Archiwa tagu: wina czerwone

Vina Jokin Crianza 2006

Hiszpania potrafi zaskakiwać, Navarrę od dawna traktuję jako jeden z najlepszych regionów winiarskich świata, ale żeby takie rzeczy! I to za tak niewielkie pieniadze!? To już lekka przesada – gdybym miał wybierać wino roku pod względem stosunku cena/jakość, to macie je poniżej:

Vina Jokin Crianza 2006

typ: czerwone, wytrawne, średniej ciężkości
region: Navarra, Hiszpania
producent: Bodegas Marques de Montecierzo (Bodegas Emergente)
szczepy: tempranillo, merlot, cabernet sauvignon
rocznik: 2006
dojrzewanie: 12m-cy dąb francuski i amerykański
cena: 23pln
importer: Wina Konesera

ocena: 4 

Barwa ciemna, wciąż ze sporą ilością fioletowych refleksów. W nosie zaczyna bardzo owocowo (truskawka i malina, trochę porzeczek), później pojawiają się nuty pestkowe (wiśnia), korzenne oraz herbaciane i w końcu tytoniowe. W ustach podobnie – najpierw sporo owocu, następnie nieco pestek z wiśni, później przyprawy, aż wreszcie owocowy tytoń i odrobina delikatnie palonej kawy. Kwasowość doskonale ułożona i świetnie skomponowana, alkohol towarzyszy delikatnie i w ogóle nie wybija się ze struktury, taniny wydają się miękkie, choć są wyraźnie wyczuwalne, w pakiecie dochodzi beczkowa dojrzałość z nutą goryczy. Wino sprawuje się fantastycznie, zwłaszcza przy kwocie na paragonie. To absolutny hit jakości w stosunku do ceny! W dodatku jest idealnie dojrzałe i przez najbliższy rok zdecydowanie należy otwierać butelki z 2006!

Wino pochodzi z portfolio mojego pracodawcy, ale do testów kupowałem je samodzielnie, z niewielkim rabatem. Ocena dwuosobowa – naprawdę warto.

Przed niedzielnym obiadem – rezerwacja u Baronów

W klimacie – dobry wybór na niedzielę:

CALVET RESERVE DES BARONS 2009
typ: czerwone, wytrawne, średniej wagi
region: Bordeaux, Francja
szczepy: merlot (80%), cabernet sauvignon (20%)
dojrzewanie: 12m-cy beczki
cena: ok. 35zł
import:Winarium (obecnie niedostępne)

[krótkim słowem wstępu] Maison Calvet, jako element Les Caves de Landiras, należy do ogromnych struktur GFC Planet, w skład których wchodzą dobrze znane z polskich marketów J.P.Chenet, Arthur Metz, czy biedroński Dulong. Ogromna produkcja nie przeszkadza jednak w zachowaniu przyzwoitej jakości, a pod szyldem spółki znajdziemy winiarzy niemal ze wszystkich regionów Francji.

Sam Calvet Reserve des Barons jest winem żywym, dobrze wyważonym i przyjemnym w piciu. W nosie przebijają się śliwki i czerwone owoce wraz z pestkami oraz sporo aromatów wędzonych i dymnych, aż po świeżo mieloną kawę (przemijają z czasem, zostawiając więcej owocowości).  W ustach dobrze skomponowane, z wysoką kwasowością i średniej siły taniną (nieco jeszcze szorstką). W smaku zbliżone do wrażeń z nosa, może z nieco większą dawką przypraw. Świetne do skomponowania z camembertem czy mimolettem. Z półroczniakiem od Grądzkiego też sprawdziło się nieźle. A jeśli planujecie kaczkę (bez orientalnych udziwnień), Calvet będzie dobrym wyborem.

Poważne zaczerwienienie #2

<————- pierwsza część recenzji

Zanim zaczniemy rozprawiać o najbardziej oczekiwanym winie wieczoru, wybierzemy się w krótką podróż na Majorkę. Któż mógł pomyśleć, że z owej wakacyjnej destynacji, przyjdzie nam degustować wino tak potężne i niespotykane! Anima Negra AN 2007 (z lokalnych szczepów callet, manto negro i fogoneu) od samego początku zaatakowało silnie beczkowo-dymnym aromatem, przypominającym grillowaną w boczku śliwkę oraz popiół z ogniska. Z czasem wino przechodziło (zarówno w ustach jak i nosie) w posmak prażonych owoców oraz korzenno-kawowy. Ciężkie – mocno alkoholowe (14%), ze sporym odczuciem słodyczy i wyraźną taniną. Posmaku nie można pozbyć się z ust. Do krojenia nożem – niesamowity ekstrakt i mięsistość. Raczej dla fanatyków gatunku, ale zrobione genialnie. 92pkt za 182pln.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Przejdźmy do owej perełki, na którą wszyscy pewnie czekają – Stefano Accordini Amarone della Valpolicella Vigneto il Fornetto 2004 (495pln). Krótko, bo nie ma sensu przeciągać. Cudowne. Pełne, mięsiste, z niekończącym się finiszem, szlachetnym bogactwem aromatów (wśród których dominuje likierowa wiśnia, owocowy tytoń, kakao i migdałowo-korzenne posmaki). Idealna wręcz równowaga i nieopisana głębia smaku. Wspaniałe z gorzką czekoladą. Pierwsze wino, przy którym zastanowiłem się nad oceną maksymalną. Finalnie – 98pkt. Cena niestety zaporowa.

Jest jednak rozwiązanie, aby poczuć skrawek uniesień wypełniających dionizyjskie superego bez rujnowania portfela jak w powyższym przykładzie, a nazywa się Le Bignele Valpolicella Classico Superiore Ripasso 2009 (ok. 65pln). To wino jest doskonałym wstępem do Amarone – cudownie aromatyczne, intensywne, wyraziste, świetnie ułożone. Aromaty wiśniowe przeplatają się z migdałami, owocami lasu i  posmakiem rodzynek w czekoladzie. Najlepszy stosunek jakości do ceny podczas całej degustacji. Naprawdę świetne wino, a ocena i dokładniejszy opis tej butelki pojawi się na blogu w osobnym wpisie (ale zasługuje na ok. 90pkt). Tak samo jak poprzednią butelkę można je śmiało łączyć z gorzką czekoladą.

A na koniec nie dość, że zjedliśmy nieco fantastycznego roqueforta, to zapiliśmy go cudownym Le Bignele Recioto Della Valpolicella Classico 2009 (ok. 130pln). Świetny słodziak z podsuszanych gron, z likierem wiśniowym i rumowymi elementami w aromatach. Do tego przyprawy korzenne (zwłaszcza cynamon), czekolada ze świeżo paloną kawą i cały zestaw konfitur z ciemnych i czerwonych owoców. Fantastyczna butelka na 94pkt.

Tak zaprezentowały się wina – a do kompletu fantastyczna atmosfera, wspaniali ludzie zebrani wokół owych win i genialny prowadzący (Mario tak trzymaj!). Całość trwała ponad 4 godziny i nawet przez minutę nie było nudno! Imprezy tego typu w MineWine nie są tanie, ale opłaca się wydać trzycyfrową kwotę, aby przepić owe cuda z doskonałym komentarzem.

Ta degustacja to jeden z moich najlepszych wydatków winiarskich tego roku! POLECAM!

Poważne zaczerwienienie #1

Wczoraj był dość niezwykły dzień, w którym nie brakowało wrażeń. Najpierw w strugach deszczu znajomi zabrali  nas nad jezioro, gdzie pod przyniesioną plandeką urządziliśmy sobie piknik. Całe szczęście pogoda poprawiła się po jakiejś godzinie i można było opuścić schron i rozpocząć bardziej typowe plażowanie. Równie ciekawe przeżycia zapewnił MineWine wieczorową porą, podczas degustacji kilku poważnych czerwonych etykiet z selekcji importera.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Na przepłukanie kubków smakowych Mariusz (prowadzący) przygotował doskonałego szampana Lenoble Premier Cru  Blanc de Noirs 2006. Mimo iż wino białe, to w 100% wyprodukowane z czerwonych gron pinot noir, zatem można wliczyć je w zestaw wieczoru. W nosie dojrzałe, z niuansami orzeszków solonych, skalistości, i z dodatkiem kolendry. W ustach doszła jeszcze nuta białej brzoskwini i skarmelizowanego jabłka. Piękny początek wieczoru, z szampanem dość ciężkim i bardzo wyrafinowanym. 91pkt!

Sięgając po szynkę parmeńską, próbowaliśmy połączyć ją z burgundem. Chateau de Monthelie Premier Cru 2007 (139pln) urzekło pięknym kolorem i bardzo klasycznym wyrazem – lekko pikantne i owocowe zarazem w nosie jak i ustach, z wycofaną w tło odrobiną acetonu i wiejskiego obejścia. Wyrafinowane, nie chciało się zbyt szybko otworzyć. Wino doskonałe i może zestawienie z szynką parmeńską nie było idealne (faktycznie klasyczny zestaw z przybeczkowanym sangiovese sprawdza się lepiej), ale wydobyło kilka ciekawych walorów aromatycznych. Natomiast do kaczki po Wielkopolsku będzie to kompan wprost genialny! Punktowo 89-90 oczek, ale podobno zyskał z dłuższym napowietrzeniem.

Susana Balbo Cabernet Sauvignon 2008 (89pln) już czekała w kolejce. Mały wyskok do Argentyny wniósł do kieliszków dym, pieczone owoce, konfiturę śliwkową, sporo kawy i czekolady w końcówce, a także kołaczący gdzieś w tle zapaszek kiszonej kapusty. Zatem idealnie nie tylko do steka, ale i bigosu na dziczyźnie. Nie do końca jest to mój styl, ale trzeba przyznać, iż to Mendoza w najlepszym wydaniu! Z pewnością nie jest to nowo światowy potwór. Wino na mocne 90pkt.

Równie ekspresyjny okazał się malbec Nosotros 2008 (459pln) od Domino del Plata, który na listę degustacyjną trafił dość niezapowiedzianie. Najpierw otworzył się nieco szpitalnym zapachem i jodyną, aby po chwili pokazać prawdziwą bombonierkę z likierami wszelakimi i nieziemską gamę smażonych owoców. Dalej nieco dymu i grillowanego mięsiwa. Wino ciężkie, mocno taniczne, aż nazbyt ekstraktywne, prawdziwa bomba aromatów. Ten styl trzeba lubić, ale nawet wśród osób za nim nieprzepadających (patrzcie ja osobiście) wzbudza respekt. Zamysłem autorów jest zrobienie najlepszego wina Argentyny. Czy się udało? – mam wątpliwości, ale niżej niż na 93pkt nie sposób je ocenić.

Jednym z hitów wieczoru był Clos Saint Jean Chateauneuf-du-Pape 2008. Pikantno-owocowy, z dodatkiem lawendy i wyrazistą konfiturą malinową z pieprzem. Mocny garbnik, spory alkohol, równoważąca wszystko kwasowość i lekkie posmaki palone w ustach (kawa + tytoń owocowy + czekolada z chili). Niby równie bogato i potężnie jak w nowo światowej Argentynie, ale jakoś bardziej dla ludzi, z większą elegancją. W pełni zasłużone 95pkt na mojej notce degustacyjnej i najlepsze wino pierwszej części degustacji.

A już jutro kilka słów o niesamowitej MAJORCE (!) oraz włoskiej klasyce z Veneto.

DALSZA CZĘŚĆ RECENZJI     —————->

Sycylijskie klimaty. Bud Break 2012.

Bud Break Tasting zawsze wzbudza emocje w sercu Winoluba. W tym roku, 12.05.2012, Mielżyński pokazał kilka nowych etykiet, świeżo ściągniętych z Sycylii, ale i butelki dobrze znane stałym bywalcom Burakowskiej i City Parku. Poznańska degustacja nie przypominała już pompy z poprzedniego dnia w Warszawie. Zjawił się tylko jeden winiarz i nieco mniej osób na samej degustacji. Było to jednak fantastyczne święto wina, jak zwykle doskonale zorganizowane, ze świetną selekcją butelek i bezbłędną obsługą.

Zaczynajmy zatem! CANTINE SETTESOLI to zrzeszenie ponad 2000 winogrodników, którzy pod kilkoma seriami tworzą ciekawe wina w rozsądnych cenach.  Świetny owoc, dobrze wkomponowana kwasowość i alkohol, duża radość z picia, ale bez większych emocji i fajerwerków. Tak prezentują się podstawowe butelki MANDRAROSSA. Przyjemne, białe GRECANICO za 36pln (było o nim tutaj) oraz świetna czerwień NERO D’AVOLA (39pln?). BONERA (kupaż nero d’Avola 50%, cabernet sauvignon 25% cabernet franc 25%) doskonale łączy aromaty świeże z beczkowymi, wkomponowane w zbalansowaną strukturę. CAVADISERPE było najbardziej muskularne spośród wszystkich. Niektórym może wydać się nieco przesadzone, ale jest doskonale zrobione, z mnóstwem aromatów owocowych i pikantnych oraz wyrazistą strukturą. Settesoli to najbardziej komercyjny producent całej degustacji i nie można mieć tutaj żadnych wątpliwości – spodoba się szerokiemu gronu odbiorców!

CASTELLUCCI MIANO zaskoczyło najpierw intensywnie owocowym MIANO 2011, ze szczepu cataratto – białym autochtonem sycylijskim, o landrynkowych aromatach owoców egzotycznych i świeżo skoszonej trawy. Dobra kwasowość uzupełniała całość, dając bardzo ciekawe wino. SYRAH 2009 ukazywał leśną owocowość wzbogaconą o nuty skaliste. Bardzo przyzwoite wino, z południowym charakterem, choć bez sztucznego nadęcia – z pewnością warte 48,50pln na paragonie. PerricOne 2009 przywitał nas lekko ziemistymi aromatami połączonymi z czystym, dość intensywnym owocem, przy jednocześnie dość niekrzesanej budowie. Ciekawie rokujące wino, choć nieco drogie w zestawieniu z jakością (87pln).

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

TENUTA DI FESSINA to kolejny nowy producent w portfolio Mielżyńskiego. NAKONE CHARDONNAY 2010 zwróciło uwagę aromatami kredowo-wapiennymi i niezwykłą subtelnością zarówno smaku jak i struktury. W niczym nie przypomina typowego (dość tandetnego) wydania chardonnay z ciepłych regionów południowych. Jeszcze niedostępne, ale wkrótce pojawi się w cenie ok. 60pln. W czerwieni królowało nerello mascalese – kolejny szczep endemiczny rodem z Sycylii. ERSE ROSSO 2009 (85pln) to popis mineralności, uzupełnionej eleganckim owocem. Nic w tym winie nie jest przesadzone, nic nie jest nachalne, ale też nie ma tu oczywistości. Jeśli lubicie pomedytować nad kieliszkiem – to pozycja dla Was! IL MUSMECI ETNA ROSSO 2008, zbliżone do poprzednika w aromatach, ale bardziej wyraziste, cięższe, z mocną kwasowością i garbnikiem. Świetne wino, choć z zaporową – przynajmniej dla mnie – ceną (ok. 180pln).

Na koniec swoje 5 minut otrzymała wszystkim znana ZISOLA. Rodzina Mazzei, legenda supertoskanów, na Sycylii robi wina zbliżone w charakterze – intensywne, ciężkie, bardzo ekstraktywne i niezwykle aromatyczne. Modernizm stylu, ale na najwyższym poziomie. W przypadku ZISOLI 2009 (79pln) mamy świetnie ułożoną już strukturę, z dobrym (czerwonym) owocem, uzupełnionym o beczkowe aromaty. DOPPIOZETA 2008 (150pln) to bardziej przysadzisty zawodnik – aromaty petrochemiczne, silnie wyczuwalny leśny owoc i bardzo wyraźna beczka. Sporo dojrzałej goryczy, mocny i suszący garbnik, znacząca kwasowość, ale i nuta słodyczy dojrzałego owocu. Finisz kawowo-czekoladowy. Z pewnością warto dać mu jeszcze czas na leżakowanie. Ale kompozycja jest pociągająca niczym Monica Bellucci jako Malena.

Zisola – mocny i pociągający akcent na koniec degustacji niczym Malena!

12 butelek i wszystkie godne polecenia. Nie mają wspólnego mianownika – każda jest na swój indywidualny sposób fascynująca. I wcale nie trzeba pokazywać setki win, aby udowodnić, jak doskonałe etykiety posiada się w ofercie. Wielkie brawa za pokazanie Sycylii, jakiej chyba nikt się nie spodziewał – mineralnej, trudnej, medytacyjnej, mniej owocowej.  ‘Wyspa jak wulkan gorąca!’

WINNE WTORKI w PIKA PIKA #1 – PINOTAGE z RPA

Udało się! W Poznaniu Winne Wtorki przeszły w „plener”. Razem z Kubą z Czerwone czy Białe oraz tapas barem Pika Pika przenieśliśmy cały event z rzeczywistości wirtualnej do świata realnego! Przede wszystkim dziękujemy wszystkim za przybycie, a Pika Pika za udostępnienie miejsca. Kolejne spotkania już się szykują, a o wszystkim możecie dowiedzieć się, śledząc profil Winnych Poznania na FB.

Przejdźmy jednak do naszych pierwszych Winnych Wtorków w realu. Zebrało się 18 osób i 11 butelek do spróbowania. Temat wydawał się wdzięczny – Pinotage z RPA, będący flagowym szczepem kraju. Udało się uniknąć powtórek w etykietach (duży sukces) – każdy uczestnik (a właściwie każda dwójka, bo takie było założenie) przyniosła zgoła odmienną butelkę. Szczep przedegustowaliśmy szeroko, próbując win z większości istotnych regionów RPA (głównie Paarl, Stellenbosch, Cape Town, Worcester). Z technicznych faktów dowiedzieliśmy się, że głównie w użyciu są beczki francuskie (przynajmniej dla Pinotage). Prawo regionalne to mrzonka – wystarczy by wino było wyprodukowane zaledwie w 75% z gron danego szczepu i z określonego regionu,  aby otrzymać potwierdzoną prawnie nazwę pochodzenia. Poznaliśmy także sporą ilość producentów, prowadzących zarówno z małe winnice autorskie jak i ogromne fabryki win marketowych. Grono importerów równie zacne, głównie tych dużych, ogólnopolskich. Mimo całej różnorodności degustacji wniosek nasuwa się jednak tylko jeden – Pinotage jest nudny, daje słabe rezultaty, a wina niewiele się między sobą różnią. Wszystkie były mdłe i dość nijakie. Wybroniły się tylko poniższe 4 etykiety, z większa dawką owoców i świeżości:

top 4 całej degustacji

LYNGROVE COLLECTION PINOTAGE 2010
region: Stellenbosch
import: Dom Wina
cena: ok. 39 PLN
Jedno z niewielu świeżych win całej degustacji. Posiadało wyraźne nuty owocowe, co od razu zwróciło uwagę w natłoku aromatów smoły i asfaltu. Całkiem przyjemne w piciu, choć nieco bez wyrazu i dość krótkie.

BACKSBERG PINOTAGE 2009
region: Paarl
import: Winosfera
cena: 47 PLN
Ciekawe, dość lekkie i młode wino. Pierwsze, o którym odważyliśmy się powiedzieć dobre (tudzież całkiem dobre). Wyraźny owocowy charakter, z lekką słodyczą w tle i bardzo delikatną taniną oraz żywą kwasowością (BOŻE w końcu!). Nic wielkiego, ale po wcześniej próbowanych butelkach wypadło pozytywnie.

WINDMEUL KELDER PINOTAGE 2009
region: Paarl
import: Winarium
cena: 35 PLN
Wyjątkowo dobry stosunek jakości do ceny! Nieźle zachowana równowaga w budowie  i ładna kompozycja aromatów (owoc, tytoń, czekolada), dobrze wsparte używaną beczką francuską.

FLAGSTONE WRITERS BLOCK PINOTAGE 2008
region: Stellenbosch
import: Centrum Wina
cena: 159PLN
Zdecydowanie było to wino wieczoru. Kompleksowe, bogate aromatycznie, ze zrównoważoną (i dojrzałą) strukturą, jedyne które sprawiało prawdziwą przyjemność. Jego problemem jest jednak cena. Osobiście mam wrażenie, że to mocno przepłacona butelka, choć mogę się mylić.

wina słabe, ale widoki piękne!

Całą degustację zdominowały jednak aromaty świeżo wylanego asfaltu, spalonych opon, przegotowanego kompotu i gumowego węża ogrodowego. O świeżości raczej zapomnijcie sięgając po Pinotage. Częściej zdarzą się karykatury win, z wybujałym poziomem alkoholu, będącym najsilniej wyczuwalnym elementem w każdym łyku, który zabija jakąkolwiek strukturę. Kwasowej świeżości raczej nie uraczycie. Krótko podsumowując – zwolennikiem Pinotage raczej nie zostanę, a to starcie ze słynnym szczepem skończyło się dokładnie tak samo, jak wszystkie poprzednie – sporą dawką zniesmaczenia. Co jednak podoba mi się w tych dobrych egzemplarzach – potrafią pachnieć gumą malinową, bananem i całą gamą innych owoców egzotycznych. Są łatwe w piciu, ale unikają tandetnej lekkości. Sporo pojawia się czekolady zwłaszcza w posmaku. Nie skreślam tego szczepu, ale nadal nie mam do niego szczęścia.

Sama impreza wyszła przednio! Było dużo śmiechu i dobrej zabawy, z winem w tle. Nie można narzekać na frekwencję, jakość obsługi w Pika Pika również stała na dobrym poziomie. Przede wszystkim była to doskonała okazja żeby się spotkać i pogadać nie tylko o winie. A już wkrótce kolejne Winne Wtorki – tym razem z białym Bordeaux w roli głównej. Będzie zatem zdecydowanie ciekawiej!

dobry humor nas nie opuszczał!

Pozostali Winni Wtorkowicze:

Czerwone czy Białe?

Sstarwines

Winne Przygody

Białe nad czerwonym

Pisane Winem