Archiwa tagu: minewine.pl

Zdetronizować SOPHIĘ

Drugie pod względem wolumenu ilościowego sprzedaży wino w Polsce – Sophia. Chciałem napisać we wstępie, iż Bułgaria należy do krajów najintensywniej pracujących nad powrotem w chwale na międzynarodową scenę winiarską. Sytuacja wygląda jednak nieco inaczej. Bułgarskie wina zawsze były, są i będą, acz status quo dotyczy wyłącznie butelek z najniższej półki cenowej i zarazem jakościowej. O wielki come back i rewitalizację wizerunku walczą trunki jakościowe, którym nadal trudno przebić się pośród silnej konkurencji. Walczą w Polsce, bo na Zachodzie od dawna mają opinie win o uczciwej jakości i niewygórowanej cenie.

Impulsem do zmian stała się przede wszystkim integracja europejska. Handel z UE wymusił kategoryzację, regionalizację i narzucenie restrykcji prawnych. Już wkrótce nazwa wino na etykiecie bułgarskiej będzie pojawiać się wyłącznie na trunkach z winogron. Istnieje też ścisła kategoryzacja na klasy AOC, DGO i wina regionalne. Określenie Reserve może być używane wyłącznie w stosunku do win dojrzewających w beczkach, którego łączny czas nie może być krótszy niż jeden rok.  Kraj podzielono na kilka dużych okręgów winiarskich, wśród których wyróżnić możemy 47 regionów (na etykiecie oznaczane bywają dopiskiem „controliran”). Niewielu jednak zdaje sobie sprawę, iż swój potencjał eksportowy Bułgarzy rozwijają od lat ’80 poprzedniego stulecia. Połacie upraw są ogromne, produkcja spora, często z masowych fabryk win, a nie prawdziwych winnic. Ale wiele butelek jest wartych uwagi.

Na półkach polskich sklepów (marketów zwłaszcza) bez trudu znajdziecie najbardziej rozpoznawalne marki. Pomijając już nieszczęsną Sophię, ale Chateau Menada (słabe, ale pijalne), Damena z charakterystycznym logiem, raczej paskudna Tcherga (za to z rewelacyjną od strony marketingowej etykietą) i naprawdę przyzwoity Mezzek (zwłaszcza w zestawieniu cena/jakość), to już etykiety, które nie wykrzywiają twarzy w wyrazie cierpienia. Kwoty na paragonie wahają się w granicach 12-25PLN (zależnie od sklepu i aktualnych promocji). Szału nie ma, zachwytów nie będzie, fajerwerków brak – ale w większość przypadków nawet przyjemnie się pije!

Kilka ciekawych butelek, z pewnością odmiennych i zupełnie w Polsce nieznanych, miałem okazję spróbować ostatnio w Mine Wine. Ciekaw jestem czy zdecydują się na ich wprowadzenie do oferty. Mała egzotyka na półce nigdy nie zaszkodzi! 🙂

Największą fascynację wzbudziło Bicycle z 2008 roku – syrah z 30% domieszką viognier. Wino czerwone, które zaskoczyło do tego stopnia, że z Kubą Jurkiewiczem nie bardzo wiedzieliśmy co powiedzieć i jak to podsumować. Niezwykle lekkie, gładkie, proste, ale przyjemne. Drinkability factor 99/100, przyzwoite aromaty i zrównoważona, choć nieco płaska budowa. Przy rozsądnej cenie wino idealne na polski rynek!

Rozczarowujący okazał się różowy Strymon z 2010. Latem pewnie odebralibyśmy go zupełnie inaczej, ale przy aktualnej pogodzie jego lekkość i landrynkowość raczej nie przekonują. Na upał z pewnością rześkie i przyjemne wino z niezłą budową, choć nieco zbyt małą intensywnością.

Najciekawsza okazała się jednak Karizma – wino dojrzewające w beczce, a zachowujące niesamowitą świeżość i żywotność. Pięknie owocowe, z dobrze rozwijającym się bukietem. Niezła równowaga w ustach i ciekawe aromaty. Duża niespodzianka i jedno z najbardziej pozytywnych zaskoczeń początku tego roku!

Co jednak zwraca moją uwagę, jako marketingowca to projekty etykiet – i tu należy przyznać – wszystkie są DOSKONAŁE! Zwracają uwagę, są oryginalne, w pewnym sensie oddają charakter win. Idealnie wykonana praca. A etykietą sporo można sprzedać, zwłaszcza na półkach marketów i sklepów nie posiadających obsługi zagłębionej w temat! Zresztą postaram się jeszcze przygotować kilka słów o najlepszych bułgarskich producentach i regionach winiarskich, tak aby każdy wiedział czego szukać na sklepowych półkach. Krótko jednak – Blueridge Winery, Vinex Slavyantsi (dostępne chociażby w Winezji), Damianitza czy Santa Sarah to producenci naprawdę godni polecenia!

Z innych źródeł, a konkretnie z Leclerca poznańskiego, za 13,99PLN zakupiłem Damenę Chardonnay w ramach poszukiwania wina na moje wesele oraz etykiet na KRYZYS – w najniższych cenach, a oferujących przyzwoite wnętrze. Co prawda, butelka nie spełniła oczekiwań, ale za te pieniądze można po nią sięgnąć. Zwłaszcza latem bo wydaje się nieco rozwodnione, acz przyjemne, czyli oranżadę może zastąpić!

OKO: Ładna słomka, łzy dość rzadkie

NOS: Prosty, acz przyjemny – jabłko, agrest i akcenty brzoskwiniowe. Niezbyt duża intensywność zapachów (maksymalnie do poziomu średniej po dobrym napowietrzeniu).

USTA: Dobra struktura, choć daje wrażenie rozwodnienia. W aromatach konsekwentne z nosem, ale nieco mniej intensywne. Proste jak budowa cepa, na tym poziomie można to jednak uznać za zaletę. Nuta goryczy w tle, która nieco przeszkadza w odbiorze całości.

PODSUMOWANIE: Za 13,99PLN to całkiem przyzwoity produkt winiarstwa bułgarskiego. Pije się łatwo, lekko i średnio przyjemnie. Ja do tej butelki już nie wrócę, ale jeśli potrzebujecie czegoś zamiast kompotu do obiadu, to ujdzie.

____________________________________________________________________________________________

Nie wiem czy bułgarskie wina są w stanie utorować sobie drogę do polskich serc i podniebień. Z pewnością jednak, zasługują na stałe miejsce na półkach naszych sklepów i w zakamarkach świadomości. Wiele butelek stoi na nadzwyczaj wysokim poziomie – zwłaszcza w zestawieniu z korzystną ceną. Jest sporo endemiki, ciekawych aspektów produkcji i wspaniała historia winiarska. Mam nadzieję, że będziecie przy kieliszku chcieli poznać chociaż jej część! A sam zobowiązuję się napisać nieco dokładniejsze opracowanie tematu bułgarskiego winiarstwa jak tylko znajdę na to czas.

Kontratak w połowie słodki!

Jak już zauważyliście nie jestem zwolennikiem win słodkich, a półsłodkich wynalazków mam zwyczaj nie tolerować w ogóle. Wybaczam Gruzinom i Portugalczykom, bo potrafią zrobić dobre egzemplarze w tej właśnie kategorii. Od czwartku będę akceptował także niemieckie butelki z napisem „półsłodkie” na etykiecie, pod warunkiem, że ich poziom będzie przynajmniej zbliżony do poniższej, którą dostałem od MineWine jako
pozytywną odpowiedź na totalną porażkę semisweetów z Intermarche. Kontratak jest na tyle skuteczny, że już wiem co tato otrzyma jako dodatek do prezentu świątecznego, bo właśnie o półsłodkie wino prosił.

Nazwa: FAUTH CUVEE BLANC

Producent: Weingut Rudolf Fauth

Region: Rheinhessen, Niemcy

Typ: półsłodkie, białe

Szczep: Sylvaner

Rocznik: 2011

Cena: 29 PLN

Dostępność: MineWine

Jak wspomniałem, wino otrzymałem do degustacji od importera, ale po drugą butelkę mam zamiar udać się sam – niech to będzie najlepszą rekomendacją tej etykiety. A czego możecie spodziewać się w kieliszku:

OKO: Kolor złotawy, przyjemne błyszczenie. Łzy gęste i dość grube, słuszne dla wina półsłodkiego

NOS: Pierwszy średni, drugi średni + z ładnym rozwojem aromatów, dobrej jakości. Od samego początku wyczuwa się intensywną słodycz w zapachu (miód lipowy/akacjowy), której towarzyszą nuty bardzo dojrzałych owoców czy wręcz konfitur – gruszka, morela, ananas, banan, mango. W tle pojawia się spora doza limonkowej świeżości, dająca nadzieję na dobry balans smakowy. Generalnie proste, ale bardzo przyzwoite aromaty.

USTA: Słodycz lekko dominuje w strukturze, ale kwasowość jest wyraźna, rześka i intensywna – dzięki niej wino nie jest mdłe czy zbyt ciężkie. DUŻY PLUS. Alkohol w tle, garbników brak. Aromaty bardzo zbliżone do wszystkich zapachów nosa, są więc pięknie dojrzałe owoce i rześkość limonki z jej delikatnym cieniem goryczy. Przyjemna kompozycja, która powinna zasmakować każdemu.

OCENA: 82pkt, rewelacyjny stosunek ceny do jakości! 

PODSUMOWANIE: Za złotych 29 dostajemy uczciwą butelkę, na naprawdę dobrym poziomie, której zawartość sprawia sporą przyjemność w kieliszku testującego. Nie zmieni to diametralnie mojego poglądu na wina półsłodkie, ale gdy będę takowego potrzebował – wiem gdzie szukać. Wolę jedną butelkę od Rudolfa Fautha niż cały karton podrobów marketowo-dyskontowych. Zatem brawa dla MineWine, bo zapełniają ciągle obecną na polskim rynku lukę na półce dobrych win półsłodkich. A bądźmy szczerzy – przeciętny polski konsument bardzo często takowych poszukuje (regularniej to chyba tylko półwytrawnych:) ). Warto zbudować w swoim portfolio mocną ofertę win z tego segmentu, pod warunkiem, że będą w rozsądnych cenach. Tu kolejny plus za utrzymanie testowanej etykiety w magicznej barierze do 30PLN. Coraz bardziej podobają mi się działania MineWine (zwłaszcza festiwal i kanał telewizyjny – choć ten drugi aspekt wymaga jeszcze dopracowania 🙂 ) i myślę, że jak tak dalej pójdzie, to Poznań będzie miał nowego trendsettera w zakresie dystrybucji win w kanale detalicznym.

Petit Chablis – czyli kolejna odsłona małych, a jednak wielkich!

Po wspaniałym odkrywaniu niezwykłych win Adolfa Schicka z Winiarni w Puszczykowie dziś nadarzyła się okazja spróbowania innego WIELKIEGO malucha. Petit Chablis, czyli formalnie najniżej postawione w rankingu apelacyjnym wino z AOC Chablis. Pod lupę trafiła butelka od Jean Durup & Fils, którą Mateusz nabył w MineWine.

NazwaPetit Chablis – L’Eglantière

ProducentJean Durup & Fils

Apelacja: AOC Chablis, Petit Chablis

Szczep: 100% Chardonnay

Rocznik: 2010

Kupione w: Mine Wine

Cena: 49PLN

OKO

Przede wszystkim typowa barwa – blade, słomkowe, delikatne w kolorze wino

NOS

Delikatny i pierwszy i drugi. Na pierwszym planie trawa cytrynowa i jakiś rodzaj ziemistości. Później nieco placka drożdżowego. Przez wszystko przebijają się zapachy kwiatowe. Wszystko przyjemne choć bardzo kruche. Z czasem i po lekkim ogrzaniu daleko w tle pojawia się nuta dymu

USTA

Niesamowita kompleksowość aromatów jakie wyczuwamy i piękne przejścia pomiędzy partiami zapachowymi. Zaczyna się świeżością cytrusów, później kwasowe niuanse. Długi finisz, w którym wyraźnie pojawia się tost z roztopionym masłem. Mocne wrażenie beczkowości, gdzie dębiny absolutnie nie użyto. Coś jakby odrobina perlistości. Brak tu konsekwencji z nosem, ale zaskoczenie jest miłe i działa bardziej in plus dla wina. Budowa bardzo przyzwoita – wyraźna kwasowość, nieco ostra, pozostawia uczucie ściągania na przodzie podniebienia. Alkohol miło grzeje choć pozostaje nieco w tle. Cukier również wycofany, ale gdzieś daleko nutę słodyczy można poczuć.

PODSUMOWANIE

Niezwykle przyzwoita butelka w dobrej cenie. Warta zachodu zwłaszcza dla tych, którzy chcą poczuć prawdziwe Chablis – choć dość proste to i tak na wysokim poziomie. Dobrze i lekko się to pije, a jednocześnie aromatyczne bogactwo i elegancja wina sprawia, że nie sposób go nie chwalić. Butelka, która powinna wejść na salony – w markowym garniturze, choć bez krawata. Taki Fiat 500 w kategorii Chablis – choć podstawowy to urzeka, rzuca się w oczy i zapada w pamięć. Kurczę i to jest taki trochę szampan bez bąbelków w dobrym wydaniu. Ja jestem za tym winem! 🙂

OCENA: 85 pkt 

LA RONCAIA – i jej endemiczne cuda!

La Roncaia – nazwa, którą warto pamiętać. Prestiżowa marka win, najlepiej ukazująca zarówno charakter terroir jak i kunszt winiarski właściciela – włoskiej  Gruppo Vinivolo Fantinel, działającej w regionie Friuli-Wenecji Julijskiej, w apelacjach Colli Orientali, Collio i Friuli Grave. W ciągu 40 lat intensywnych działań trzech pokoleń, mała piwnica przy ogrodzie winiarskim, zamieniła się w jednego z najznamienitszych producentów północnej Italii. Obecnie firma włada300 hektaramiwinnic i nowoczesną winiarnią. Wielki postęp technologiczny i nieustanne dążenie do tworzenia win niemal doskonałych, owocuje wspaniałymi butelkami, godnymi każdej okazji!

Popisowym produktem są właśnie butelki markowane nazwą La Roncaia. Wszystkie pochodzą z apelacji DOC Colli Orientali del Friuli i powstają całkowicie lub z udziałem endemicznych szczepów północnych Włoch. Nie będę ukrywał, że lubię rzeczy oryginalne i nietypowe, które trudno znaleźć w ogólnym obiegu handlowym – dlatego wina ze szczepów dostępnych tylko w konkretnym regionie, budzą we mnie prawdziwy entuzjazm i wysoko je cenię (jeśli – rzecz jasna – organoleptycznie na to zasługują!). We Friuli perełkami odmianowymi są refosco dal peduncolo, picolit czy friulano.

Wśród butelek La Roncaia moim numerem jeden jest zdecydowanie REFOSCO

Szczep: refosco

Apelacja: Colli Orientali del Friuli

Rocznik: 2006

Temperatura serwowania: 16-18oC

Cena: 139,90 PLN

Dostępne w: MineWine.pl

Powstające w 100% z endemicznego szczepu Friuli (refosco), jest winem mocarnym i nadzwyczaj charakternym! W winnicy znajdziemy 4.200 sadzonek winorośli na metrze kwadratowym (nie jest to może liczba nadzwyczaj zachwycająca, ale to już zaawansowany jakościowo wynik). Winifikację prowadzi się w dużych kadziach dębowych (o pojemności5000 litrów). Długa maceracja sięga nawet 40 dni. Ściągane znad osadu wino trafia do stalowych kadzi – głównie w celu stabilizacji. Następnie jest rozdysponowywane do zarówno nowych jak i używanych baryłek dębowych, w których dojrzewa około roku. Stosowanie beczek już wcześniej używanych to zazwyczaj wybieg marketingowy, gdyż wino przyjmuje ekstrakty od dębiny niemal wyłącznie w pierwszym roku kontaktu z drewnem. Fakt jednak, że nawet zużyta beczka pomaga w wygładzeniu struktury i zbalansowaniu tanin. W butelce wino dojrzewa jeszcze minimum 6 miesięcy zanim trafi na rynek. Nie jest to zatem trunek wybitnie stary i zakupienie butelki z nowo wypuszczonych do sprzedaży roczników, wiąże się z koniecznością kilkuletniego przechowania przed degustacją, jeśli ta ma przynieść prawdziwą przyjemność. W tym przypadku warto poczekać!

OKO: W kolorze intensywne, głębokie, o barwie ciemnego granatu i purpury, matowe. Nieco oleiste, o gęstych, porządnych łzach.

NOS: Intensywne aromaty już w pierwszym nosie. Bardzo intrygujący i rozwijający się z czasem zapach. Warto poczekać z otwartą butelką na jego ewolucję – odwdzięczy się niesamowicie. Dekantacja wręcz wskazana w przypadku tego wina. Z mojego notatnika przy pierwszej próbie: owocowe, marmoladowe, skórzane, pachnące wiejską szopą, lasem po deszczu, dymem, popiołem z ledwo co zgaszonego ogniska i aromatycznym, słodkim tytoniem. W tle przewija się gorzka czekolada i wanilia. Z czasem nuty ewoluują w stronę większej ziemistości, ekstraktywności i ciężkości. Przepiękny bukiet tego wina z pewnością znajdzie wielu zwolenników. Ja do nich należę całym sercem!

SMAK: Odzwierciedla odczucia nosa, uzupełniony o silne taniny i bardzo rozgrzewający alkohol. Świetna budowa, dobry balans, równoważąca kwasowość (która dodatkowo pozwala strukturze na dalsze przechowywanie i dojrzewanie w butelce). W ustach pełne i hojne – aromaty i owocowe, i korzenno-ziołowe, i przemysłowe, i spożywcze, i odzwierzęce. Bajka!

PODSUMOWANIE: Doskonałe, niemal wybitne wino – pełne, krągłe i bogate. Męskie i mocarne. W dodatku o naprawdę dobrym stosunku jakości do ceny. To jest pozycja obowiązkowa, dla każdego, kto lubi winem się pobawić i odkrywać wszystko co mniej typowe i schowane we wnętrzu butelki. Wspaniała wycieczka do krainy endemiczności szczepów!

OCENA: 94pkt  

LA RONCAIA – IL FUSCO to druga, ciekawa propozycja z tej samej marki

Szczep: refosco (40%), tazzelenghe (10%), cabernet franc (20%), merlot (30%)

Apelacja: Colli Orientali del Friuli

Rocznik: 2005

Temperatura serwowania: 18oC

Cena: ? PLN

Dostępne w: MineWine.pl jeśli w ogóle w Polsce jest?

Analogicznie do poprzedniego powstaje z refosco, lecz tym razem mamy do czynienia z kupażem w skład którego wchodzi kilka innych szczepów. Nasadzenia w winnicy nieco rzadsze (3.200-4.000 sadzonek na m2). W dębowych baryłkach dojrzewa do 18 miesięcy (ile minimalnie niestety nie wiem).  Kolejne 6-8 miesięcy spędza w butelce na terenie winniyc.

Samo wino nie jest już tak zaskakująco niezwykłe, choć potrafi zachwycić – zwłaszcza pięknym balansem i niecodzienną elegancją. Aromaty dużo bardziej subtelne, taniny aksamitne, a samo wino łagodniejsze, jakby bardziej przyjazne i łatwiejsze w piciu. Dużo owocu i marmolady, mniej skóry. Dla mnie nieco nijakie, choć naprawdę doceniam poziom. Powiedziałbym, że to takie refosco dla mniej wtajemniczonych o bardziej kobiecym charakterze. Zresztą robi wrażenie lekko perfumowanego.

OCENA: 85-86 pkt  

Podsumowując markę La Roncaia, muszę przyznać, że to solidna etykieta, wobec której nie będę już nigdy obojętny. Magia odmienności jest pociągająca i mam nadzieję jak najwięcej takich odbiegających od szablonu win spotykać. Zaprezentowałem dziś 2 butelki, które najbardziej zapadły mi w pamięci i które testowałem poza MineWine Malta Festiwalem. Dostępne są również bardziej typowe produkty (100 procentowe Merlot oraz Cabernet Sauvignon) oraz doskonałe butelki białych win (Eclisse – rewelacyjny kupaż sauvignon blanc i picolita, Il Friulano, Picolit stuprocentowy, Ramandolo z verduzzo friulano). Niestety, po większość z nich będzie trzeba udać się do Italii lub chociaż sąsiadów zza zachodniej granicy. To co La Roncaia dystrybuuje w Polsce znajdziecie w MineWine. Jeśli ktoś wie o innych dystrybutorach to proszę o informację, choć z tego co mi przekazano umowa jest na wyłączność:)

MineWine Malta Festival 2011 – relacja cz. II

O tym jak wyglądał MineWine Malta Festival 2011 pisałem w poprzednim artykule. Teraz natomiast czas na podsumowania, oceny, wnioski i propozycje ewentualnych poprawek. Zacznijmy zatem od filmu prezentującego to wydarzenia, a następnie wypunktujemy sobie pozytywne i negatywne aspekty całego przedsięwzięcia.

Zalety:

  • Dogodna lokalizacja, łatwy dojazd, parking
  • Duża liczba wystawców, w dodatku bezpośrednich przedstawicieli winnic
  • Duża liczba win dostępnych na degustacji
  • Obecność lokalnego szczepu włoskiego – refosco
  • Dobra organizacja, szybkość działania
  • Dostępność wody na każdym stanowisku
  • Szybko działająca obsługa
  • Sprawność przebiegu całego eventu
  • Dodatkowe prezentacje ogólne
  • Ogromna uprzejmość wystawców i obsługi MineWine.pl
  • Możliwość zakupu degustowanych win z 10% rabatem
  • Dobra działalność post eventowa – zdjęcia, filmy, opinie, komentarze

Czytaj dalej MineWine Malta Festival 2011 – relacja cz. II