Archiwa tagu: Francja

Przed niedzielnym obiadem – rezerwacja u Baronów

W klimacie – dobry wybór na niedzielę:

CALVET RESERVE DES BARONS 2009
typ: czerwone, wytrawne, średniej wagi
region: Bordeaux, Francja
szczepy: merlot (80%), cabernet sauvignon (20%)
dojrzewanie: 12m-cy beczki
cena: ok. 35zł
import:Winarium (obecnie niedostępne)

[krótkim słowem wstępu] Maison Calvet, jako element Les Caves de Landiras, należy do ogromnych struktur GFC Planet, w skład których wchodzą dobrze znane z polskich marketów J.P.Chenet, Arthur Metz, czy biedroński Dulong. Ogromna produkcja nie przeszkadza jednak w zachowaniu przyzwoitej jakości, a pod szyldem spółki znajdziemy winiarzy niemal ze wszystkich regionów Francji.

Sam Calvet Reserve des Barons jest winem żywym, dobrze wyważonym i przyjemnym w piciu. W nosie przebijają się śliwki i czerwone owoce wraz z pestkami oraz sporo aromatów wędzonych i dymnych, aż po świeżo mieloną kawę (przemijają z czasem, zostawiając więcej owocowości).  W ustach dobrze skomponowane, z wysoką kwasowością i średniej siły taniną (nieco jeszcze szorstką). W smaku zbliżone do wrażeń z nosa, może z nieco większą dawką przypraw. Świetne do skomponowania z camembertem czy mimolettem. Z półroczniakiem od Grądzkiego też sprawdziło się nieźle. A jeśli planujecie kaczkę (bez orientalnych udziwnień), Calvet będzie dobrym wyborem.

Reklamy

Poważne zaczerwienienie #1

Wczoraj był dość niezwykły dzień, w którym nie brakowało wrażeń. Najpierw w strugach deszczu znajomi zabrali  nas nad jezioro, gdzie pod przyniesioną plandeką urządziliśmy sobie piknik. Całe szczęście pogoda poprawiła się po jakiejś godzinie i można było opuścić schron i rozpocząć bardziej typowe plażowanie. Równie ciekawe przeżycia zapewnił MineWine wieczorową porą, podczas degustacji kilku poważnych czerwonych etykiet z selekcji importera.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Na przepłukanie kubków smakowych Mariusz (prowadzący) przygotował doskonałego szampana Lenoble Premier Cru  Blanc de Noirs 2006. Mimo iż wino białe, to w 100% wyprodukowane z czerwonych gron pinot noir, zatem można wliczyć je w zestaw wieczoru. W nosie dojrzałe, z niuansami orzeszków solonych, skalistości, i z dodatkiem kolendry. W ustach doszła jeszcze nuta białej brzoskwini i skarmelizowanego jabłka. Piękny początek wieczoru, z szampanem dość ciężkim i bardzo wyrafinowanym. 91pkt!

Sięgając po szynkę parmeńską, próbowaliśmy połączyć ją z burgundem. Chateau de Monthelie Premier Cru 2007 (139pln) urzekło pięknym kolorem i bardzo klasycznym wyrazem – lekko pikantne i owocowe zarazem w nosie jak i ustach, z wycofaną w tło odrobiną acetonu i wiejskiego obejścia. Wyrafinowane, nie chciało się zbyt szybko otworzyć. Wino doskonałe i może zestawienie z szynką parmeńską nie było idealne (faktycznie klasyczny zestaw z przybeczkowanym sangiovese sprawdza się lepiej), ale wydobyło kilka ciekawych walorów aromatycznych. Natomiast do kaczki po Wielkopolsku będzie to kompan wprost genialny! Punktowo 89-90 oczek, ale podobno zyskał z dłuższym napowietrzeniem.

Susana Balbo Cabernet Sauvignon 2008 (89pln) już czekała w kolejce. Mały wyskok do Argentyny wniósł do kieliszków dym, pieczone owoce, konfiturę śliwkową, sporo kawy i czekolady w końcówce, a także kołaczący gdzieś w tle zapaszek kiszonej kapusty. Zatem idealnie nie tylko do steka, ale i bigosu na dziczyźnie. Nie do końca jest to mój styl, ale trzeba przyznać, iż to Mendoza w najlepszym wydaniu! Z pewnością nie jest to nowo światowy potwór. Wino na mocne 90pkt.

Równie ekspresyjny okazał się malbec Nosotros 2008 (459pln) od Domino del Plata, który na listę degustacyjną trafił dość niezapowiedzianie. Najpierw otworzył się nieco szpitalnym zapachem i jodyną, aby po chwili pokazać prawdziwą bombonierkę z likierami wszelakimi i nieziemską gamę smażonych owoców. Dalej nieco dymu i grillowanego mięsiwa. Wino ciężkie, mocno taniczne, aż nazbyt ekstraktywne, prawdziwa bomba aromatów. Ten styl trzeba lubić, ale nawet wśród osób za nim nieprzepadających (patrzcie ja osobiście) wzbudza respekt. Zamysłem autorów jest zrobienie najlepszego wina Argentyny. Czy się udało? – mam wątpliwości, ale niżej niż na 93pkt nie sposób je ocenić.

Jednym z hitów wieczoru był Clos Saint Jean Chateauneuf-du-Pape 2008. Pikantno-owocowy, z dodatkiem lawendy i wyrazistą konfiturą malinową z pieprzem. Mocny garbnik, spory alkohol, równoważąca wszystko kwasowość i lekkie posmaki palone w ustach (kawa + tytoń owocowy + czekolada z chili). Niby równie bogato i potężnie jak w nowo światowej Argentynie, ale jakoś bardziej dla ludzi, z większą elegancją. W pełni zasłużone 95pkt na mojej notce degustacyjnej i najlepsze wino pierwszej części degustacji.

A już jutro kilka słów o niesamowitej MAJORCE (!) oraz włoskiej klasyce z Veneto.

DALSZA CZĘŚĆ RECENZJI     —————->

WINNY WTOREK #31 – biała Francja z południa

Temat kolejnych Winnych Wtorków zapowiadał się obiecująco. Choć od początku wiedziałem, że znalezienie wina zgodnego z tematem nie będzie łatwe, to ochoczo ruszyłem na poszukiwania. Biała Dolina Rodanu okazała się sporym wyzwaniem dla rodzimego rynku winiarskiego (sprawdza się teza, że polscy importerzy po macoszemu traktują południe Francji). Wizyta w 3 sklepach winiarskich, markecie i w końcu delikatesach przyniosła tylko jedną możliwość wyboru – Crozes Hermitage z Marks&Spencer za 64,99pln. Nie kupiłem. Głównie dlatego, że z założenia nie nabywam w marketach win powyżej 40-50pln. Takie mam credo. Bo dysponując kwotą jak wyżej (na zakup wina rzecz jasna), chcę o nim usłyszeć kilka słów, poznać historię winiarza i dowiedzieć się o wskazówki komponowania go z potrawą. We wspomnianej sieci nie jest łatwo o takie dodatki, zatem sięgnąłem półkę niżej, gdzie licznie reprezentowane jest południe, zwłaszcza przez Pays d’Oc. Poszukałem czegoś ciekawszego niż typowy dla Rodanu viognier i oto co przyniosłem ze sobą do domu:

GRENACHE BLANC PAYS D’OC 2010
@Marks&Spencer, ok.25pln (aktualnie w promocji 18,19pln)
Południowa Francja, IGP Pays d’Oc

Prosto, łatwo i przyjemnie – tak w 3 słowach zaprezentowała się ta butelka. W barwie jasna słomka, w nosie średnio intensywne aromaty ananasa, białej brzoskwini, agrestu, zielonego i białego pieprzu oraz mniej przyjemny zapach zielonych liści po deszczu. W ustach cytrusowo, z odrobiną goryczy, świeżo i lekko. Zbyt mocno przebija alkohol, wino jest raczej płaskie i odrobinę nudnawe, ale do 20pln trudno wymagać więcej. Dobrze gasi pragnienie i nieźle sprawdza się z prostym jedzeniem, tłustym – ale nie maślanym – i dość pikantnym. Nieźle radzi sobie z przyprawami i oliwą, więc będzie świetne do sałatek, nawet z winegretem (ale już sos maślano-cytrynowy lub potrawy smażone na maśle z tymiankiem mogą okazać się zbyt wyraziste i stłumić wino całkowicie). Osobiście podałem do penne z łososiem i suszonymi pomidorami podsypanym płatkami migdałów, karmelizowanymi w miodzie lipowym – o dziwo zgrało się idealnie!

penne z suszonymi pomidorami, łososiem i migdałami karmelizowanymi w miodzie 🙂

Następnym razem zainwestuję w butelkę nieco więcej, bo jakoś dzisiejszy Winny Wtorek nie przekonał mnie do częstszego wyszukiwania południowej Francji w kolorze bieli. Grenache z M&S wybroniło się (głównie) promocyjną ceną. Za 18pln da się wypić!

Piłem i jadłem na koszt własny, w domowym zaciszu

Pozostali Winni Wtorkowicze po części podobnie do mnie – wypili jednak coś innego:

1. Kuba – Czerwone czy Białe (akurat Rodan, ale nie na lato)

2. Jongleur

3. Sstar

4. Mariusz – Pisane Winem

5. Białe nad czerwonym

Na [kapuczino] tylko do Mielżyńskiego!

Bardzo często ostatnimi czasy nasza blogosfera podejmuje tematykę butelek stosunkowo tanich, które jak wiadomo najłatwiej dostać w dyskontach, usilnie starających się podbić polski rynek. Całe szczęście mamy też importerów (mniejszych i większych), którzy potrafią dostarczyć fantastyczne doznania ze świata Bachanalii w kwocie nie przekraczającej magicznej bariery 30PLN (96% sprzedaży ilościowej wina w Polsce mieści się w tym przedziale cenowym). Ostatnimi dniami z tej półki wartościowej zauroczyło nas jedno z win od Mielżyńskiego i dlatego opinią na jego temat muszę się podzielić! Swego czasu pisał o nim krótko Wojtek Bońkowski na swoim blogu (co zresztą wywołało moją chęć zakupu), a butelka, którą chciałbym Wam zaprezentować to:

CAPUCINE

Region: VIN DE PAYS DE L’AUDE (Vin de pays d’Oc), FRANCJA

Producent: Château Ollieux Romanis

Szczepy: carignan, grenache, syrah, mourvèdre

Rocznik: 2009

Cena: 27 PLN

Dostępność: Mielżyński

OKO: Już na tym etapie Capucine okazuje się mile zaskakujące. Bardzo intensywna i głęboka barwa mahoniu, przypominająca czarne wina z Cahors. Rant fioletowy, świadczy o młodości degustowanego egzemplarza. Łzy dobrej jakości, tworzą się szybko, gęste i długie

NOS: Już pierwsze starcie z zapachem tego wina jest niezwykle intensywne i intrygujące. Po zamieszaniu w kieliszku i chwilowym napowietrzeniu robi się coraz ciekawiej, a wino szybko zmienia się z biegiem czasu. Warto je zdekantować, ale dosłownie tuż przed podaniem. Dłuższe napowietrzania powoduje lekką ucieczkę aromatów. Niesamowite są zwłaszcza spożywcze zapachy wydobywające się z kieliszka. Wędzonka i nuta dobrej jakości kabanosa to pierwsze elementy struktury aromatycznej jakie dotarły do moich receptorów. Później kolendra, eukaliptus, pokrzywa, dym i mnóstwo świeżego, przyjemnego owocu (czerwony i trochę jagody/śliwki) oraz nuty kawowe w posmaku (co mogłoby wyjaśniać nazwę butelki 🙂 ) Jest pięknie, przebogato i można rzec niestosownie w zestawieniu z ceną.

USTA: W strukturze nieznacznie dominuje kwasowość. Uzupełnia ją dość silnie rozgrzewający alkohol, a w tle wyczuwamy miękki garbnik. Wino pije się dobrze, z dużą chęcią sięgając po kolejny kieliszek. Całkiem cieliste, zwłaszcza jak na tą półkę cenową. W aromatach ust jest natomiast nieco świeższe niż w zapachu i mamy tu do czynienia z lekką niekonsekwencją, choć jej odbiór to raczej pozytywne zaskoczenie. Na pierwszy plan wysuwa się pokrzywa, później uzupełnia ją nieco zielony owoc, przechodzący wreszcie w lekką konfiturę  leśną oraz dymno-ziemiste nuty o posmaku wędzonki i kawowy finisz średniej długości. Znów piękna kompleksowość, można rzec absolutnie nieprzyzwoita w zestawieniu z ceną!

PODSUMOWANIE: Lekko niekonsekwentne i odrobinę niezrównoważone wino, ale bardzo pozytywnie odebrane przez wszystkie moje zmysły. Raczej średniej ciężkości, choć niektóre aromaty mogą być mocno przytłaczające i dawać wrażenie trudniejszego i cięższego trunku.

Pije się niesamowicie – zwłaszcza samo, bo wówczas nic nie przysłania jego walorów. Dobre do chorizo i wszelkich innych intensywnych wędlin lub mocno aromatyzowanych mięs. Sery dojrzewające też powinny dobrze odnaleźć się w tym towarzystwie.

Takie butelki jak Capucine udowadniają, że każdy działający na rynku dystrybutor win może przeciwstawić się dyskontom poprzez właściwą selekcję butelek. Dobra cena, wyjątkowa jakość – wino z serii MUSISZ SPRÓBOWAĆ. Przy kwocie 27PLN na paragonie w pełni zasługuje na jakieś 85 punktów!

Dyskontowa wojna winiarska – LIDL w natarciu cz. II

Pierwsza część degustacji win z Lidla objęła 3 czerwone butelki prosto z Włoch, które otrzymałem gratisowo do przetestowania. Wszystkie miały w sobie coś urzekającego i warto na nie poświęcić niewygórowane sumy, za jakie znalazły się na półkach dyskontu. I nie mówię tego, bo wina dostałem za darmo, tylko dlatego, że naprawdę mi smakowały. W ostatnim czasie pojawiły się liczne komentarze i artykuł sugerujący niejako, że my [blogerzy] przychylniej oceniamy produkty, które dostajemy GRATIS. Otóż moi drodzy – pozytywna ocena wina musi mieć swoje uzasadnienie w jego strukturze, aromatach i jakości. Jeśli takowe jest, to dlaczego mam nie ocenić go dobrze? Zazdrość, nienawiść do dyskontów i walki pomiędzy importerami odłóżmy póki co na bok i przeanalizujmy dalszą część DARMOWEJ przesyłki od LIDLA

Drugie podejście do tematu miało przybliżyć francuską klasykę. 3 etykiety z Bordeaux, z dobrych, wręcz wybitnych apelacji i udanych roczników. Zapowiadało się ciekawie i pełni zapału ekipą dwuosobową (czyli ja i moja lepsza połowa) zasiedliśmy do testów. Oto co nas czekało:

1. BLAYE COTES DE BORDEAUX

Region: Cotes de Bordeaux AOC

Rocznik: 2009

Producent: Leroy Chevalier

Cena: 19,99 PLN

OKO: Kolor głęboki, barwa ciemnej śliwy, silny fioletowy refleks i błysk na powierzchni. Łzy gęste, ale tworzą się wolno i ociężale spływają, bez wyraźnych długich „ogonów”

NOS: Już pierwszy dość intensywny, rozwija się z czasem, ale nieco gubi siłę (spory defekt). Aromaty dominujące to kompot z wiśni i obornik, z czasem świeża wiśnia, nieco zapachu pestek, drewna, jakaś babka z bakaliami i mokre siano.

USTA: Aromaty poziomki i kwiatu róży, może nieco drewna, niemal całkowicie niekonsekwentne z nosem. Struktura bardzo niezrównoważona – atakuje i całkowicie dominuje kwasowość, właściwie brak innych elementów składowych. Cukier niewyczuwalny, alkohol ledwie ociepla, garbnika prawie brak (ledwie lekki szron na przedniej wardze). Finisz krótki i kwaśny

PODSUMOWANIE: Niezrównoważone i niekonsekwentne, płaskie zwłaszcza w smaku i całkowicie zdominowane przez kwasowość. Osobiście nie mam nic przeciwko winom mocno wytrawnym i nawet bardzo kwaśnym, ale warunek jeden – musi nadrabiać resztą budowy (garbnikiem, alkoholem i nutą cukru). Wino jest totalnie zielone, trudne do przetrawienia i właściwie nie nadaje się na polski rynek. Może dobrze wypaść wyłącznie w zestawieniu z tłustymi potrawami (a zarazem bardzo delikatnymi smakowo), które należy mocno odświeżyć.

OCENA: 60pkt

Wino trafiło do zlewu! Przełknąłem, choć ledwo pierwszy łyk. Przemogłem się i przesączyłem nawet drugi, ale dalej już nie było siły. Naprawdę chciałem znaleźć w tej butelce chociaż coś, co zasługiwałoby na pochwałę, ale takiego kwasiora już dawno nie piłem. Rozpacz na twarzy, łzy w oczach i totalna blokada kubków smakowych oraz żołądka. Wina tak fatalnego i tak zdominowanego jednym elementem budowy nie potrafię sobie przypomnieć. Wylałem resztkę z kieliszka i całą zawartość butelki. KATASTROFA! A naprawdę odporność na winną kwasowość mam wysoką (chociażby zamiłowanie do niemieckich rieslingów i toureńskiego sauvignon blanc powinno o tym świadczyć :p )

2. CHATEAU MAISON NOBLE

Region: Bordeaux Superieur AOC

Rocznik: 2008

Producent: Chateau Maison Noble

Cena: 24,99 PLN

OKO: Barwa intensywna, rubinowa z fioletowym rantem, powierzchnia błyszcząca. Łzy raczej rzadkie, ale długie.

NOS: Pierwszy średnio intensywny, ewoluuje z czasem. Najpierw dym, obornik i wędzonka, co jest bardzo intrygującym zestawem. Po zamieszaniu pojawiają się zbliżone zapachy – mocno solony łosoś wędzony, bekon na paluchach z pieczywa oraz mocno przepocona skóra i zwierzęca sierść. W tle nuty konfitury śliwkowej, odrobina papryki i przypraw.

USTA: Dość dobra struktura, nieco niezrównoważona – intensywna, niemal dominująca kwasowość, którą goni garbnik z przyjemnym werwem, ładnie ściągający. Brakuje czegoś intensywniejszego w doznaniach, bo mimo 13,5% wino wydaje się ledwie średniej ciężkości. Największy problem to nierównowaga aromatów nosa i ust. Zostaje lekko dymny posmak, nieco suszonej śliwki i bardzo lekka wędzonka, ale wszystko robi wrażenie mocno wycofanego i zdecydowanie słabszego niż w nosie. Finisz średniej długości o posmaku wędzonych owoców.

PODSUMOWANIE: Wino jest intrygujące i całkiem ciekawe – zwłaszcza zapachowo. Trochę brak mu ciała, potężniejszej struktury, która potwierdziłaby bardzo silne i nietypowe aromaty. Wybija się kwas, ale to jedyna pozycja, w której nie dominuje całkowicie nad resztą i nie zabija smaku. Przechowywanie – korek z wiórów, krótki, ale niezłej jakości. Po wymianie na lepszy może kilka lat poleżeć i wówczas powinno ciekawie się rozwinąć. Wino zaskakuje, może nawet zasmakować, ale nie jest to produkt wybitny. Najciekawsze z pakietu i polecam butelkę – głównie do wąchania 🙂

OCENA: 75pkt

Butelkę warto zdekantować chociaż pół godziny przed podaniem. Jest trochę zbyt kwasowe, ale ujdzie w tłumie. Warte zakupu dla każdego kto lubi wąchać i rozmyślać nad butelką, i komu nie przeszkadza wysoka wytrawność odkwasowa. Spodziewałem się czegoś lepszego, ale zestawiając jakość z ceną i tak jest nieźle!

3. CHATEAU LILIAN LADOUYS

Region: Saint-Estephe Cru Bourgeois AOC

Rocznik: 2006

Producent: Chateau Lilian Ladouys

Cena: 49,99 PLN

OKO: Bardzo głęboki, ciemny kolor mahoniu, z wiśniowym rantem. Łzy długie i gęste wysokiej jakości świadczące o dużej ekstraktywności

NOS: Pierwszy średniej intensywności. Z czasem rozwija się i nieco intensyfikuje. Wyraźnie czuć wiśnie w czekoladzie z likierem waniliowym, jest nuta konfitur żurawinowych, trochę suszu owocowego i kwiatu dzikiej róży. W tle lekkie zapachy skórzane i nieco dymu tytoniowego.

USTA: Wyraźna kwasowość oraz wyczuwalny ładunek garbnika – te elementy dominują w budowie, choć kwas po raz kolejny góruje nad wszystkim. Do kompletu mamy dość rozgrzewający alkohol. Odczucia obecności cukru nie ma w ogóle. Kompleksowo jest to wino o średnio mocnej strukturze. Aromaty w ustach zbliżone do tych z zapachu, ale znów niejako stłumione kwasowością. Czegoś znów brakuje.

PODSUMOWANIE: Lekko niezrównoważone wino o niekonsekwentnej sile aromatów. Średnio ciężkie nawet do ciężkiego, z przyjemnym i ciekawym nosem, ale przeciętnym smakiem. Garbnik znów nie potrafi dogonić kwasowości. Jak najbardziej można je zostawić jeszcze na kilka lat, aby rozwinęły się aromaty i złagodziła struktura. Obawiam się tylko, że wówczas będzie zbyt puste. W kwestii doboru do potraw – zdecydowanie lekkie mięsa nieco wyższej jakości (jagnięcina, cielęcina). Najlepsze jakościowo z całego pakietu francuskiego, który otrzymałem do degustacji, ale bez fajerwerków. Poprzednia butelka była bardziej intrygująca i zaskakiwała zwłaszcza w zapachu, tutaj jest nieco pełniej i bardziej ambitnie. Ale za kwotę 49,99 nie kupię tego produktu.

OCENA: 77pkt

Finalnie mogę powiedzieć jedno – jak na polski rynek jest zbyt wytrawnie i zbyt kwasowo. Rozumiem, że klasyczne francuskie wina potrafią takie być i są ich wielcy fanatycy. U nas to nie przejdzie. Owe butelki (może poza CHATEAU MAISON NOBLE ) nie nadają się na polskie stoły, dla naszych żołądków, ani kubków smakowych. Kiedy jeden element struktury zabija niemal wszystko co winie można znaleźć ciekawego, to nie ma zabawy. W tym wypadku jest to kwas, w nowym świecie często garbnik. Ile razy mówi się o przebeczkowanym australijskim chardonnay? Tutaj mamy genialny przykład przekwaszenia dobrych win. Bo (O DZIWO!) wszystkie zwłaszcza w nosie wykazują znamiona dobrej jakości i przepięknie otwierają się z aromatami w czasie. Acz struktura zabija całą radość picia. Niestety ja jestem na NIE, niezależnie co uważają pozostali krytycy i blogerzy. Nie mam zamiaru tych butelek bronić, bo nie warto, a Lidl powinien staranniej swoje francuskie wina selekcjonować. Jeśli te słowa spowodują, że więcej paczki do degustacji nie otrzymam – TRUDNO. Blog jest po to, by prezentować moje stanowisko i ono się nie zmieni. Tym samym pozdrawiam wszystkie popierdółki, które twierdzą, że blogerzy nigdy nie oceniają negatywnie darmowych produktów, otrzymanych w prezencie od dystrybutorów. Jak coś jest do d… to takie właśnie jest i głośno trzeba o tym mówić. Miłego wieczoru WINE TASTINGOWCY!

P.S. Wina złagodniały nieco na drugi dzień, lekko wybyła kwasowość, ale pogubiły się także aromaty. Coś tu jawnie nie gra!

P.P.S. Wina nie są fatalne – są nie w moim stylu, dlatego wg ogólnych norm punktacji oceniam je jako przeciętne. Nadmierna kwasowość jest dużą przeszkodą w czerpaniu przyjemności z ich picia, głównie dlatego mi nie odpowiadają.

Petit Chablis – czyli kolejna odsłona małych, a jednak wielkich!

Po wspaniałym odkrywaniu niezwykłych win Adolfa Schicka z Winiarni w Puszczykowie dziś nadarzyła się okazja spróbowania innego WIELKIEGO malucha. Petit Chablis, czyli formalnie najniżej postawione w rankingu apelacyjnym wino z AOC Chablis. Pod lupę trafiła butelka od Jean Durup & Fils, którą Mateusz nabył w MineWine.

NazwaPetit Chablis – L’Eglantière

ProducentJean Durup & Fils

Apelacja: AOC Chablis, Petit Chablis

Szczep: 100% Chardonnay

Rocznik: 2010

Kupione w: Mine Wine

Cena: 49PLN

OKO

Przede wszystkim typowa barwa – blade, słomkowe, delikatne w kolorze wino

NOS

Delikatny i pierwszy i drugi. Na pierwszym planie trawa cytrynowa i jakiś rodzaj ziemistości. Później nieco placka drożdżowego. Przez wszystko przebijają się zapachy kwiatowe. Wszystko przyjemne choć bardzo kruche. Z czasem i po lekkim ogrzaniu daleko w tle pojawia się nuta dymu

USTA

Niesamowita kompleksowość aromatów jakie wyczuwamy i piękne przejścia pomiędzy partiami zapachowymi. Zaczyna się świeżością cytrusów, później kwasowe niuanse. Długi finisz, w którym wyraźnie pojawia się tost z roztopionym masłem. Mocne wrażenie beczkowości, gdzie dębiny absolutnie nie użyto. Coś jakby odrobina perlistości. Brak tu konsekwencji z nosem, ale zaskoczenie jest miłe i działa bardziej in plus dla wina. Budowa bardzo przyzwoita – wyraźna kwasowość, nieco ostra, pozostawia uczucie ściągania na przodzie podniebienia. Alkohol miło grzeje choć pozostaje nieco w tle. Cukier również wycofany, ale gdzieś daleko nutę słodyczy można poczuć.

PODSUMOWANIE

Niezwykle przyzwoita butelka w dobrej cenie. Warta zachodu zwłaszcza dla tych, którzy chcą poczuć prawdziwe Chablis – choć dość proste to i tak na wysokim poziomie. Dobrze i lekko się to pije, a jednocześnie aromatyczne bogactwo i elegancja wina sprawia, że nie sposób go nie chwalić. Butelka, która powinna wejść na salony – w markowym garniturze, choć bez krawata. Taki Fiat 500 w kategorii Chablis – choć podstawowy to urzeka, rzuca się w oczy i zapada w pamięć. Kurczę i to jest taki trochę szampan bez bąbelków w dobrym wydaniu. Ja jestem za tym winem! 🙂

OCENA: 85 pkt