Archiwa tagu: wina półsłodkie

RIFFEL – Hesja bez zobowiązań

Wakacyjne myśli uciekają gdzieś daleko za horyzont. Zarzućcie zatem plecaki i spakujcie Waszego ulubionego silvanera bądź rieslinga, bo dziś wycieczka będzie długa, na sam zachodni skrawek Hesji Nadreńskiej. Wybieramy się do sielskiego miasteczka Bingen-Büdesheim. W drzwiach wita nas przesympatyczne małżeństwo Państwa Riffel, a Ecovin obwieszcza wszystkim, że działamy w zgodzie z naturą. Carolin prowadzi nas na wewnętrzny taras, gdzie już czeka nasz stolik degustacyjny. Obok zasiada dwójka Węgrów. Już po chwili orientujemy się, że to ich dobrzy znajomi – mały importer z okolic Budapesztu. Czytaj dalej RIFFEL – Hesja bez zobowiązań

Polsko-gruziński mariaż z winem w tle

Wino i ser to zawsze dobre połączenie. Zwłaszcza gdy zestawiamy polskie sery zagrodowe z ciekawostkami winiarskimi rodem z Gruzji. Pod tym znakiem upłynęło niedawno spotkanie w podpoznańskim sklepie firmowym Domu Wina w Skórzewie.

Zestawienie serów produkowanych przez Frontierę z gruzińskimi winami było nie lada rarytasem. Młode, delikatne wytwory na bazie owczego mleka świetnie sprawdziły się z podstawową bielą w wytrawnej edycji – Georgian Valleys Tbilisi 2010. Wino nieco mnie uwiodło dość chłodnym doznaniem w nosie, nutą kamienności. Usta rześkie i owocowe o lekko kredowym posmaku. 100% lokalnego rkatsiteli. Generalnie przyzwoita butelka za rozsądne pieniądze (22,50pln).

Georgian Valleys Tibilvino 2010 to kolejna przyzwoita lokata kapitału (za kwotę jak powyżej). Lekkie wino, o wyraźnie owocowym charakterze. Nic wielkiego, ale pije się łatwo i przyjemnie opłukuje usta czerwonym i leśnym owocem. Nieźle ułożone, z przyjemną, choć trochę wycofaną kwasowością. Nawet dość długie.

W kolejce pojawiły się wina półsłodkie (czyli prawdziwa tradycja gruzińska) a razem z nimi ser pleśniowy typu blue. W pierwszym przypadku – Georgian Valleys  Alazani Valley – muszę przyznać, że Frontiera urzekła mnie bardziej niż wino. Niby dobre, słodycz zrównoważona kwasowością, ale… trochę brakło ciała i zbyt lekko spływało przez gardło. Nieco esencjonalne braki – odrobinę wiało nudą z kieliszka. Całość nadrobiła jednak półsłodka czerwień!

Georgian Valleys Kindzmarauli to już zupełnie inna klasa. W ustach mocne doznania owocowe od przejrzałych malin, aż po pestki wiśni i nuty herbaciano-syropowe. Wyrazista kwasowość, doskonale komponuje się ze słodyczą tego wina. Budowy dopełnia miękki garbnik. Świetnie ułożone, ciekawe aromatycznie i z charakterem – można śmiało powiedzieć, że to klasyka gruzińskiej półsłodyczy. A do kompletu twardy, dojrzewający ser, o pikantnym smaku i wyrazistym aromacie – dżersejan. Świetne zestawienie! A i z niebieskim pasowało rewelacyjnie.

Tak oto kolejne polskie sery znajdują sobie kompana winiarskiego z dalekiego kraju. Degustacja w Skórzewskim salonie Domu Wina była naprawdę interesującym tematem i mam nadzieję, że w Poznaniu coraz więcej takich wydarzeń będzie miało miejsce. Co cieszy mnie szczególnie to fakt, że poza winem promujemy też polskie produkty regionalne, z małych gospodarstw ekologicznych, gdzie ponad wszystkim stoi pasja i prawdziwy, szczodry smak!

Kwewri i inne gruzińskie cuda!

Przez wielu uważana za kolebkę winiarstwa, rywalizuje wciąż o prymat w tym względzie z Libanem. Gruzja (bo o niej oczywiście mowa)  choć produkuje wina od 6 może 7 tysięcy lat, wydaje się krajem ogromnie niedocenionym na światowym rynku winiarskim. Są ku temu słuszne przesłanki, jednak nie wszystkie wina powstające w byłej republice radzieckiej są niskiej jakości. Można znaleźć butelki naprawdę wyjątkowe, których charakteru bezcelowo możemy próbować poszukać wśród innych producentów. W dodatku specyfiki te powstają z lokalnych szczepów i w procesie produkcji stosowanym wyłącznie w Gruzji! Sławą kraju są wina białe i czerwone, zwłaszcza półsłodkie, uzyskiwane w sposób naturalny – dzięki obniżonej temperaturze fermentacji, która hamuje działalność drożdży. Warto przynajmniej zapoznać się z tymi winami – choć nie koniecznie od razu polubić!

Prawdziwą tradycją kraju jest produkcja win w kwewri – dużej glinianej amforze, która używana jest w procesie winifikacji od czasów starożytnych. Najstarsze znalezione kwewri szacuje się na III wiek naszej ery, co czyni z tej techniki najstarszy wciąż używany sposób produkcji wina na świecie! O co w tym wszystkim chodzi kompleksowo opisała Jola Kipek na podstawie materiałów Wojciecha Bosaka. Przeczytajcie sami!

fot. pobrana z portalu kaukaz.pl

„Winifikacja prowadzona w amforach całkowicie zagłębionych w ziemi, tak że nawet wylot szyjki pozostaje poniżej poziomu gruntu. W Gruzji takie amfory nazywane są potocznie kwewri (Kachetia, Kartlia) albo czuri (Imeretia, Racza) i jeszcze pół wieku temu były one stosowane nawet w masowej produkcji wina w wielkich kombinatach. Dziś jeszcze amfory spotyka się w niemal każdym wiejskim domu w gruzińskich regionach uprawy winorośli, gdzie służą one do wyrobu wina na własny użytek.

Ostatnio kwewri znów są w modzie także wśród komercyjnych producentów, nie tylko zresztą w Gruzji, gdyż kilku europejskich winiarzy zaczęło stosować tą antyczną technologię. Nie ma jednak większych szans na to, że amfory wrócą jako metoda wytwarzania wina na przemysłową skalę, a to przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze – tak zwany “masowy konsument” jest już przyzwyczajony do zupełnie innego stylu: win świeżych, owocowych, reduktywnych. Dlatego wina z kwewri pozostaną raczej niszową propozycją, skierowaną do wyrobionych konsumentów, poszukujących nowych doznań winiarskich.

fot. pobrana z portalu kaukaz.pl

A po drugie – taka produkcja jest po prostu kosztowna i kłopotliwa. Dobra amfora, w przeliczeniu na każdy litr pojemności kosztuje tyle, co najlepsza francuska beczka, do tego cały cykl produkcji wina wymaga sporo żmudnej, ręcznej pracy. Wyobraźmy sobie tylko, jak trudno jest umyć po fermentacji taki gliniany zbiornik zagłębiony całkowicie w ziemi, który jest dostępny tylko przez jeden niewielki otwór!”

Oczywiście tych kilka zdań jest tylko wstępem do tematu i jednocześnie do relacji z wczorajszej degustacji gruzińskich win i polskich serów w salonie Domu Wina w pod poznańskim Skórzewie. Połączenie niezwykle elektryzujące, o którym już jutro będziecie mogli poczytać nieco więcej.

tekst pierwotnie publikowałem na portalu owinie.info

fot. pobrana z portalu czaswina.pl