Archiwa kategorii: NOWINKI

MORDERSTWO w 2-GWIAZDKOWEJ RESTAURACJI

Paul Boudier, szef kuchni i właściciel 2* restauracji Renard Noir w Châlons-en-Champagne we Francji, został zamordowany w niewyjaśnionych okolicznościach. Policja szuka związku pomiędzy jego zabójstwem a pożarami innych gwiazdkowych lokali na terenie kraju. W całą sytuację może być zamieszany uczeń Boudiera – Xavier Kieffer. Szef, który wyrzekł się haute cuisine, aby gotować lokalną kuchnię w swojej luksemburskiej knajpce Deus Eglises. W tym lokalu zmarł znany krytyk kulinarny Agathon Ricard, który dzień wcześniej jadł w Renard Noir. Krążą pogłoski, że chciał odebrać gwiazdkę Boudierowi, za co Kieffer (w zmowie ze swoim mistrzem) miał dokonać zemsty, poprzez otrucie krytyka w trakcie posiłku. Czytaj dalej MORDERSTWO w 2-GWIAZDKOWEJ RESTAURACJI

Reklamy

WINO czy WODA

Przy degustacji wina jest elementem niezbędnym. Pozwala oczyścić kubki smakowe i przygotować nas na kolejne doznania smakowe. Woda. Niby oczywiste, ale zastanawialiście się kiedyś jakie tak naprawdę ma znaczenie i ile dzięki niej może się zmienić? Wino możecie poprawić właściwie dobierając do niego wodę, ale i negatywnie zmienić smak przy złej selekcji. Osobiście, woda jest dla mnie tak samo kluczowym elementem wpływającym na przyjemność picia wina, jak właściwa temperatura trunku czy odpowiednie kieliszki.

wino i woda pozwalają lepiej cieszyć się każdym posiłkiem
wino i woda pozwalają lepiej cieszyć się każdym posiłkiem

Trochę się pobawiłem w panel testy i różne zestawy. Próbowałem połączeń z kilkoma typami win i wód butelkowanych oraz filtrowanych wbudowanymi systemami i filtrami w postaci dzbanków. Wnioski są proste:

Przede wszystkim pijcie wodę, gdy pijecie wino. Ona pomaga oczyścić kubki smakowe, przez co poprawia sensoryczny odbiór wina. Czujecie więcej i lepiej. Pamiętajcie jednak, żeby nie używać wody zbyt intensywnej w smaku, bardzo mocno zmineralizowanej, gdyż większość win sobie z takowymi nie poradzi.

Cisowianka Perlage zaszalała z reklamą ;)
Cisowianka Perlage zaszalała z reklamą 😉 ©Cisowianka

Mineralna woda gazowana nadaje się idealnie do degustacji najcięższych i najmocniej zbudowanych win (masywnych czerwonych win i win słodkich). W tym przypadku polecam sięgnąć po klasyczne mineralne wody gazowane w butelce (Kinga Pienińska, Cisowianka Perlage, San Pelegrino itp.). Vichy Catalan, Vytautas i inne wody silnie zmineralizowane i posiadające swój wyrazisty smak właściwie nie nadają się do wina, zbyt mocno oddziałując i zmieniając jego odbiór. Perrier świetnie nadaje się do bardzo skoncentrowanych, wzmacnianych win słodkich. Czytaj dalej WINO czy WODA

NIEPOORT ODCHODZI koniec legendy

To nie jest żart czy pokoleniowa zmiana dziejów. Dirk van der Niepoort porzuca rodzinne dziedzictwo, zostawia jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek win portugalskich bez kluczowego elementu – najlepszego winemakera Portugalii, czyli samego siebie! Cały jego udział w kompanii Niepoort Vinhos S.A. trafił do sprzedaży. Prawo pierwokupu mają obecni akcjonariusze, czyli przede wszystkim inni członkowie rodziny. Najprawdopodobniej to oni przejmą pełną kontrolę nad firmą.

Dirk Niepoort
Dirk van der Niepoort / źródło: http://www.niepoort-vinhos.com

Zagrzmiało przede wszystkim w niemieckiej prasie winiarskiej, jako że kraj jest jednym z najważniejszych rynków zbytu dla  genialnego Holendra z portugalską historią. Najciekawsze tezy i teorie dotyczące przyszłości Niepoorta wysunął Falstaff. W artykule sprzed kilku dni przeczytacie, że Dirk Niepoort podobno przeprowadza się do Piesportu i rozpoczyna kolejny projekt nad Mozelą! Czytaj dalej NIEPOORT ODCHODZI koniec legendy

Bio Eco Organic

Po raz kolejny słyszę/widzę/czytam osobnika, chcącego uchodzić za sommeliera/specjalistę/blogera/trendsettera, który mówi, że rolnictwo zrównoważone/bio/organiczne nie ma dla niego znaczenia. Widzę komentarze osób, chcących tworzyć trendy winiarskie w naszym kraju, choć nie mają do tego żadnego przygotowania. I Ci ludzie vins de merde traktują tak samo, jak butelki prawdziwie wyrażające swoje siedlisko. Życzę powodzenia. Go organic, go biodynamic, go sustainable. Pokażmy, że wiemy o winie więcej niż niektórzy polscy pseudo i para* znawcy.

Ciąg dalszy nastąpi…

___________________________________________________
* skreślenia związane z pewnym oburzeniem, które obserwujemy poniżej.
** przepraszam jeśli ktoś poczuł się tym tekstem obrażony. nie to było moją intencją, acz spełniło swoją rolę wzbudzenia choćby niewielkiej dyskusji.
*** blog jest był i będzie moim subiektywnym zapisem jak i metodą wyrażania wzburzenia. treści, w których kontrowersji nie ma znajdziecie na Winicjatywie, gdzie w ramach moich zdolności zachowuję dziennikarski profesjonalizm. tutaj jestem na swoim podwórku, pod własnym dachem a TON WYPOWIEDZI MA DAĆ DO MYŚLENIA!

ROK 2013

Śnieg znów za oknem, wróciła zima. Jest styczeń, nadal początek roku, nadal właściwy czas na pewne podsumowania. O najważniejszych dla mnie wydarzeniach i butelkach otwartych w przeciągu ostatniego roku pisałem już na Winicjatywie. No i ponownie muszę podkreślić, że zaproszenie do współpracy od zacnie panującego naczelnego Bońkowskiego, jest dla mnie najistotniejszym winiarskim elementem 2012 roku.

Ale było też kilka innych historii. Z niemałym trudem i na wszelkie możliwe sposoby starałem się mobilizować poznańskich amatorów wina. Zresztą niemała w tym pojawiła się pomoc przyjaciół (nie tylko tych od kieliszka 🙂 ). Działań podjęliśmy mnóstwo – degustacje, festiwale, spotkania, szkolenia, imprezy. Winni Poznania jako pierwsi w historii miasta zorganizowali akcję typu „przynieś swoją butelkę” otwartą dla wszystkich chętnych. Te spotkania już niedługo wracają – w nowym roku, nowym obliczu i na nowo rozpędzone. Równie dużo działo się wokół MineWine, Vinoli (i Pika Pika), Encantado – uczestniczyłem w gronie znajomych w licznych akcjach, które miały przybliżyć wino Poznaniakom. Zazwyczaj bardzo udanych i to szczególnie cieszy!

wine-discount_2374360b
Poszukiwania marketowe nie są łatwe
http://i.telegraph.co.uk/multimedia/archive/02374/wine-discount_2374360b.jpg

Momentami nastawały cięższe czasy – to wówczas błąkałem się pośród marketowych regałów, a później majaczyłem nad kieliszkami tańszych i droższych win. Lidl szczególnie rozpieszczał bloggerów, regularnie przysyłając najróżniejsze próbki. Umocnił chyba wszystkich w jednym przekonaniu – powinien poświęcić się trunkom codziennym, zamiast prezentować w katalogach „wielkie wina w niskich cenach”. Głośna kampania promocyjna z udziałem Pascala i Okrasy oraz drewniane skrzynki w placówkach nie wystarczyły, żeby z dyskontu zrobić sklep specjalistyczny! Zwłaszcza gdy dyskont ukazuje swój instynkt samodestrukcyjny, podejmując próbę oczarowania przeciętnego polskiego podniebienia  winami francuskimi, prezentując w przewadze butelki z Bordeaux. Misja samobójcza podobno zakończyła się powodzeniem, kamikadze przeżyli i ogłosili wielki sukces. Ile w tym prawdy, a ile zagrywki PR-owskiej tego nie wiem. I choć soczyste, owocowe Cotes du Rhone Village 2011 oraz Cotes du Rhone Fruite 2011 to odkrycia tego roku w cenie poniżej 20pln, to już Alzacja wypadła poniżej przeciętnej, nikogo nie przekonały też droższe bordówki. Solidnie prezentowało się jeszcze Chateau Millet Graves 2008, ale równie dobre wina w podobnych cenach można znaleźć niemal w każdym sklepie specjalistycznym, więc nie jest to wielka okazja.

Do degustacji organizowanych przez Biedronkę, a prowadzonych przez TKM zdążyliśmy już przywyknąć. Do kanonu lektur obowiązkowych przeszły także opisy Tomasza Prange-Barczyńskiego, wspaniale omijające mówienie wprost o degustowanym winie, a opiewające historię i prestiż apelacji. I naprawdę fajnie się to czyta! Jakby komuś było mało – do boju rusza także Żabka, która twierdzi, że cabernet sauvignon pochodzi ze starożytnego Rzymu! Bycie importerem i organizowanie degustacji stało się trendy. Prokop dla lansu, Andrzej Strzelczyk dla wiedzy. Tylko co z tego, skoro degustacja odbywa się w dniu polskiej odsłony Vinitaly. Ktoś w poznańskiej agencji PR zgubił kalendarz, a może chciał kilkoma butelkami przyćmić całą plejadę włoskich gwiazd. No cóż Żabko – kumkaj jak tylko masz ochotę, a Brunello za siedem dych z każdym dniem niszczeje na Twojej półce. Bo i dla kogo to wino? Człowiek ze mnie małej wiary – wątpię, więc jestem. Ale nie przyjdzie po nie krawężnikowy oblatywacz jaboli zza bramy obok czy studenciak z sąsiedniej klatki, któremu zabrakło browara. Kowalska przyodziana w domowe kapcie, biegnąca po mąkę i cukier, których zapomniała wrzucić do koszyka w hipermarkecie, może i sięgnie po chianti (zachęci ją cena – 19,99 pln), ale szatonefy i toskany wyższej klasy zestarzeją się na półkach w niemiłosiernym odrzuceniu. A może się mylę narodzie?

Sam sprzedałem się nieco, pisząc dla Tesco o francuskich winach i temat whisky podejmując niełatwy. To jednak sieć z ogromnym potencjałem, co pokazuje na wyspach bez chwili wytchnienia. Jeden z najlepszych importerów, w pełni profesjonalny, z kompetentną obsługą stoisk alkoholowych. Polskim marketom daleko do oryginału. Poza niezmiernie skróconą ofertą pod własnym brandem, placówki wciąż wyglądają jak miejsce zrzutu win, których nie udało się sprzedać innym kanałem. Z Auchan do pary – „młode, świeże wino białe, delikatne, o owocowym charakterze”, rocznik prawie bieżący, 2002 [sic!]!!! Taki chłam wciskają Ci, którzy możliwości mają największe. Obudźcie się w końcu markety, bo za rok nie będziecie liczyć się w winiarskim torcie wcale! Młode wilki Wam potrzebne, a nie starzy kupcy frajerzy, którzy od znajomych w łapę dostają i wpychają kolejne gówno na półki. Vin de merde – oto marketowa maksyma tego kraju.

33v062072

Są wreszcie delikatesy i tu sytuacja ma się nieco lepiej. Choć Bomi zbankrutowało, ostał nam się Piotr i Paweł do spółki z Almą i kilka mniejszych rywali. Pierwszy uchodzi w tłumie, choć wiele mógłby na półkach poprawić. Rozszerzając własny import, niejednego zapewne by zaskoczył. Drugi – bywa okazyjny i ciekawy, ale i potrafi przesadzić. Zwłaszcza politykę cenową Almy trudno zrozumieć, gdzie pewne indeksy wydają się aż nazbyt tanie, a inne są kilkadziesiąt procent droższe niż u konkurencji. Cóż – może nam to kiedyś wyjaśni Kraków, ale właśnie przez ten element brak mi zaufania do wielkich apelacji z sieciowej selekcji (a takowych jest niemało). Chociaż brawa za powrót Cupano. Choć ceny są dla mnie nieosiągalne, to wino wielkie i prestiż półki buduje – zaprawdę zacnie.

Cóż nam zostaje? Pogodzić się z małymi sklepami. Przeprosić za marketowe pisanie, wychwalanie i wytykanie. Market nie zastąpi solidnie przeprowadzonej selekcji małego sklepu, pełnego pasjonatów. Przy czym zapewne zauważyliście, że coraz więcej pojawia się butelek codziennych, poniżej magicznej bariery kwotowej – 30pln. Oby tak dalej! I tutaj możecie mieć pewność, że są to wina lepszej klasy, a powód jest banalnie wręcz prosty. Nikt nie sili się na Barolo czy Chablis za trzy dyszki. Pojawi się natomiast uczciwa Kastylia, radośnie soczyste południe Francji. Jest też Chile w dobrych cenach, może nieco droższe, ale za to cudownie pijalne Niemcy od małych producentów (podstawy i tak nie przekroczą 40pln).

Nie wiem jak Wy, ale ja mam dosyć morza winiarskiego ścieku. Bulk wine, vin de merde i produkcji z odpadów (tak właśnie dyskonty potrafią kontraktować naprawdę dobrych producentów – nakłaniając ich do przerobienia winogron, które odpadły przy selekcji nawet najbardziej podstawowych etykiet! Pod marką firmy córki warto podpisać butelkę w ilości kilkuset tysięcy,  która zapewni spokojne przezimowanie z wysoce dodatnią sumą na koncie). Zatem rok 2013 ogłaszam ROKIEM PROFESJONALNYCH SKLEPÓW WINIARSKICH. Kochani, okres to będzie niełatwy – dla nich zwłaszcza. Kryzys daje się we znaki i kilku ciekawym miejscom może zagrozić zniknięcie z mapy Waszych zakupowych szlaków. Wpadajcie do nich częściej, w razie potrzeby pytajcie o tańszą ofertę. Każdy z chęcią ją sprowadzi, jeśli zajdzie taka potrzeba, pod warunkiem, że zaczniecie się pojawiać w jego sklepie regularniej. Nie dajmy się zwariować – dyskont czy market zawsze będzie w pierwszej kolejności dbał o cenę. A te maluchy po sąsiedzku, Ci winiarscy wariaci zawsze mają jakość na pierwszym planie. Zestawione z nią ceny też są uczciwsze!

wineshophomepage0011
pobrane z http://wineshopminnetonka.com/

P.S.
Nie mogę tutaj wymienić konkretnych nazw sklepów, importerów czy etykiet (ze względu na możliwe konsekwencje prawne), ale kilka faktów podpierających tezy zawarte w artykule:

  • Narzuty na wino w marketach i dyskontach nierzadko przekraczają 100% ceny zakupu (dot. zwłaszcza butelek samodzielnie importowanych).
  • Własny import sieci handlowych jest wysoko marżowany, ze względu na lepsze ceny zakupu (korzyści skali, wynikające z szerokiej dystrybucji). Rzadko zatem są to oferty wyjątkowo korzystne, a relacja ceny do jakości może wypadać gorzej niż w małych sklepach importerskich.
  • Produkty dostępne w super- i hipermarketach nierzadko muszą zarobić na trzech i więcej pośredników (np. bulk wine skupowany od dystrybutora, a nie producenta w Australii, sprowadzany jest w kadzi do UK lub Niemiec, rozlewany na miejscu przez importera, później kontraktowany przez polską firmę, a dopiero od niej kupowany przez sieć handlową. Cena rośnie z każdą transakcją kupna i sprzedaży).
  • Kolesiostwo w doborze oferty przez kupców w sieciach handlowych to norma. Łapówkarstwo tym bardziej. Spróbujcie wstawić na półki nawet najlepszej klasy produkt, w świetnej cenie, nie mając układów 🙂 Co gorsza, wszelkie zmiany odbywają się najczęściej w tej samej grupie osób, a rotacja dotyczy ich wymiany pomiędzy różnymi firmami. Wielu kupców oraz osób decyzyjnych w samych placówkach nie ma bladego pojęcia o winie. Ambitnej młodzieży nie dopuszcza się do głosu, żeby nie zepsuć lukratywnego układu.
  • Celem dużych importerów (a w większości tacy współpracują z sieciami) nie jest krzewienie kultury wina, tylko zysk liczony w kolejnych zerach na koncie (spójrzcie na przykład CW wraz z wydarzeniami ostatnich dni).
  • Oferta sieci i dużych importerów ma być budowana w oparciu o renomowane nazwy (najczęściej wypromowane marketingowo, a nie poprzez jakość – są rozpoznawalne dzięki reklamom). Wystarczy spojrzeć na roszady i wzajemne podkupywanie producentów przez największych graczy naszego kraju.
  • Jeśli chcecie przekonać się o większej uczciwości małych importerów – wystarczy, ze spojrzycie w cenniki hurtowe (niemal zawsze wygrywają z kolosami na glinianych nogach. Oby Ci zdziercy bankrutowali równie szybko jak LPDV).

P.P.S. Kto pierwszy podniesie rękawicę? 🙂

Beaujolais nouveau 2012

Zwyczajowo, w trzeci czwartek listopada rozpoczęliśmy świętowanie. Le Beaujolais nouveau est arrivé! Sok z gumijagód pijany milionami hektolitrów wyłącznie po to, żeby winiarze z Burgundii utrzymali dodatki cash flow. Bądźmy szczerzy – szkoda życia na „bożeble nuvo” – a jednak tradycja zobowiązuje.

Na szybko o Beaujolais nouveau:

  • produkowane w Burgundii, w apelacji Beaujolais
  • powstaje ze szczepu gamay
  • produkowane poprzez proces maceracji węglowej (bez ucisku prasy – sok wypływa pod ciężarem gron oraz poprzez ich pękanie, wywołane przez dwutlenek węgla – uboczny produkt fermentacji alkoholowej)
  • wina są owocowe, lekkie, właściwie bez tanin, ze stosunkowo wysokim cukrem resztkowym i niskim poziomem alkoholu
  • wypuszczane na rynek w 3 czwartek listopada
  • młode wino, butelkowane kilka tygodni po fermentacji
  • traktowane jako wyznacznik jakości rocznika
  • jest źródłem finansowania winnic przed wypuszczeniem win dojrzewających
  • najpopularniejsze w Japonii (!) i USA

Z założenia powinno być winem tanim, prostym, szybko uderzającym do głowy. Bardziej przypomina kompot niż jakościowy trunek. Takie też jest nasze dzisiejsze nouveau.

Beaujolais nouveau est arrive

Beaujolais nouveau 2012
Intermarche, 14,99pln

Bieżący rocznik jest bardziej kwasowy i generalnie prezentuje lepszą strukturę niż poprzedni. Aromaty zwyczajowe – od kwaśnej wiśni, przez gumę balonową i bananowe cukierki, aż po rozrzedzony sok malinowy. Nic wielkiego, ale czego się nie robi dla tradycji. Na zdrowie – butelka znika w 20 minut!

P.S. Dzisiejszy lekki ból głowy również zawdzięczam tej butelce. Mi wystarczy bożole na ten rok. Tradycji stało się zadość.