Archiwa kategorii: relacje

Prawdziwy smak Riojy – w VINOLI

Są różni sprzedawcy, sklepiki i butiki, stoiska w marketach, wielcy dystrybutorzy i mali importerzy z unikatowymi butelkami. Wino można sprzedawać na przeróżne sposoby. Jednak zaledwie kilka jest miejsc w naszym pięknym mieście (Poznaniu), które w sposób szczególny, prawdziwy i szczery szerzą kulturę dionizyjskiego trunku. Jednym z nich jest wielokrotnie przeze mnie już wspominana Viñola, wspaniale umiejscowiona w poznańskim Spocie – w dodatku niecałe 10 minut spacerem od naszego mieszkania. Prędzej czy później musieliśmy stać się klientami sklepu i wiernymi uczestnikami degustacji i spotkań winiarskich!

Zaczynając pracę nad tekstem, który właśnie czytacie, ledwo wróciliśmy z kolejnej, wspaniałej jak zawsze degustacji, połączonej z prezentacją butelek z Bodegas Ramirez de la Piscina, prosto z hiszpańskiej Riojy! A wszystko prowadziła właścicielka winnicy Pilar Ramirez, przy wsparciu głównodowodzącego Viñoli Inigo Cordon Moreno  – iście iberyjska drużyna winiarska! Zresztą osoba właściciela (podobnie jak w przypadku Mielżyńskiego) w dużym stopniu decyduje o wyjątkowości tego miejsca. Nikt z taką naturalnością i łatwością nie przekona mnie do iberyjskich win jak Hiszpan rodem z Nawarry! Ale o tym też już kiedyś było. Przejdźmy zatem do samego spotkania.

Co lubię i cenię w Spocie, to niezwykła przestrzeń. Tak się też złożyło, że tym razem do dyspozycji prowadzących oddano inną niż zazwyczaj salę. Było ciaśniej, kameralniej i powiedziałbym bardziej po hiszpańsku, w klimacie prawdziwego tapas baru! Jak na spotkanie tego typu przystało rozpoczęliśmy od aperitifu – białego viura z 2010 rocznika, Ramirez de la Piscina Blanco. Wino świeże, owocowe, o solidnej kwasowości, orzeźwiające i przyjemne. Łatwe w piciu, proste, codzienne wino. Dobrze zrównoważone, o średniej budowie, konsekwentne, z dominacją aromatów zielonych owoców i przyjemnym, kwaskowym finiszem. Przyzwoita butelka w rozsądnej cenie 29 PLN. Z pewnością warto – zwłaszcza w ciepłe dni.

Tak przy okazji owej butelki okazało się, że w całej apelacji DOC Rioja dopuszczone do produkcji białe szczepy to tylko viura, malvasia i garnacha blanco. Taki szczegół, ale być może przyda się przy rozwiązywaniu krzyżówek czy innych takich. 🙂 W każdym razie miło, że chardonnay z sauvignon blanc nie dominują całkowicie niczym w reszcie świata. Zatem Hiszpanie opierają się w produkcji białych win z północy na dwóch lubianych niezmiernie pod moim dachem szczepach – viura i albariño. I tego faktu się trzymajmy.

Wróćmy jednak do degustacji – przyszedł zatem czas na przedstawienie Pilar i winnicy. Rodzinna firma, produkująca około 500 tys. butelek rocznie, wykorzystująca nowoczesną technologię, która wyłącznie wspiera tradycyjne metody winifikacji. I już wiedzieliśmy, że będzie pięknie. W pakiecie maceracja węglowa dla niektórych butelek i dalej opcje są dwie – albo brak, albo bardzo niewielki poziom siarkowania win. Winiarnia położona jakąś godzinę drogi od Bilbao, w przepięknej okolicy, poprzecinanej wzniesieniami. Klimat iście toskański, wino świetne i ludzie przesympatyczni. Aż miałoby się ochotę przeprowadzić i samodzielnie ów boski trunek produkować. Może kiedyś… Może wygram te 50 milionów w totka. 🙂

Marzenia odłóżmy chwilowo na bok i powiedzmy kilka słów o kolejnej degustowanej butelce. Ramirez de la Piscina Tinto Cosecha 2010. Chciałoby się rzec czerwony odpowiednik poprzedniego egzemplarza. Lekkie, przyjemne, żywe wino o bardzo głębokiej jak na tak młody trunek barwie, z wyraźnymi fioletowymi refleksami. Owocowe, z nutami truskawek i świeżo zerwanej poziomki, ale i zapachami marmoladowymi. Bardzo, bardzo rześkie, z lekko wyczuwalną, acz szorstką i nieułożoną jeszcze taniną. Idealne na gorące dni, bo śmiało można je podać w 15oC. Dobre jako codzienne wino.

Następnie pojawiła się jedna z najciekawszych butelek wieczoru (przynajmniej moim zdaniem). Ramirez de la Piscina Crianza 2006. Wino dojrzewające 16 miesięcy w dębowych beczkach, długo leżakowane w butelce, w dodatku z doskonałego dla regionu 2006 rocznika. Intensywnie aromatyczne już w pierwszym nosie, później jeszcze silniej i z niezwykłym rozwojem. Wiśnia, porzeczka, śliwka na początek – bardzo dojrzałe, nawet lekko konfiturowe. Dalej lekkie nuty skórzane, coś jak pasek od męskiego zegarka w gorący dzień, z czasem przechodzi w zapachy leśnego poszycia. W ustach równie bogato, wino jest pełne i mięsiste, ze zrównoważoną strukturą i ładnym garbnikowym kopem! Kończy przyjemnie, dość owocowo, z posmakiem kawy. Męskie – chociaż mojej lepszej połowie też smakowało:) Finalnie butelka poszła z nami do domu i niech to będzie najlepsza rekomendacja! 39 PLN – naprawdę świetna cena.

Z czasem robiło się coraz ambitniej, ciekawiej i bardziej beczkowo, czyli prawdziwie po hiszpańsku. Zatem reserva 2005. Rocznik równie wyśmienity jak poprzedni, wino za to dłużej dojrzewające i nieco bardziej złożone. W aromatach bardzo dojrzała wiśnia i borówka. Dużo drzewnych nut, cedru, popiołu i świeżo przygaszonego ogniska. Dym ze słodkiego cygara. Wyraziste, ale ładnie wygładzone, okrągłe taniny. Pełno w tym winie jest wszystkiego, a doznania niezwykle przyjemne. Kończy pikantnie, całą gamą pieprzu i bardzo dłuuuuuugo. Zdecydowanie jestem na tak. Świetnej jakości wino, dość uniwersalne, ale charakterystyczne. Wolimy jednak intensywniejszy garbnik, to też na domowej półce stoi crianza.

Przyszedł w końcu czas na rewelację wieczoru – Ramirez de la Piscina Gran Reserva Santa Maria 2001. Rocznik wybitny w historii Riojy. A wino? Powiem tak – forma degustacji nie pozwoliła mi skupić się nad nim, zastanowić w pełni co i jak, ani też nie było możliwości aby dać mu niezbędny dla pełnego rozwoju czas. Co wiem na pewno – jest to butelka na ważną kolację jako jedna z opcji lub w innej formie – na ganek, w domku na wsi, na długie, ciepłe popołudnie, pozwalające całkowicie oderwać się od rzeczywistości. To magiczny, tzw. trunek medytacyjny. Niesamowicie głęboki kolor purpury, z delikatnie ceglanym rantem. Subtelne i eleganckie, zmiękczone i wygładzone długim leżakowaniem. Aromaty potrzebują czasu, aby się otworzyć. Dużo czerwonych i ciemnych owoców – niezwykle dużo jak na tak stare wino. Jest wanilia, jest aceton, jest przejrzała, prawie zgniła truskawka, jest końskie siodło, jest zapach lasu po deszczu, są przyprawy, dym, woda cedrowa, cynamon. Zresztą – najlepiej otworzyć butelkę, zostawić na godzinkę w dekanterze, a potem samemu sprawdzić, co tam jeszcze można znaleźć. I życzę wszystkim, byśmy takie wina mogli pić codziennie!

Całe wydarzenie uzupełnił drobny poczęstunek z typowo regionalnymi produktami. Sery, chorizo, oliwki i oliwa. W końcu wino jest doskonałym towarzyszem jedzenia i tegoż połączenia należy się trzymać.

Po raz kolejny Viñola pokazała klasę. Co nadzwyczaj lubię w ich degustacjach to niezobowiązująca aura prezentacji. Tam można prawdziwie poczuć, że wino jest dla każdego, że butelki są różne – i odświętne, i codzienne, a co najważniejsze – iż nie należy się bać degustowania nawet tych najlepszych w lekkiej, ludzkiej, normalnej formie. Dzięki temu odchodzi w zapomnienie sztucznie nadąsana atmosfera epatowania jakimś chorym ceremoniałem, który jeszcze niedawno stanowił obowiązek w winiarskim światku naszego kraju. Im więcej będzie wydarzeń i ludzi tak prezentujących swoje wina, tym szybciej będziemy mogli w pełni cieszyć się każda butelką.

P.S. Wszystkie wina czerwone powstały rzecz jasna z tempranillo:) a jakżeby inaczej!

P.P.S. Winnica używa tylko własnych winogron

P.P.P.S. Dla zainteresowanych mały grafik najlepszych roczników hiszpańskich – z ulotki Bodegas Ramirez de la Piscina

Reklama

Cava – bąbelkowa degustacja w Viñoli!

Tuż po kolejnej degustacji w poznańskiej Viñoli, w Spocie na Dolnej Wildzie, czas na szybkie sprawozdanie. Zatem zapraszam na spotkanie przy Cavie, która zasługuje na miano króla win musujących, jak niedawno mieliśmy okazję poczytać w Polityce. A jeśli macie ochotę zdegustować kilka butelek, to Viñola powinna być pozycją obowiązkową na liście sklepów.

W tej chwili do dwóch rzeczy mogę się przyznać – po pierwsze miałem nadzieję, że środek lata przyniesie właśnie degustację hiszpańskich win musujących. A po drugie – nie przepadam za bąbelkami w winie:) Ale trunków tak smacznych ja te próbowane dzisiaj – NIE ODMAWIAM!

Przejdźmy zatem do konkretów. Spot wizualnie i atmosferą bardzo sprzyja takim imprezom. Degustacja ponownie wypadła wyśmienicie! Pojawiło się więcej amatorów hiszpańskich win niż ostatnio, a mimo tego całość wydarzenia pozostała kameralna i intymna. Wspominałem już poprzednio, że nie ma nic doskonalszego niż prowadzenie degustacji win przez osobę, która pochodzi z regionu ich produkcji. I tym razem połączenie hiszpańskich butelek i opowieści rodowitego Hiszpana jest kupażem doskonałym! Jedyne co dziś nie dopisało to pogoda – lecz takowym czynnikiem – całkowicie niezależnym i losowym – nie możemy obciążać organizatorów:) Szkoda jednak, bo lampka cavy latem najlepiej smakuje na wolnym wybiegu:p A ogródek w Spocie jest przepiękny i warto z jego uroków korzystać!

Czas zaprezentować menu dzisiejszej degustacji:

1.      Maset del Lleo Blanco Vino de Aguja

Winnica: Maset del Lleo

Apelacja: D.O. Penedes

Szczepy: Macabeo, Parellada, Xarello

Cena: 33 PLN

Rozpoczęło się nieco niewinnie – nie od cavy, a wina które nazwałbym odpowiednikiem frizzante. Lekko musująca butelka z Penedes zaskoczyła kompleksowością i równowagą. Brakło mu nieco aromatów i głębi. Co by jednak nie powiedzieć to bardzo dobrze zrobiony produkt podstawowej półki. Nadaje się doskonale jako aperitif, gdyż nie atakuje przesadną kwasowością. Gdzieś dawało lekką nutkę goryczy, ale da się przeżyć. Idealne na lato – mocno schłodzone do ogródka, na piknik lub jako podwieczorek na tarasie!

2.      Vinya Escude Cava Brut Rosat Nature

Winnica: Vinya Escudé

Apelacja: D.O. Penedes

Szczep: 100% Pinot Noir

Cena: 45 PLN

Bardzo ciekawa (przynajmniej dla mnie) propozycja. Różowa cava, bez dodatku cukru. Bardzo świeża, aromatyczna, pachnąca truskawkowymi landrynkami, nieco słodkawa. W smaku wracają truskawki, pojawiają się owoce lasu. Lekkie wino, łatwe w piciu, o pięknym kolorze i zapachu oraz bardzo przyzwoite i eleganckie w smaku. Produkowane metodą tradycyjną – jak każda cava (patrz szampańską, tyle że nie w Szampanii).

3.      Vinya Escude Cava Brut

Winnica: Vinya Escudé

Apelacja: D.O. Penedes

Szczepy: Macabeo, Parellada, Xarello

Cena: 43 PLN

Poprawne wino, choć bez zachwytu. Nieco aromatów miodu i tostów, ale przeważały cytrusy i jabłko. Dość zrównoważone i przyjemne w piciu. Doskonała alternatywa dla najpopularniejszych szampanów.

4.      Maset del Lleo Cava Brut

Winnica: Maset del Lleo

Apelacja: D.O. Penedes

Szczepy: Macabeo, Parellada, Xarello

Cena: 42 PLN

To wino na całej degustacji najlepiej trafiało w mój gust – pełne, ambitne, aromatyczne, intensywne, doskonale zrównoważone. Przy tym świeże i kwasowe. Długie i eleganckie. Tak powinien smakować dobry trunek musujący! Dojrzewa w butelce przez 12 miesięcy.

5.      Vinya Escude Cava Brut Nature

Winnica: Vinya Escudé

Apelacja: D.O. Penedes

Szczepy: Macabeo, Parellada, Xarello

Cena: 45 PLN

Ta pozycja została natomiast uznana przez przybyłych najciekawszym winem wieczoru. I rzeczywiście owa cava bez dodatku cukru (w liquor de dosage) robiła wrażenie – zwłaszcza nutami migdałów, orzechów i świeżo pieczonego tosta! Zachowywała niezwykłą świeżość i lekkość picia mimo swojej wytrawności.

Zdjęcia butelek pobrane ze strony Vinoli

Jedno po degustacji w Viñoli rzec muszę – cava w pełni zasługuje na tytuł króla win musujących. Produkowana jest metodą tradycjonalną, dokładnie tak samo jak szampan. Powstaje zazwyczaj z lepszych winogron, z większą dbałością o jakość. Ekonomicznie wiąże się to z popytem i kontraktami na dostawy – nie ma tylu hiszpańskich producentów związanych długoterminowymi umowami, którzy musieliby jak szampańscy pobratymcy wyprodukować swoje tysiące hektolitrów choćby nie wiem co (sami Francuzi zwykli mówić o desperackim vin de merde, czyli z gówna🙂 choć dotyczyło to Beaujolais, to w tym wypadku jest podobnie). Miałem okazję degustować kilka bardzo komercyjnych szampanów (m.in. całą gamę Moeta na dwóch szkoleniach, Veuve Clicquot Ponsardin i inne produkty koncernu LVMH, poza tym Mumma i podstawowego Pol Rogera). Szczerze powiem (choć to moja opinia – całkowicie subiektywna) żaden z nich nie może się równać z dwiema ostatnimi butelkami dzisiejszej prezentacji cavy. Ogromne zapotrzebowanie i komercjalizm szampana sprawia, że najczęściej produkowany jest z surowca podłej jakości, skupowanego od każdego rolnika i ogrodnika, który w rejonie Szampanii uprawia jakąkolwiek winorośl. Mam nadzieję, że czasy owej bąbelkowej farsy dobiegają końca i wszyscy:

po pierwsze zaczniemy pić dobre wina musujące

– a po drugie przestaniemy przepłacać kilkukrotnie za każdą zakupioną butelkę osławionego Francuza.

Za jednego Moeta macie 3-4 butelki dużo lepszej cavy! Po bąbelki do HISZPANII!!

Zaczerwi(e)niliśmy się po gruzińsku!

Ostatnio powiedzieliśmy sobie kilka słów o białych winach z kwewri i nie tylko. Dzisiaj zatem czas zaczerwienić się po gruzińsku. Jaki był efekt degustacji na spotkaniu Klubu Sommeliera przekonacie się za chwilę.

Tymczasem nieco teoretycznego wstępu. Jak już mówiliśmy Gruzja znana jest raczej z win białych. Co do ich wytrawności – zdecydowanie najbardziej ceni się naturalnie powstające wina półsłodkie. Zdarzają się jednak ciekawe czerwone przypadki (również wytrawne). Wina powstające z lokalnych szczepów (głównie saperavi) oraz winifikowane w kwewri najpełniej oddają charakter tradycyjnych gruzińskich trunków. Samo saperawi uważane jest za najszlachetniejszą krajową odmianę, w dodatku jedną z najzdrowszych na świecie, ze względu na dużą zawartość polifenoli. Jeśli nie lubicie eksperymentów wystarczy nieco lepiej zapoznać się z tematyką gruzińskich produktów – bo i styl bordoski i z południa Francji można w niektórych butelkach odnaleźć.

A oto co nam udało się zdegustować:)

1. BINEKHI z Kachetii, szczepy: saperavi cabernet sauvignon, rocznik 2006

Pierwsze czerwone, którego próbowaliśmy – klarowne, o delikatnej, wiśniowej barwie. Aromaty i w nosie, i ustach konsekwentne – w jakości i sile. Można w nim odnaleźć lekką owocowość, aromaty śliwki, powideł porzeczkowych, nuty herbaciane, nieco ziemistości, odrobinę skórzanych akcentów w odległym tle. Ładnie się rozwijało i było dość złożone. Krągła budowa z odrobiną szorstkości – bardzo bordoskie w stylu, w aspekcie szukania gruzińskich nowych smaków – nudne. Szczerze wolę sprawić sobie butelkę z Francji niż taki niepewny eksperyment z nieprzewidywalnym efektem.

2. AMIRANI z Kachetii, 100% saperavi, rocznik 2006

Tłuste, wiśniowo-purpurowe w kolorze wino, o typowych aromatach czerwonych owoców, a także nutach słodyczy, pieprzu, lakieru do paznokci. Bardzo zrównoważone, atakujące z początku mocną taniną, którą uzupełnia kwasowość i alkohol. Indywidualne w stylu, ciekawe i warte spróbowania. W komplecie ma świetny stosunek jakości do ceny (ok. 35PLN). Warto też zostawić butelkę na jakiś czas – pięknie rozwija się III nos z aromatami słodkich owoców!

3. KWANCZKARA KIPIANI, z regionu Racha, szczep 100% aleksandrouli, rocznik 2007

W końcu przyszedł czas na słynne gruzińskie wino półsłodkie. Zachwyciło przede wszystkim intensywnymi słodkawymi zapachami, z aromatami pudełek po cygarach i owocowego tytoniu, fiołka, lekko zgniłego jabłka, z pietruszką w tle. W ustach było już mniej piękne – zrównoważone, subtelne wino, ale zabrakło indywidualizmu i przygasła intensywność aromatów. Nie było nawet cienia kontrowersji – mamy dobre wino i koniec tematu. W większym panelu degustacyjnym przemknęłoby zupełnie niezauważone. Można z niego skorzystać do naszych polskich potraw – pasztet z dziczyzny i oscypek z żurawiną będą się idealnie komponowały z tą butelką. Sery – śmierduchy też polecamJ

 

Podsumowując tą naszą Gruzję, trzeba przyznać, że wina robią tam ciekawe – choć nie wszystkie. Warto przy zakupie zapytać sprzedawcę co i jak, bo przypadkiem można nieźle popłynąć i zakupić butelkę, która ani trochę nie będzie przypominała wina, którego szukaliśmy. Jedno wiem na pewno – Gruzja jest warta odkrywania, ale trzeba mieć do niej dystans i niestety nastawić się także na strzały w buble! Nie może być zbyt pięknie.

GRUZJA w Klubie Sommeliera – wina białe!

Podczas ostatniego spotkania Klubu Sommeliera mieliśmy okazję zapoznać się z tematyką i zdegustować kilka gruzińskich butelek przygotowanych przez Jolę Kipek. Podsumowując panel, muszę przyznać, że Gruzja mnie zaskoczyła, nawet zszokowała w wielu momentach – raczej pozytywnie, choć wciąż mam mieszane uczucia. Nie do końca jest to styl jaki preferuję, ale obiektywnie były to dobre wina i niesamowite historie!

Do rzeczy zatem – w menu znalazły się 3 wina białe i 3 czerwone. Dziś słów kilka o tych pierwszych. Zresztą Gruzja szczególnie znana jest właśnie z pozycji białych i półsłodkich. O jej wyjątkowości jako producenta świadczy przede wszystkim niezwykła metoda winifikacji w kwewri, o której szerzej można poczytać na owinie.info.

1. Badagoni 2005, z regionu i apelacji Tsinandali w Kachetii, szczepy: rkatsiteli i mtswane

Wino ciekawe, o ciemnozłotej intensywnej barwie i zapachu dojrzałych, żółtych owoców, orzechów włoskich, miodu i karmelu. Pojawiają się także nuty kandyzowanych owoców tropikalnych czy pieczonego jabłka. Odnieśliśmy wrażenie, że było nieco już utlenione, ale nadal pijalne z niezłym skutkiem 🙂

W smaku okazało się konsekwentne i z dobrą budową. Średnią kwasowość łagodził dość ciepły, ale absolutnie nie dominujący alkohol. Trochę żywiczne, lekko wędzone, nieco szorstkie. Taki sobie wiejski, nieco prosty trunek, choć przyznać trzeba, że ciekawy!

2. Binekhi 2005, z regionu i apelacji Gurjaani w Kachetii, szczepy: rkatsiteli i mtswane

2005 rocznik a wino delikatnie słomkowe w barwie, z zielonymi refleksami, błyszczące. Silnie pachnące i bogate aromatycznie – buty rumowe i lodów typu malaga, przechodziły w dojrzałego ananasa, przejrzałego banana, w końcu otwierając zapachy suszonych owoców, kwiatów i cytrusów.

W ustach dobrze zrównoważone, konsekwentne z aromatami nosa, mimo wieku świeże, żywe i owocowe. Degustowane z 14-miesięcznym Cheddarem wypadło jeszcze lepiej niż samo! U mnie ma 85pkt

3. Kindzmarauli Marani 2005, z regionu Kachetia / winnica Kvareli szczepy: rkatsiteli, mtswane i hihvi

Najbardziej niezwykłe spośród degustowanych przez nas win! Produkowane w kwewri, co dało mu nadzwyczajne walory, niespotykane zwyczajowo wśród białych win. Ciemny złoto-miedziany kolor przypominający dobrego tokaja. W nosie z początku bardzo delikatne, zamknięte, rozwijało się po zamieszaniu. Zdekantowaliśmy i zaczęła się prawdziwa kanonada zapachów! Figa, daktyl, wędzona gruszka, gdzieś w tle delikatne nuty morskiej soli, koniaku, torfowej whiskey z Islay. Bajeczna sprawa!

W smaku nie zawodzi – aromaty są konsekwentne, nawet nieco bardziej wyczuwalne. Najlepiej smakowało (pachniało zresztą też) po przekroczeniu temperatury 16oC! Powyżej 20 nadal było dobrze! Było szorstkie, mocno cierpkie, przypominało czerwone, co należy prawdopodobnie uznać za typową cechę win z kwewri (wynik długiej maceracji i mniejszego stopnia łagodzenia smaku wina z czasem). Kwasowość obecna, na średnim poziomie uzupełniona rozgrzewającym alkoholem. Nieco ciężkawe. Finisz długi orzechowo-śmietanowy. W notatkach widnieje ocena 89 pkt z dopiskiem – ZA INDYWIDUALIZM. I niech tak zostanie

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Wina gruzińskie potrafią szokować. Nie są to pozycje dla typowego, masowego konsumenta – zwłaszcza jeśli winifikacja odbywała się w kwewri. Jeśli jednak lubicie indywidualny charakter regionu, szczepu i niepowtarzalną duszę wina, to Gruzja jest pozycją obowiązkową. Możliwe, że w ogóle Wam nie zasmakuje – jak mówiłem wcześniej, sam nadal się waham czy degustowane trunki jestem gotów uznać za subiektywnie dobre. W każdym razie jestem pod wrażeniem i długo tej degustacji nie zapomnę.

A w kolejnym wpisie czekają na Was wina czerwone prosto z Gruzji! Kieliszki w dłoń!

GRUZJA zawitała do Klubu Sommeliera!

Spotkanie Klubu Sommeliera w Krakowie już za nami. Oby takich okazji do wspólnego degustowania, wymiany poglądów i zdobywania winiarskiej wiedzy było jak najwięcej! No i będzie – kolejne prawdopodobnie 3 września, tym razem o Sardynii we Wrocławiu.

Tematyka win gruzińskich okazuje się niezwykle inspirująca i niecodzienna. Wielowiekowa technika produkcji w specjalnych amforach – kwevri – które to zakopuje się w ziemi, tak aby w ogóle z niej nie wystawały. W tych ogromnych (od 400 do 3tys. litrów pojemności) glinianych naczyniach odbywa się cały proces fermentacji, maceracji i dojrzewania wina (tradycyjnie min. 2-3lata, ale może dochodzić nawet do 20). Metoda jest droga, a mimo tego gruzińskie wina można nabyć w rozsądnych cenach. Są nietypowe jak i sam proces produkcji – mają prawo budzić kontrowersje. Można zostać przez nie oczarowanym, można je z pewnością znienawidzić nawet po pierwszym łyku. Eksponują swój niezwykły styl i oddają charakter regionu, którego nie znajdziemy wśród zachodnioeuropejskich, ani żadnych innych producentów! Czy Wam się winna Gruzja spodoba powinniście ocenić sami. Ja mam mieszane uczucia – były i butelki pozytywnie zaskakujące, i takie, które niczym nie zachwyciły. Nie ma się co dziwić – nie każde gruzińskie wino pochodzi z kwevri i nie każde odkrywa nowe doznania degustacyjne! Masowa produkcja jest całkiem standardowa – tanki ze stali, beczki i takie tam inne znane gadżety. Rozczarowuje najbardziej jedno – słaba jakość prawie wszystkich korków w degustowanych przez nas winach. No cóż – nie można mieć wszystkiego, a dzięki temu jest też jakoś tak?? – CIEKAWIEJ? W gruzińskiej Dionizji nigdy nie wiesz co dostaniesz. Trochę to fajne, trochę nie;p

Egzotyczna kraina dzięki swej indywidualności rośnie w siłę i zdobywa popularność na światowych salonach winiarskich – nie bez znaczenia jest tutaj rosyjskie embargo na gruzińskie towary. Po utracie konsumenta ponad 90% dotychczasowej produkcji , zmuszeni do poszukiwania nowych rynków zbytu, Gruzini podbijają Europę. Historia piękna, a tak wyróżniające się trunki z mało znanych zakątków winiarskiego świata zawsze będę ciepło witał w moim kieliszku! Nawet jeśli nie wszystkie mi smakują, to chce je degustować! Co by nie było, to przygoda z Gruzją wspaniała!

Obiecywałem także recenzję z wizyty w Wine Garage i próbkę ich organicznych win oraz przekąsek. Niestety zostaliśmy niemile rozczarowani kartką na drzwiach wejściowych o wcześniejszym zamknięciu lokalu w sobotnie popołudnie – zamiast standardowej 20.00 w piwnicy echo już od 16.00. Szkoda!

Póki co prezentuję listę degustowanych win, a już w krótce dwie recenzje – białych i czerwonych oddzielnie!

WINA BIAŁE:

Badagoni 2005, z regionu Tsinandali, szczepy: rkatsiteli i mtswane

Binekhi 2005, z regionu Gurjaani, szczepy: rkatsiteli i mtswane

Kindzmarauli Marani 2005, z regionu Kachetia / winnica Kvareli szczepy: rkatsiteli, mtswane i hihvi

WINA CZERWONE:

Binekhi 2006, z regionu Kachetia, szczepy: saperavi i cabernet sauvignon

Amirani 2006, z regionu Kachetia, szczepy: 100% saperavi

Kvanchkara 2007 (półsłodkie), z regionu Kipiani, szczep: aleksandrouli

Sprawozdanie ze spotkania znajdziecie także na owinie.info. Wkrótce ma się tam pojawić artykuł dokładniej opisujący tajniki produkcji gruzińskiego wina z kwevri! Dam znać na Facebooku jak tylko będzie opublikowany!:)

VINEXPO BORDEAUX 2011 – fotorelacja!!

Dzisiaj dzielę się z Wami szczególnym materiałem – zdjęcia z media corner największej winiarskiej imprezy targowej na świecie – VINEXPO 2011 prosto z francuskiego BORDEAUX!

Jak wiadomo targi dobiegają końca, warto więc zobaczyć, co działo się podczas tego święta przemysłu winiarskiego! Zapraszam serdecznie i miłego oglądania

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

oryginały znajdziecie tu