenę. A te maluchy po sąsiedzku, Ci winiarscy wariaci zawsze mają jakość na pierwszym planie. Zestawione z nią ceny też są uczciwsze!

wineshophomepage0011
pobrane z http://wineshopminnetonka.com/

P.S.
Nie mogę tutaj wymienić konkretnych nazw sklepów, importerów czy etykiet (ze względu na możliwe konsekwencje prawne), ale kilka faktów podpierających tezy zawarte w artykule:

  • Narzuty na wino w marketach i dyskontach nierzadko przekraczają 100% ceny zakupu (dot. zwłaszcza butelek samodzielnie importowanych).
  • Własny import sieci handlowych jest wysoko marżowany, ze względu na lepsze ceny zakupu (korzyści skali, wynikające z szerokiej dystrybucji). Rzadko zatem są to oferty wyjątkowo korzystne, a relacja ceny do jakości może wypadać gorzej niż w małych sklepach importerskich.
  • Produkty dostępne w super- i hipermarketach nierzadko muszą zarobić na trzech i więcej pośredników (np. bulk wine skupowany od dystrybutora, a nie producenta w Australii, sprowadzany jest w kadzi do UK lub Niemiec, rozlewany na miejscu przez importera, później kontraktowany przez polską firmę, a dopiero od niej kupowany przez sieć handlową. Cena rośnie z każdą transakcją kupna i sprzedaży).
  • Kolesiostwo w doborze oferty przez kupców w sieciach handlowych to norma. Łapówkarstwo tym bardziej. Spróbujcie wstawić na półki nawet najlepszej klasy produkt, w świetnej cenie, nie mając układów 🙂 Co gorsza, wszelkie zmiany odbywają się najczęściej w tej samej grupie osób, a rotacja dotyczy ich wymiany pomiędzy różnymi firmami. Wielu kupców oraz osób decyzyjnych w samych placówkach nie ma bladego pojęcia o winie. Ambitnej młodzieży nie dopuszcza się do głosu, żeby nie zepsuć lukratywnego układu.
  • Celem dużych importerów (a w większości tacy współpracują z sieciami) nie jest krzewienie kultury wina, tylko zysk liczony w kolejnych zerach na koncie (spójrzcie na przykład CW wraz z wydarzeniami ostatnich dni).
  • Oferta sieci i dużych importerów ma być budowana w oparciu o renomowane nazwy (najczęściej wypromowane marketingowo, a nie poprzez jakość – są rozpoznawalne dzięki reklamom). Wystarczy spojrzeć na roszady i wzajemne podkupywanie producentów przez największych graczy naszego kraju.
  • Jeśli chcecie przekonać się o większej uczciwości małych importerów – wystarczy, ze spojrzycie w cenniki hurtowe (niemal zawsze wygrywają z kolosami na glinianych nogach. Oby Ci zdziercy bankrutowali równie szybko jak LPDV).

P.P.S. Kto pierwszy podniesie rękawicę? 🙂