Archiwa kategorii: czerwone słodkie

RIFFEL – Hesja bez zobowiązań

Wakacyjne myśli uciekają gdzieś daleko za horyzont. Zarzućcie zatem plecaki i spakujcie Waszego ulubionego silvanera bądź rieslinga, bo dziś wycieczka będzie długa, na sam zachodni skrawek Hesji Nadreńskiej. Wybieramy się do sielskiego miasteczka Bingen-Büdesheim. W drzwiach wita nas przesympatyczne małżeństwo Państwa Riffel, a Ecovin obwieszcza wszystkim, że działamy w zgodzie z naturą. Carolin prowadzi nas na wewnętrzny taras, gdzie już czeka nasz stolik degustacyjny. Obok zasiada dwójka Węgrów. Już po chwili orientujemy się, że to ich dobrzy znajomi – mały importer z okolic Budapesztu. Czytaj dalej RIFFEL – Hesja bez zobowiązań

Reklamy

Polsko-gruziński mariaż z winem w tle

Wino i ser to zawsze dobre połączenie. Zwłaszcza gdy zestawiamy polskie sery zagrodowe z ciekawostkami winiarskimi rodem z Gruzji. Pod tym znakiem upłynęło niedawno spotkanie w podpoznańskim sklepie firmowym Domu Wina w Skórzewie.

Zestawienie serów produkowanych przez Frontierę z gruzińskimi winami było nie lada rarytasem. Młode, delikatne wytwory na bazie owczego mleka świetnie sprawdziły się z podstawową bielą w wytrawnej edycji – Georgian Valleys Tbilisi 2010. Wino nieco mnie uwiodło dość chłodnym doznaniem w nosie, nutą kamienności. Usta rześkie i owocowe o lekko kredowym posmaku. 100% lokalnego rkatsiteli. Generalnie przyzwoita butelka za rozsądne pieniądze (22,50pln).

Georgian Valleys Tibilvino 2010 to kolejna przyzwoita lokata kapitału (za kwotę jak powyżej). Lekkie wino, o wyraźnie owocowym charakterze. Nic wielkiego, ale pije się łatwo i przyjemnie opłukuje usta czerwonym i leśnym owocem. Nieźle ułożone, z przyjemną, choć trochę wycofaną kwasowością. Nawet dość długie.

W kolejce pojawiły się wina półsłodkie (czyli prawdziwa tradycja gruzińska) a razem z nimi ser pleśniowy typu blue. W pierwszym przypadku – Georgian Valleys  Alazani Valley – muszę przyznać, że Frontiera urzekła mnie bardziej niż wino. Niby dobre, słodycz zrównoważona kwasowością, ale… trochę brakło ciała i zbyt lekko spływało przez gardło. Nieco esencjonalne braki – odrobinę wiało nudą z kieliszka. Całość nadrobiła jednak półsłodka czerwień!

Georgian Valleys Kindzmarauli to już zupełnie inna klasa. W ustach mocne doznania owocowe od przejrzałych malin, aż po pestki wiśni i nuty herbaciano-syropowe. Wyrazista kwasowość, doskonale komponuje się ze słodyczą tego wina. Budowy dopełnia miękki garbnik. Świetnie ułożone, ciekawe aromatycznie i z charakterem – można śmiało powiedzieć, że to klasyka gruzińskiej półsłodyczy. A do kompletu twardy, dojrzewający ser, o pikantnym smaku i wyrazistym aromacie – dżersejan. Świetne zestawienie! A i z niebieskim pasowało rewelacyjnie.

Tak oto kolejne polskie sery znajdują sobie kompana winiarskiego z dalekiego kraju. Degustacja w Skórzewskim salonie Domu Wina była naprawdę interesującym tematem i mam nadzieję, że w Poznaniu coraz więcej takich wydarzeń będzie miało miejsce. Co cieszy mnie szczególnie to fakt, że poza winem promujemy też polskie produkty regionalne, z małych gospodarstw ekologicznych, gdzie ponad wszystkim stoi pasja i prawdziwy, szczodry smak!

Poważne zaczerwienienie #2

<————- pierwsza część recenzji

Zanim zaczniemy rozprawiać o najbardziej oczekiwanym winie wieczoru, wybierzemy się w krótką podróż na Majorkę. Któż mógł pomyśleć, że z owej wakacyjnej destynacji, przyjdzie nam degustować wino tak potężne i niespotykane! Anima Negra AN 2007 (z lokalnych szczepów callet, manto negro i fogoneu) od samego początku zaatakowało silnie beczkowo-dymnym aromatem, przypominającym grillowaną w boczku śliwkę oraz popiół z ogniska. Z czasem wino przechodziło (zarówno w ustach jak i nosie) w posmak prażonych owoców oraz korzenno-kawowy. Ciężkie – mocno alkoholowe (14%), ze sporym odczuciem słodyczy i wyraźną taniną. Posmaku nie można pozbyć się z ust. Do krojenia nożem – niesamowity ekstrakt i mięsistość. Raczej dla fanatyków gatunku, ale zrobione genialnie. 92pkt za 182pln.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Przejdźmy do owej perełki, na którą wszyscy pewnie czekają – Stefano Accordini Amarone della Valpolicella Vigneto il Fornetto 2004 (495pln). Krótko, bo nie ma sensu przeciągać. Cudowne. Pełne, mięsiste, z niekończącym się finiszem, szlachetnym bogactwem aromatów (wśród których dominuje likierowa wiśnia, owocowy tytoń, kakao i migdałowo-korzenne posmaki). Idealna wręcz równowaga i nieopisana głębia smaku. Wspaniałe z gorzką czekoladą. Pierwsze wino, przy którym zastanowiłem się nad oceną maksymalną. Finalnie – 98pkt. Cena niestety zaporowa.

Jest jednak rozwiązanie, aby poczuć skrawek uniesień wypełniających dionizyjskie superego bez rujnowania portfela jak w powyższym przykładzie, a nazywa się Le Bignele Valpolicella Classico Superiore Ripasso 2009 (ok. 65pln). To wino jest doskonałym wstępem do Amarone – cudownie aromatyczne, intensywne, wyraziste, świetnie ułożone. Aromaty wiśniowe przeplatają się z migdałami, owocami lasu i  posmakiem rodzynek w czekoladzie. Najlepszy stosunek jakości do ceny podczas całej degustacji. Naprawdę świetne wino, a ocena i dokładniejszy opis tej butelki pojawi się na blogu w osobnym wpisie (ale zasługuje na ok. 90pkt). Tak samo jak poprzednią butelkę można je śmiało łączyć z gorzką czekoladą.

A na koniec nie dość, że zjedliśmy nieco fantastycznego roqueforta, to zapiliśmy go cudownym Le Bignele Recioto Della Valpolicella Classico 2009 (ok. 130pln). Świetny słodziak z podsuszanych gron, z likierem wiśniowym i rumowymi elementami w aromatach. Do tego przyprawy korzenne (zwłaszcza cynamon), czekolada ze świeżo paloną kawą i cały zestaw konfitur z ciemnych i czerwonych owoców. Fantastyczna butelka na 94pkt.

Tak zaprezentowały się wina – a do kompletu fantastyczna atmosfera, wspaniali ludzie zebrani wokół owych win i genialny prowadzący (Mario tak trzymaj!). Całość trwała ponad 4 godziny i nawet przez minutę nie było nudno! Imprezy tego typu w MineWine nie są tanie, ale opłaca się wydać trzycyfrową kwotę, aby przepić owe cuda z doskonałym komentarzem.

Ta degustacja to jeden z moich najlepszych wydatków winiarskich tego roku! POLECAM!

Poświąteczne inspiracje pasibrzucha!

Święta, święta i po świętach – a jednak smaki i aromaty wigilijnego stołu zostają w pamięci, razem z winami, które w tym roku dobrać udało się wyjątkowo dobrze. W trakcie pisania mija mi właśnie drugi dzień świąt, przy kieliszku naprawdę przyjemnego Lidlowskiego porto, które otrzymałem w paczce na Mikołaja. Natomiast na moim wigilijnym stole i w dniu Bożego Narodzenia pojawiły się Traminer z Friuli, Rudolf Fauth z opisanym wcześniej półsłodkim Sylvanerem oraz Calel z Mendozy. W międzyczasie otworzyliśmy niesamowite, medalowe Pinot Gris, które tato otrzymał podczas przedświątecznej wizyty w Alzacji (swoją drogą butelki bez kontretykiety i akcyzy budzą niesamowitą wprost sympatię!). Chciałbym chociaż częścią winiarskich przeżyć świątecznych podzielić się z Wami. Zatem do rzeczy:

____________________________________________________________________________________________

TRAMINER Borgo Magredo

Typ: białe, wytrawne, średnio ciężkie

Producent: Borgo Magredo

Region: Grave DOC,Friuli, Włochy

Szczep: Traminer

Rocznik: 2010

Cena: 44,90PLN

Kupione w: Salon Alkoholi 4 Strony Świata

Importer: Burgundia, Katowice

Cudowne wino z bardzo dobrej włoskiej apelacji Grave. Niezwykle aromatyczny trunek, dojrzewający w stalowych kadziach ok. 4 miesięcy. Efekt wspaniały, który warto przetestować samodzielnie!

OKO: Barwa jasnozłota z zielonymi refleksami, łzy dość gęste.

NOS: Pierwszy średni +, nawet intensywny, drugi również, rozwija się z czasem. Ciekawy, aromaty kompleksowe, różnorodne. Owoce, kwiaty, warzywa, przyprawy, aromaty spożywcze. Agrest i cytryna, lekko zwietrzały susz owocowy, ananas oraz fiołek, może trochę bzu, lilii. Później zielony pieprz, kumin, trochę selera i kolendry. Niesamowite wrażenie, ogromne bogactwo, same plusy. W zapachu to wino jest po prostu boskie!

USTA: Wyraźna kwasowość i bardzo ciepły alkohol (obydwa elementy pojawiają się od razu i na równym poziomie). Do kompletu wyczuwalny cukier i właściwości ściągające. Pełne i bogate wino, intensywne, mocne, z charakterem. Świeżość i dojrzałość w jednym. Aromaty nosa uzupełnione o nuty orzechowe oraz mineralno-ziemiste.

PODSUMOWANIE: Z pewnością nie jest to wino subtelne, ale potencjał i zaczątki wielkości czuć z pierwszym zapachem i łykiem. Doznania niezwykle pozytywne i pełne, choć nie jest to najłatwiejsza butelka i nie należy do lekkich w piciu.

OCENA: 87pkt 

____________________________________________________________________________________________

PINOT GRIS BIRGHAN

Typ: białe, lekko wytrawne

Producent: Rene Birghan i Jacques Formaniak

Region: Alsace AOC, Pfaffenheim, Francja

Szczep: Pinot Gris 100%

Rocznik: 2008

Cena: bd

Zakup: bd

Importer: bd

Jak wspominałem, wino przywiezione przez tatę, tuż przed Wigilią, z ostatniego wyjazdu do Alzacji. Medalowe i to mocno (srebro wśród pino gris z całego świata, ze Strasburga z 2010 roku). Taki prezent wypadało otworzyć w święta!

OKO: Intensywna, złota, piękna barwa. Łzy gęste i długie

NOS: Intensywny od samego początku, ciekawy wręcz hipnotyzujący. Z czasem tylko lepiej. Bardzo dojrzałe aromaty owocowe, lipowe i miodowe, uzupełnione limonową i agrestową nutą, ze sporą dozą słodkich migdałów choć niezbyt nachalnych czy nadmiernie wyrazistych (można poczuć wanilię) oraz mnóstwem egzotyki (mango, ananas, banan – wszystko przejrzałe). W nosie wydaje się być słodkie.

USTA: Boska równowaga pomiędzy kwasowością, słodyczą i wyraźnym (13%) alkoholem. Pije się cudownie, dość łatwo, a jednocześnie odczuwając niesamowite bogactwo i pełnię tego wina. Aromaty idealnie konsekwentne z nosem. Trudno się dziwić, że butelka nagrodzona na poważnej imprezie winiarskiej! Potrafi zaskoczyć, wręcz szokować. A tak przy okazji – jeśli macie osoby nalegające na wina półsłodkie, podajcie to Pinot Gris. Wytrawność jest tak zakamuflowana, że na pewno się nabiorą 🙂

PODUSMOWANIE: Wino z serii konieczność do spróbowania, noszące znamiona najlepszego winiarskiego rzemiosła. Zachwyca bogactwem, czynnikiem pijalności, poczuciem lekkości i niezwykłym balansem. Poproszę o więcej takich prezentów!

OCENA: 90pkt 

____________________________________________________________________________________________

PORTO ARMILAR

TAWNY PORT AGED 10 YEARS

Typ: słodkie, wzmacniane, bardzo ciężkie

Producent: C. Da Silva (Vinhos)

Region: Porto, Portugalia

Szczep: ponad 80 do wyboru, a czego producent użył nie wiemy

Cena: 39,99PLN

Dostępność: Lidl (otrzymane gratis do degustacji)

Wino, które testowane było przez dość szerokie spectrum blogerów. Zbiera różne opinie, ale w mój gust trafia doskonale. Nie jest o wino wielkie, ale z pewnością przy swojej cenie warte uwagi!

OKO: Brunatno-ceglasta, mocno przejrzysta barwa. Łzy średniej gęstości, długie.

NOS: Intensywny od samego początku i bardzo dobrej jakości. Ogromne bogactwo aromatyczne, w którym na pierwszy plan wysuwają się rodzynki, orzechy laskowe i wiśnie w likierze. Dalej śliwki i morele suszone i ogólnie aromat wigilijnego kompotu z suszu, dębina, nuty kawy i lakieru do paznokci oraz pikantnych przypraw (pieprz czarny, papryka chilli).

USTA: Dominuje cukier i alkohol, ale jest i odrobina kwasowości. Wino jest ciekawie zbudowane i bardzo silne aromatycznie. Powracają nuty wyczuwalne w nosie, jest równie bogato i kompleksowo.

PODSUMOWANIE: Bardzo przyzwoita butelka, dobrze reprezentująca magiczne wina typu porto. Choć jest dość oczywiste, trzeba mu oddać bogactwo aromatyczne i przyjemność picia.

OCENA: 83pkt 

____________________________________________________________________________________________

Całe szczęście nie są to wina wyłącznie do picia w święta, tudzież od święta. Zatem wrócę z pewnością jeszcze kiedyś do tych butelek, bo uważam, iż warte są drugiego wypicia! NA ZDROWIE! 🙂

Atos, Portos i Aramis – MUSZKIETEROWIE do kieliszków polskim obyczajem!

Jak wszyscy już zauważyliście, markety mają przeróżne metody na przyciągnięcie do siebie Winolubów, czyli i nas WINE TASTINGOWCY. Jedną z nich są paczki dla blogerów, które zresztą sam otrzymuję. Zasiadłem ostatnio do kilku butelek przesłanych mi przez INTERMARCHE, produkowanych specjalnie dla sieci pod marką EXPERT CLUB. Muszkieterowie jak powszechnie zwykło się wiedzieć są siecią francuską, zatem i wina pochodziły od następców Karolingów. Stosunkowo długo na te butelki czekałem, miałem zatem nadzieję, że wypadną w miarę pozytywnie. Niestety pierwsza katastrofa miała miejsce zaraz po otwarciu przesyłki – 2 wina wytrawne, 2 słodkie (ale apelacyjne), 2 półsłodkie (stołowe i VdP). WTF i kto to wybrał?  Żadnych danych na temat zawartości (ceny sprawdzałem sam przy sklepowej półce), bez zdjęć czy dodatkowych opisów. W tym aspekcie polecam pouczyć się od Lidla (swoją drogą dostałem dzisiaj prezent na Mikołaja – recenzja wkrótce). Jak jednak wiadomo najważniejsze jest wnętrze butelki, zatem nie poddajemy się pierwszym wrażeniom, lecz przechodzimy do konkretów:

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

____________________________________________________________________________________________

1. LUSSAC Saint Emillion AOC 2008

Cena: 39,99 PLN

Typ wina: czerwone, wytrawne

Wielce poetyckie opisy na etykiecie, traktujące o ekspresji terroir, wyjątkowej selekcji i pracy włożonej w wyprodukowanie tego wina. I owszem, najciekawsza etykieta przesłana do degustacji i jedyna, którą z czystym sumieniem polecam. Zasiedliśmy do testowania podczas winnego spotkania w ostatnią sobotę. Było to pierwsze wino czerwone, które zdecydowaliśmy się podać. I słusznie, bo wielkiej ciężkości wewnątrz butelki nie znaleźliśmy.

OKO: Łzy ładne, wyraźne, długie, średniej gęstości. Na ocenę koloru było nieco za ciemno, ale w zestawieniu z podanymi później winami, średnio intensywny i mocno fioletowy.

NOS: Pierwszy średni, drugi nieco silniejszy i rozwojowy. Zapachy dość kompleksowe i ciekawe – od niedojrzałego owocu, przez nuty konfiturowe oraz aceton, aż po odrobinę drewna i skóry. Jest dobrze, choć bez fajerwerków.

USTA: Niezła budowa, z dobrze żyjącą i lekko dominującą kwasowością, dość silnym garbnikiem, lekko grzejącym alkoholem i nutą cukru w odczuciach. Jest w tym niezły balans i pomysł na wino, które nie będzie nadmiernie wytrawne. Struktura raczej średniej ciężkości, z dużą łatwością picia. Aromaty zgodne z nosem, choć z dużo bardziej dominującą dojrzałą owocowością. Przyzwoicie.

PODSUMOWANIE: Dobrej jakości wino, które jak określiliśmy w cenie ok. 35 PLN byłoby super zakupem. Po czasie okazało się, że cena sklepowa to 39,99 PLN. Powiedzmy zatem, że mieścimy się w przyjętym przedziale dobrego stosunku jakości do kwoty na paragonie. Niezły sposób, żeby sprawdzić podstawowe elementy doskonałych win z apelacji Saint-Emillion. Osobiście bardziej odpowiadała mi wersja biedrońska, ale tu także jest nieźle. No i w ofercie marketu jest na stałe, a nie tylko tymczasowo jak u słynnego Owada!

OCENA: 85pkt (w tej cenie!) 

(Testowaliśmy składem 7-osobowym, mocno prowiniarskim!)

____________________________________________________________________________________________

2. MONBAZILLAC Selecion D’automne 2009

Cena: 19,99 PLN

Typ wina: białe, naturalnie słodkie

Kolejne wino ze słynnej francuskiej apelacji. Etykieta nosząca nazwę Monbazillac musi zawierać wewnątrz butelki trunek naturalnie słodki, produkowany wyłącznie z gron semillon dotkniętych szlachetną pleśnią Botritis Cinerea. Dojrzałe winogrona zbiera się z opóźnieniem, dopiero gdy przy sprzyjających warunkach zaatakuje je pleśń. Najlepsze butelki z regionu potrafią dorównać klasą osławionym kuzynom z Sauternes czy Barsac. Tutaj dostajemy wino zdecydowanie prostsze i bardziej podstawowe, ale całkiem ciekawe.

OKO: Barwa brudnego złota, lekko bursztynowa. Łzy bardzo gęste i ciężkie.

NOS: Intensywny i przyzwoitej jakości od samego początku. Sporo zapachów przejrzałych owoców gruszki, moreli i ananasa. Do kompletu miód i rodzynki. Nic wielkiego, nic zaskakującego.

USTA: Całkowicie dominująca i górująca nad wszystkim słodycz. Generalnie wino, które można podać tylko zamiast deseru. Brak mu kwasowości równoważącej cukier, co powoduje, że jest bardzo ciężkie i nieco mdłe. Aromaty ust identyczne jak z nosem i to na plus. Tyle, bo i nie ma się czym zachwycać. Jest bardzo proste jak na Monbazillaca!

PODSUMOWANIE: Można nawet rzec, iż to przyzwoite wino w swojej cenie, chociaż zdecydowanie przesłodzone, niezbilansowane i o słabej strukturze. Nie polecam dojrzewania w butelce, bo III nos wypada kiepsko. Powiem tak, jeśli zapomnimy o wielkich tradycjach apelacji i nobilitującej nazwie na etykiecie, to za cenę 20PLN bez grosza otrzymamy całkiem pijalną, bardzo słodką butelkę, która doskonale zastąpi każdy deser. Świetne jako zalewa do marynowania owoców! Gruszka po 24 godzinach w tym winie podana z bitą śmietaną i gorzką czekolada rozbroi każdego – GWARANTUJĘ!

OCENA: 79-80pkt (broni się ceną) 

____________________________________________________________________________________________

3. MUSCADET AOC Les Embruns 2009

Cena: 16,99 PLN

Typ wina: białe, wytrawne

Kolejna apelacja należąca do grona najbardziej znanych win francuskich z Doliny Loary. Bardzo przyzwoite butelki, wśród których najlepiej szukać tych z dopiskiem Sevres et Maine, Sur Lie. Tutaj mamy do czynienia z prostszym egzemplarzem, przy którym generalnie rocznik 2009 nie zachęca – wskazuje raczej na chęć pozbycia się zalegającego trunku, niż dobrej jakości, dojrzałe wino. Trochę jednak się pospieszyłem z pierwszym osądem, bo nie było źle. Co zastaliśmy wewnątrz butelki:

OKO: Blado słomkowe w kolorze wino, o słabej gęstości łez.

NOS: Zaczyna delikatnie, z czasem rozwija się do średniego minus, ale nieźle otwiera. Dobra jakość aromatów, ale tylko podstawowe zapachy – niedojrzała gruszka, zielone jabłko, trochę papierówki, skalistości, no i cytrusy. Na tym nosowe doświadczenia się kończą.

USTA: Dominująca kwasowość, która nie bardzo może być czymkolwiek dogoniona w budowie. Wino jest zatem świeże, dość lekkie, całkiem przyjemne, no i nieco pustawe niestety. Nie ma tu miejsca na głębię, medytację i możliwość poszukiwania ukrytych aromatów. Pije się łatwo, jak to zwykło z podstawowym Muscadetem być. Aromatyczność subtelna i wycofana – znów jabłko i gruszka z dużą dozą mineralności i lekkiej ziemistości (zatem konsekwencja zapachowa utrzymana – na plus). Jest bardzo znośnie ale na podstawowym poziomie.

PODSUMOWANIE: Cóż, kolejne wino, które wygrywa ceną. Za takie pieniądze to butelka warta zachodu, ale nie myślcie, że dzięki niej można zrozumieć czym jest Muscadet. Należy raczej zapomnieć o nazwie na etykiecie i potraktować ją jak proste, mineralne, świeże wino białe, które dobrze pije się na co dzień. Pod tym względem jest super. Bez zachwytów, ale i bez nadmiernej krytyki, bo specjalnie nie ma się do czego przyczepić.

OCENA: 75pkt 

____________________________________________________________________________________________

4. Beaujolais Noveau AOC 2011

Cena: 9,99 PLN (19,99 przed promocją – zakup własny)

Typ wina: czerwone, lekko wytrawne

Ta butelka to zakup własny i to jeszcze przed ceną rabatowaną. Nie jestem zwolennikiem Bożole, bo zazwyczaj przywodzi mi ono na myśl parafrazę własnej nazwy (Boże BLE!). Jednak tegoroczne wypadło nieźle, a butelka z Intermarche w aktualnej cenie to prawdziwa okazja. Lekkie, łatwe, przyjemne, z miłą kwasowością, odczuciem cukru, lekką perlistością i totalnym brakiem garbnika. Wszystko jak być powinno. Do kompletu aromaty gumy truskawkowej, soku jabłkowego i cukierków wiśniowych. Nic wielkiego ale w konwencję Beaujolais wpisuje się doskonale. Duże brawa za te 10PLN!

OCENA: 81pkt 

____________________________________________________________________________________________

Pozostałe wina nie doczekają się dłuższych opisów, bo nie warto tracić czasu ani na próbowanie, ani na opisywanie, ani też czytanie o nich. Było Cabernet d’Anjou AOC Les Gaugannes 2009 – przedstawiciel słodkich win różowych, który został obroniony przez potrawę (makaron w sosie słodko-kwaśnym z łososiem). Przy innym połączeniu kulinarnym byłoby ciężko przełknąć cokolwiek ponad pierwszy łyk, a do picia samo, to się w ogóle nie nadawało (1/2 i tak trafiła do zlewu, bo mimo chęci…). Generalnie może z deserem typu sałatka owocowa byłaby szansa dla tej butelki, ale ja jestem całkowicie przeciwny. Reserve De Haute Croix Cabernet Sauvignon 2009 (VdP) nie dał rady w ogóle, a Merlota (zakup własny na potrzeby dzisiejsze) uzdatniamy do picia poprzez podanie na gorąco z syropem malinowym, sokiem z pomarańczy i goździkami (grzaniec niezły wyszedł 🙂 ). Półsłodki Serian skończył po pierwszym łyku dokładnie tak jak widać na załączonym poniżej obrazku.

Podsumowując ofertę Intermarche pod marką własną Expert Club kilka słów komentarza muszę napisać. Zatem, dzięki butelkom na sieciowych półkach mamy możliwość spróbowania win z najbardziej uznanych francuskich apelacji, w prawdziwie racjonalnych cenach. Jedno osobiście uznaję za dobre (spośród 8), jedno za przyzwoite, a dwa za akceptowalne na tym poziomie cenowym. Pozostałe butelki to już inna bajka, co widać po samej etykiecie. 2 wina półsłodkie za 9,99PLN – ktoś miał niezły tupet, żeby przysłać mi to do testowania, ale przynajmniej ładnie zlew przeczyściło. I tak jak nie mam w zwyczaju ganić butelek publicznie, przed poinformowaniem o tym przesyłającego, tym razem robię to bez skrupułów, bo czuje się nabity w butelkę. Jeśli ten dosładzany kompot z dwóch ostatnich butelek, będący rodzajem „vin de merde” ktokolwiek chce nazywać winem, to szczerze wątpię w trzeźwość rozumowania, ale wybaczam, bo picie takich specyfików musi mieć negatywne skutki dla zdrowia fizycznego jak i psychicznego. Swoją drogą podziwiam odwagę osoby, która wybrała wina do paczki. Na przyszłość radzę konsultację, bo szkoda mojego czasu i pieniędzy Intermarche zainwestowanych w całą akcję.

Z drugiej jednak strony, Intermarche wprowadza świetną ofertę na czas kryzysu, która zawiera najczęściej kupowane wina marketowe w Polsce – półsłodkie białe i czerwone. Do kompletu kilka ambitniejszych butelek, na które z pewnością czasem trafi się Klient. Generalnie potencjał do robienia wysokich obrotów przy masowej sprzedaży ogromny, ale satysfakcja z picia raczej nikła, poza pewnymi wyjątkami. Póki co cieszy mnie fakt, że oferta Intermarche jest tylko drobnym dodatkiem do rynku, który nie zagraża moim znajomym prowadzącym dobre sklepy winiarskie. Czekam zatem na przesyłkę selekcji najciekawszych win wytrawnych (o ile po krytyce dnia dzisiejszego w ogóle jeszcze czegoś się doczekam) – wówczas zobaczymy co tak naprawdę Expert Club potrafi zdziałać w temacie win! Póki co po Lussaca i Bożole można przejść się do marketów, a jak chcecie coś słodkiego to Montbazillaca też da się pić. Resztę bierzecie na własne ryzyko!

Zaczerwi(e)niliśmy się po gruzińsku!

Ostatnio powiedzieliśmy sobie kilka słów o białych winach z kwewri i nie tylko. Dzisiaj zatem czas zaczerwienić się po gruzińsku. Jaki był efekt degustacji na spotkaniu Klubu Sommeliera przekonacie się za chwilę.

Tymczasem nieco teoretycznego wstępu. Jak już mówiliśmy Gruzja znana jest raczej z win białych. Co do ich wytrawności – zdecydowanie najbardziej ceni się naturalnie powstające wina półsłodkie. Zdarzają się jednak ciekawe czerwone przypadki (również wytrawne). Wina powstające z lokalnych szczepów (głównie saperavi) oraz winifikowane w kwewri najpełniej oddają charakter tradycyjnych gruzińskich trunków. Samo saperawi uważane jest za najszlachetniejszą krajową odmianę, w dodatku jedną z najzdrowszych na świecie, ze względu na dużą zawartość polifenoli. Jeśli nie lubicie eksperymentów wystarczy nieco lepiej zapoznać się z tematyką gruzińskich produktów – bo i styl bordoski i z południa Francji można w niektórych butelkach odnaleźć.

A oto co nam udało się zdegustować:)

1. BINEKHI z Kachetii, szczepy: saperavi cabernet sauvignon, rocznik 2006

Pierwsze czerwone, którego próbowaliśmy – klarowne, o delikatnej, wiśniowej barwie. Aromaty i w nosie, i ustach konsekwentne – w jakości i sile. Można w nim odnaleźć lekką owocowość, aromaty śliwki, powideł porzeczkowych, nuty herbaciane, nieco ziemistości, odrobinę skórzanych akcentów w odległym tle. Ładnie się rozwijało i było dość złożone. Krągła budowa z odrobiną szorstkości – bardzo bordoskie w stylu, w aspekcie szukania gruzińskich nowych smaków – nudne. Szczerze wolę sprawić sobie butelkę z Francji niż taki niepewny eksperyment z nieprzewidywalnym efektem.

2. AMIRANI z Kachetii, 100% saperavi, rocznik 2006

Tłuste, wiśniowo-purpurowe w kolorze wino, o typowych aromatach czerwonych owoców, a także nutach słodyczy, pieprzu, lakieru do paznokci. Bardzo zrównoważone, atakujące z początku mocną taniną, którą uzupełnia kwasowość i alkohol. Indywidualne w stylu, ciekawe i warte spróbowania. W komplecie ma świetny stosunek jakości do ceny (ok. 35PLN). Warto też zostawić butelkę na jakiś czas – pięknie rozwija się III nos z aromatami słodkich owoców!

3. KWANCZKARA KIPIANI, z regionu Racha, szczep 100% aleksandrouli, rocznik 2007

W końcu przyszedł czas na słynne gruzińskie wino półsłodkie. Zachwyciło przede wszystkim intensywnymi słodkawymi zapachami, z aromatami pudełek po cygarach i owocowego tytoniu, fiołka, lekko zgniłego jabłka, z pietruszką w tle. W ustach było już mniej piękne – zrównoważone, subtelne wino, ale zabrakło indywidualizmu i przygasła intensywność aromatów. Nie było nawet cienia kontrowersji – mamy dobre wino i koniec tematu. W większym panelu degustacyjnym przemknęłoby zupełnie niezauważone. Można z niego skorzystać do naszych polskich potraw – pasztet z dziczyzny i oscypek z żurawiną będą się idealnie komponowały z tą butelką. Sery – śmierduchy też polecamJ

 

Podsumowując tą naszą Gruzję, trzeba przyznać, że wina robią tam ciekawe – choć nie wszystkie. Warto przy zakupie zapytać sprzedawcę co i jak, bo przypadkiem można nieźle popłynąć i zakupić butelkę, która ani trochę nie będzie przypominała wina, którego szukaliśmy. Jedno wiem na pewno – Gruzja jest warta odkrywania, ale trzeba mieć do niej dystans i niestety nastawić się także na strzały w buble! Nie może być zbyt pięknie.