Archiwa tagu: Alzacja

CHLEB i WINO

Chleb. Jedzeniowy archetyp. Piekarnię mam pod domem. Kupuję, póki jeszcze gorący. Nie zastanawiam się, nie myślę nad zakupem. Krojony z makiem albo słonecznikowy. I tyle. 2,40pln mówi Pani za ladą. 2,95 za słonecznik.  Smaczny – póki jest jeszcze gorący. Ale czym tak naprawdę jest chleb i jak powinno się go robić uzmysłowił mi dopiero Kuba Sęczkowski (Zakorkowani.eu) podczas warsztatów, które przeprowadził dla grupy znajomych w minioną niedzielę. Z tego co wiem – dzisiaj wszyscy pieczemy wielkanocne chleby samodzielnie. To chyba najlepsze podsumowanie kilku godzin doskonałej zabawy i niezastąpionej wiedzy jaką zapewnił nam Kuba (przepis zgodnie z recepturą i wskazówkami – Jacek Bany).

DSC_0081

Nie będę tutaj zamieszczał dokładnych przepisów, ani tajników wypieku – nie o to chodzi. Pamiętajcie jednak – dobra mąka, prawdziwy zakwas, mnóstwo pracy i pasja włożona w wypiek – dopiero ten zestaw elementów daje niezastąpiony efekt. I zwykła pajda chleba przeciągnięta masłem może okazać się najlepszym posiłkiem, jaki ostatnio mieliście okazję spożyć!

Nie samym chlebem żyje człowiek, zatem zadaniem moim na dzisiejszy wieczór jest dobranie wina do tego cudu własnego wypieku. Perfekcyjne wydaje się lekko maślane Chablis oraz całkowicie nowoświatowe chardonnay w beczkowej edycji (zwróćcie uwagę zwłaszcza na Australię). Niczego sobie będą naftowe rieslingi albo słonawe grenache gris, zwłaszcza jeśli użyjemy solonego masła (np. Lurpak). Wówczas genialnie sprawdzi się także solidny, austriacki grüner veltliner albo niemieckie kabinetty z lekko podniesionym cukrem resztkowym. Dobrze będzie pasowało mocniej zbudowane verdejo z Ruedy. Do chlebów na zakwasie dobra jest natomiast beczka w klasycznym stylu i wyższa kwasowość.

DSC_0267

Z połączeń sprawdzonych:

DOMAINE DU TARIQUET SAUVIGNON 2012
Deliwina, 39.00 pln
Niezwykle sauvignon rodem z Gaskonii. Świeży i speżysty. Pełno tutaj agrestu, białej brzoskwini, skórki grejpfruta, skoszonej i lekko podsuszonej trawy, kwiatu akacji czy ananasa z puszki. W ustach niezwykle świeże, soczyste i owocowe, z wyraźną kwasowością i lekką nutą słodyczy oraz typową dla sauvignon blanc goryczką w finiszu. Brać i pić – zwłaszcza gdy przyjdzie prawdziwa, słoneczna wiosna! A z pomaślonym chlebem z odrobiną soli – jest genialny. Doskonale sprawdzi się też do szparagów, brokułów, sosów śmietanowych, smażonych/grillowanych ryb, sałatek – zwłaszcza tych z dodatkiem owoców.

domaine-du-tariquet-sauvignon-blanc-vin-de-pays-des-cotes-de-gascogne-france-10000251

FAUTH SILVANER 2010
MineWine, 41.00 pln
Półwytrawny silvaner, który z drożdżową kompozycją chlebowo-soloną będzie perfekcyjny. Doda owocowości, świeżości, jednocześnie z łatwością poradzi sobie ze słonawą nutą (spory cukier resztkowy. Lekkie nuty korzenne skomponują się ze smakiem pieczonej skórki. To będzie przyjemne połączenie, łatwe i w piciu, i jedzeniu.

491c0383c17d72c4647e4498dead2cf2

JULIEN MEYER NATURE PINOT GRIS 2009
Enoteka Polska, ok. 50 (chwilowo niedostępne)
To wino doskonale będzie pasowało do chleba z wyraźnym posmakiem zakwasu, połączonego np. z maślanką. Czy Meyer jest geniuszem, czy po prostu robi wina naznaczone błędem nadmiernego utleniania to już inna historia. Tutaj natomiast koniakowe aromaty i zgnito-jabłkowe nuty zadziałają idealnie. W tle goździk, herbaciana róża i białe trufle. Wino nie jest łatwe, ale ciekawe i może dać dobry efekt. Dajcie mu szansę.

Patrick-Meyer-Pinot-Gris-2010

MIGUEL MERINO VIURA FERMENTADO EN BARRICA 2009
Vinola, 56.00 pln
Tego połączenia nie sprawdziłem doświadczalnie, a samo wino zdaje się jest chwilowo niedostępne. Mnóstwo beczki i również spora redukcja jak w przypadku Meyera. Aromaty koniakowe, nuty torfowej whisky, sporo niedojrzałej gruszki, lakierowane drewno, nawet trochę kopru. To wino jest zaskakujące i równie ciekawy efekt daje z chlebem na zakwasie. Nuty maślane trunku wskazują na użycie masła – sól również warto podać!

lp101500

___________________________________________________________

Na tym kończę moje propozycje chlebowo-winne. Mam nadzieję, że na fali ostatniej popularności samodzielnego pieczenia i mini-piekarni (podchodzących do chleba z prawdziwą pasją), również na Waszym stole znajdzie się prawdziwe pieczywo, które nie ma dla siebie substytutów. Miłego święcenia nie tylko jajek WineTastingowicze!

Zdjęcia chleba udostępnił Kuba, bottle shoty ze stron importerów lub producentów.

Reklamy

W cieniu legendy

Mierzenie się z winami biodynamicznymi zawsze sprawiało mi pewien kłopot. Pierwotne założenie, że winiarzowi, który nie dodaje nic sztucznego do swoich butelek z marszu należy się większy szacunek i uznanie, z czasem okazuje się totalną brednią. Biodynamika przyprawiła mi gębę po raz kolejny za sprawą ostatniej butelki od Meyera (Riesling Nature 2010) – winem, które z typowym rieslingiem alzackim nie ma nawet promila wspólnych wartości. Choć nigdy nie skreślę producentów win naturalnych, jednak najbardziej doceniam tych, którzy trzymają pewne granice smakowej tradycji szczepu i regionu. Meyer do nich nie należy.

Trzecia butelka (tego jakże uznanego i niezwykłego producenta), która smakuje i pachnie identycznie – papierówką, podgniłym jabłkiem, miodem gryczanym i koniakiem w finiszu. Struktura przy tym jest dobra, kwasowość zachowana, garbnik przyjemnie ściąga. A jednak, zupełnie nie to chcę czuć z kieliszka zwyczajowo świeżego, ultra wytrawnego i aromatycznego rieslinga. Tutaj mamy wino z kuriozalną dawką aromatów redukcyjnych, nutami słodyczy przeplatanymi goryczką i łagodnym kwaskiem, z miedzianą barwą, totalnie mętne w kieliszku. I nawet moda na owego bełta mnie nie przekona. Za pierwszym razem Meyer jest zaskakujący, oryginalny, intrygujący i wart poznania. Z każdą kolejną flaszką staje się kapryśną błahostką, która nudzi i szybko zniechęca do siebie. Wiem, że nie tylko mnie. Polecam spróbować – ale wyłącznie raz, może dwa.

NATURE RIESLING 2010
typ: białe, wytrawne, dojrzałe (redukcyjne), średnio ciężkie
region: Alzacja, Francja
producent: Julien Meyer
szczep: 100% riesling
rocznik: 2010
cena: 45 PLN
importer: Enoteka Polska
wina próbowałem w gronie znajomych, zakup nie był mój.

Pinot Gris było pełniejsze i ciekawsze – spróbujcie, bo to akurat warte jest zabawy.

Wino miesiąca – part I

Pisząc ten post zaczynam cykl, o którym myślałem od dawna, ale jakoś nigdy nie było okazji zabrać się za temat – wino miesiąca. Do każdego dziesiątego dnia miesiąca na blogu będzie pojawiała się butelka, którą uznam za najlepszą wśród wypitych w poprzednim. Dziś prezentuję Wam wino marca, które jest wspaniałą kontynuacją tematu Alzacji. Kraina kojarzona ze sporą dawką cukru resztkowego znów pokazała się z zupełnie innej strony.

Otworzyliśmy wyjątkową dla mnie butelkę Nature Pinot Gris z Domaine Julien Meyer, otrzymaną do degustacji z Enoteki Polskiej. Rzecz o tyle niezwykła, iż etykietę podpisał sam Patrick Meyer. Niezwykły człowiek – wizjoner, biodynamik i pasjonat pokazujący zupełnie inną Alzację niż typowe cukry resztkowe ze sporym alkoholem. Co zatem znaleźliśmy w butelce i dlaczego wino jest tak niezwykłe, że rozpocznie serię najlepszych etykiet każdego miesiąca? Otóż:

NAZWA: NATURE PINOT GRIS

Typ: białe, wytrawne, średnio ciężkie i dojrzałe

Producent: Domaine Julien Meyer

Rocznik: 2009

Szczep: pinot gris

Dostępne w: Enoteka Polska

Cena: 48,75 PLN (nieprzyzwoicie niska!)

Ocena: 90pkt 

Pierwsza ciekawostka zaczyna się już w momencie spojrzenia na kieliszek – wino nie jest klarowne. Widać w nim lekką oleistość i ledwo odróżniające się od reszty struktury drobinki osadu. Kolor ciemnozłoty, pociągający i intrygujący, wpadający momentami w lekką miedzianość.

W nosie spora intensywność, bogactwo i nadzwyczajna jakość aromatów! Od papierówki, poprzez gruszkę Williams, podgnitego ananasa, przez konfiturę figową, miód gryczany i wosk z waniliowej świeczki, aż po herbatę różną i goździki, a kończąc zapachami białych trufli i koniaku. Jest odrobina nut redukcyjnych, ale wino jest dojrzałe i to nie przeszkadza. Co ważniejsze, tożsame aromaty powtarzają się w ustach, struktura jest równie mocna i genialnie zrównoważona, ciała sporo i do tego poczucie cudownej aksamitności. Wysoka kwasowość, mocny alkohol, sporo garbnika, trochę goryczki. Może jest tego wszystkiego nieco za dużo, ale kompozycja tak udana i zaokrąglona, iż zupełnie nie przeszkadza.

Nature Pinot Gris (nieco) przypomina mi dojrzewające białe wina od Miguela Merino, ale jest subtelniejsze, ciekawsze i lepiej zrównoważone. Jest ciężkie, mocne i dojrzałe, nie ukrywa wad pod zasłoną cukru resztkowego. Genialnie będzie smakowało w zestawieniu z pikantnym pasztetem, odważyłbym się także podać je do wątróbek drobiowych i ryb po intensywnej obróbce termicznej, ze sporą dawką przypraw. Temperatura ok.12 st.C, na pewno nie mniej – jest zbyt bogate, żeby ukrywać to piękno mocniejszym schłodzeniem.

Więcej o winach od Patricka Meyera poczytacie tutaj (na blogu Wojtka Bońkowskiego)

Poznańskie realia.

Gdy otwieram książkę leżącą na parapecie nad moim łóżkiem (de facto są to aktualnie „Nowe Kroniki Wina” autorstwa pana Bieńczyka – gorąco polecam!), to celem mojego działania jest przeczytanie choć kilku stron. Zagłębiam się w lekturę, poruszającą tematykę mojej największej pasji, aby lepiej zrozumieć mój afekt do wina. Kocham to, czym zajmuję się na co dzień i chciałbym jak najpełniej przekazać tą miłość dalej, zarazić możliwie szerokie grono odbiorców. Działam zatem – piszę, testuję, polecam i odradzam, czytam i sprawdzam. Czasem otrzymuję zaproszenia na degustacje, których sam temat powoduje szybsze bicie serca i promienny uśmiech na twarzy. Pojawiając się na takim evencie, degustuję i chłonę wiedzę na wszelkie możliwe sposoby. Jednak nie wszyscy tak mają…

Gdy Guillaum oraz Kuba z Białe czy Czerwone powiadomili mnie o temacie pierwszej, otwartej dla szerszego grona degustacji Deliwina w Poznaniu, serce zabiło szybciej a w oczach pojawił się błysk zachwytu i podziwu zarazem. Alzacja. Kraina magicznego cukru resztkowego z jednej strony i subtelnej, eleganckiej wytrawności z drugiej. Tego nie mogłem przegapić, czekałem na wyjątkowe wydarzenie, informowałem o nim, zapraszałem na blogu i bukfejsie.

Poznańskie realia są jednak specyficzne, na co wielokrotnie zwracałem już uwagę. Tym razem nie będziemy (o dziwno) mówić o złodziejskich marżach zysku czy nieuczciwym traktowaniu partnerów handlowych. Z boku zostaną „dinozaury” i daleko odepchniemy selekcję win dyskontowych (czuję przesyt blogerski dyskontową selekcją z oceną typu – za 10 zł to nawet pijalne wino. Czym jest pijalność w cenie 10zł, jak nie tanią namiastką przyjemności, którą daje prawdziwe wino!). Dziś zajmiemy się winami pięknymi, z historią i tradycją, które nie pochodzą z wielkich fabryk, będących jedynie maszynkami do robienia ogromnych pieniędzy. Rozprawiać tego wieczoru będziemy o prawdziwej pasji i o tym jak ludzie potrafią ją zdeptać.

Kilkanaście osób zebranych w restauracji Patio na Wronieckiej 18 w Poznaniu. G we własnej osobie prowadzący degustację, przy wsparciu Kuby w razie, gdyby konieczne było tłumaczenie lub wyjaśnienie pewnych winiarskich zawiłości. Prosty plan – 6 etykiet od Dopffa, czyli degustujemy w poziomie umiejętności producenta. Obok mnie dwójka znajomych, naprzeciwko bardzo sympatyczna para młodych ludzi, po prawicy G. i K. Zatem randka z Alzacją zapowiada się w doborowym towarzystwie. Tak się przynajmniej zdawało.

Niestety reszta ekipy przybyła raczej na imprezę firmową niż degustować i dowiedzieć się czegokolwiek o Alzacji. Nie będę wylewał swoich żali na zaistniałą sytuację, bo też nie chodzi o to, aby z wina robić jakiś pompatyczny cyrk i siedzieć jak mysz pod miotłą, bo przecież prowadzący PRZE-MA-WIA. Absolutnie nie! Ale gdy nie daje się importerowi przedstawiającemu swoją ofertę dojść do słowa, a w połowie degustacji zamawia cydr dla siebie i swoich ziomków z pracy, to brakuje słów. Faux pas to mało powiedziane. To jest Polska właśnie, czy raczej powinienem rzec – to jest Poznań właśnie. Wstyd i hańba pobratymcy moi! Wiele jeszcze musicie się o dobrych manierach nauczyć, a później możemy zacząć o winie rozmawiać.

Całe szczęście Deliwinowa Alzacja, w przeciwieństwie do części zebranych, wykazała się niezwykłą elegancją. Było klasycznie, uroczo i przyjemnie. Aż żal wypluwać – całe szczęście transport tego wieczoru zapewniało MPK 🙂 Na tapetę trafiły wina spokojne od Dopffa (tutaj strona producenta), rodziny znanej jako jednego z prekursorów Crémant d’Alsace. Oto, czego próbowaliśmy:

____________________________________________________________________________________________

Sylvaner 2009

Cena: 55 PLN

Dość lekkie, mocno kwasowe, niezbyt zrównoważone (ale dzięki temu bardzo rześkie) i lekko ostre wino. Typowe cechy Sylvanera w zestawie aromatycznych cytrusów i dżemu ananasowego. W ustach bardzo orzeźwiające, nieco mineralne.

____________________________________________________________________________________________

Pinot Blanc 2009

Cena : 59 PLN

Ciekawsze aromatycznie niż poprzednik, owocowo-kwiatowe, z lekkimi nutami słomkowymi i morskim piaskiem. Lepiej zrównoważone, choć nadal bryluje świeża kwasowość. Zaokrąglone, mniej natarczywe, delikatniejsze, odrobinkę nudnawe. Zachwyciło damską część towarzystwa. Wino świetne do otwarcia w każdej sytuacji gdy nie do końca wiadomo co akurat można by wypić. Świetne do niezobowiązującego sączenia.

____________________________________________________________________________________________

Riesling 2009

Cena: 66 PLN

Wraz z Rieslingiem zaczęło robić się ciekawiej. Intensywne aromaty wysokiej jakości, głównie owocowe (zielone owoce + nieco egzotyków) oraz nuty skalno-mineralne, odrobina nafty, trochę warzywniaka i lekki susz owocowy. Dobra równowaga z wyraźną kwasowością, przyjemnie grzejącym alkoholem i odrobiną cukru w tle. Całkiem elegancki i bardzo przyjemny w piciu riesling. Wino do którego chętnie wrócę i zarazem mój faworyt wieczoru (do kompletu z Pinot Gris)!

____________________________________________________________________________________________

Pinot Gris 2009

Cena:  79 PLN

Ciemniejsza barwa i słodkawy zapach. To pierwsze elementy, które pozwalały przypuszczać, że kończymy z pełną wytrawnością, przechodząc w jej połowiczne wydanie. Zarówno w ustach jak i w nosie wyczuwalne aromaty karmelowo-miodowe, kwiat lipy, masło i kandyzowane owoce z dodatkiem skórki limonki. Kwasowość wyraźna, cukier również (dawał dobrą równowagę), alkohol delikatnie grzejący, garbnika raczej brak.  Nieco oszukiwało tą lekką słodyczą, ale jest to doskonały egzemplarz typowego alzackiego pinot gris. Pełne i bogate wino, które cudownie łączyło się z wędzonym serem i z pasztetem drobiowym (wersja z królika też byłaby idealnym kompanem).

____________________________________________________________________________________________

Gewürztraminer 2009

Cena: 78 PLN

Grejpfrut, płatki róży i owoce liczi – to pierwsze aromaty, które niemal bombardują nos. Chwilkę później pojawiają się przyprawy, papryka, odrobina miodu i warzywa korzenne (seler?). Czuć słodycz w zapachu i niesamowitą wyrazistość. Wszystko potwierdza się w ustach. Cukru jak dla mnie jest za dużo, a jednak komponuje się z kwasowością na tyle dobrze, że wino nie męczy i nie wydaje się specjalnie ciężkie. Ten lekko barokowy styl może się podobać, a słodycz z pewnością przypadnie do gustu polskim podniebieniom. Będzie idealne do intensywnych serów, ryb i mięs w lekko słodkawych sosach oraz do przetworzonej żurawiny.

____________________________________________________________________________________________

Pinot Noir 2009

Cena: 76 PLN

Usta przepłukane, chlebek przegryziony i po odrobinie półwytrawnej słodkości zabieramy się za Pinot Noir. Piękna barwa niemal jak różowe wino. W nosie, na dzień dobry muśnięcie obory, a później wiśnie i żurawina, przyprawy i odrobina skóry jak z nowego paska od zegarka, trochę grzybów w finiszu. Bardzo przyjemnie. Dobra, rześka kwasowość pozwalająca na łatwe dopasowanie do potraw oraz wyrazisty garbnik – dwa główne elementy budowy. Bardzo pozytywne wrażenia, wato tego wina spróbować, ale zachwycać się, ochać i achać nie będę.

____________________________________________________________________________________________

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Zachwyt to słowo zbyt duże, ale z pewnością jestem zauroczony winami od Dopffa. Co ważne, każdy w tej alzackiej selekcji znajdzie coś dla siebie – szorstkiego lub zaokrąglonego, słodszego lub bardzo wytrawnego, świeżego lub mocno aromatycznego i ciężkiego. Warto po prostu spróbować!

Z winami od G. będziecie jeszcze spotykać się w moich blogowych postach. Kolejne degustacje w Poznaniu również będą miały miejsce. Pewnie zmieni się lokal, może nieco sama forma wydarzenia, ale zawsze pozostanie jedno – ponadprzeciętne wina. Jeśli zatem znajdziecie się w pobliżu ul. Aroniowej na poznańskim Szczepankowie, to serdecznie zachęcam zadzwonić, zapytać się czy właściciel jest na miejscu i odwiedzić go w siedzibie Deliwina. Fascynującą rozmowę macie w pakiecie, a na pewno spotka Was niejedna miła niespodzianka winiarska. Gwarantuję, że nawet jadąc po jedną, konkretną butelkę, kupicie więcej. Ceny też pozytywnie zaskoczą! 🙂

Degustowałem na koszt własny – cena wejściówki wynosiła 50PLN