Archiwa tagu: MineWine Festival

Techniczne realia najlepszego Festiwalu Wina!

To było największe winiarskie wydarzenie Wielkopolski i prawdopodobnie całej Polski Zachodniej! Emocje już opadły, czas rzetelnie przyjrzeć się tej imprezie. Jestem w tej szczęśliwej sytuacji, iż ocenić je mogę zarówno jako wystawca jak i zwiedzający. Nie będę tutaj pisał o samych winach – te najciekawsze przedstawiłem na Winicjatywie. Zajmiemy się za to stroną techniczną i merytoryczną.

W liczbach wyglądało to następująco – 20 stosik, ok. 130 win, reprezentujących 50 regionów winiarskich. 3 oddzielne strefy degustacyjne, 2 dni testowania poszczególnych butelek, 7 tematycznych prelekcji i 120kg lodu. Zaczęło się w piątek o 16.00, choć trzeba przyznać, że start miał mały poślizg. Ale o 16.15 wszystkie wina były już otwarte, schłodzone i przygotowane do podania. Większość prezentowali winiarze lub bezpośredni przedstawiciele winnic. To był największy plus MineWine Malta Festiwal 2012 – każdy uczestnik imprezy miał możliwość porozmawiać z osobami, które uczestniczą w procesie powstania owych trunków, znają winemakerów i potrafią naświetlić ich filozofię. A w nielicznych przypadkach można było poznać samych twórców i podpytać nieco o tajniki ich dzieła! A do kompletu cudowna atmosfera wspólnej, winiarskiej fiesty. Poza poważnym aspektem degustacyjnym i edukacyjnym, była też doskonała zabawa – zwłaszcza w sobotę od samego południa! 🙂

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

W porównaniu z poprzednią edycją zmienił się prowadzący – OGROMNY PLUS. Kamil Dąbrowa komenderował imprezą mniej showmańsko, a za to z klasą i elegancją. Do tego wykazał niezbędną wiedzę z zakresu tematyki winiarskiej, dzięki czemu spójnie i składnie rozmawiał z winiarzami o ich butelkach. Wielkie brawa za zdecydowaną poprawę najsłabszego elementu zeszłorocznego!

Po ostatniej wpadce Centrum Wina, zastanawialiśmy się jak Sławek i jego ekipa rozwiążą problem temperatury serwisu win. Na dwa dni degustacyjnego szaleństwa przygotowano (jeśli dobrze pamiętam) 120kg lodu! Zatem wszystkie trunki białe i różowe były mocno schłodzone, a czerwieniom też można było zbić temperaturę! Jedyne czego zabrakło to materiałowe ściereczki do przetarcia butelek – myślę, że da się to załatwić na przyszły rok. Kubełki z lodem na bieżąco uzupełniane, woda wylewana, gdy robiło się jej za dużo. Z innych aspektów technicznych, nie zapominajmy o błyskawicznie opróżnianych spluwaczkach. Tempo wydawania kieliszków dla nowo przybyłych i realizowania pofestiwalowych zakupów również w porządku, choć wiem, że były gorące momenty 🙂

główny sprawca festiwalu – właściciel MineWine, Sławek Komiński

Doskonale przygotowany był notatnik degustacyjny – krótkie opisy winnic, kolejno wymienione wszystkie prezentowane butelki i miejsce na własne notatki. Tutaj tylko jedną rzecz mogę podpowiedzieć – pusta przestrzeń pod każdym winem, tak aby można było kilka słów wrzucić dokładnie przy jego nazwie, a nie gdzieś pod spodem. Ale to zdecydowanie czepianie się na siłę.

Jak zwykle z MineWine Malta Festiwalem jest jeden problem – lokalizacja w centrum handlowym. Fakt, że ułatwia to zgromadzenie większej liczby zwiedzających, umożliwia zakupy bezpośrednio po przetestowaniu win oraz pozwala dotrzeć do nowych odbiorców. Wiele osób trafiło na festiwal przez przypadek, ale jest ogromna szansa, że dzięki tej imprezie częściej niż dotąd sięgną po butelkę wina! Jest to z pewnością sukces, ale z drugiej strony ruch i gwar centrum handlowego w dni weekendowe mogą nieco przeszkadzać i choć ja nie mam nic przeciwko, rozumiem maruderów. Tegoroczną kontrowersyjną nowością było rozbicie degustacji na 3 osobne strefy. Finalnie jednak dostrzegam w tym rozwiązaniu same zalety – było więcej przestrzeni, ludzie nie tłoczyli się przy stanowiskach w sztuczny sposób i łatwiejszy stał się dostęp do winiarzy i degustowanych butelek! Zatem wychodzi na to, że korzystne jest lokalizacyjnie i centrum handlowe z bliskością salonu MineWine (wraz z całą infrastrukturą typu parking, łatwy dojazd, możliwość zjedzenia czegoś na miejscu) jak i dzielenie takiej imprezy na wyraźnie odseparowane obszary.

ekipa najlepszego (? – chyba tak!) sklepu winiarskiego Poznania w akcji! @Olga

Minus – kieliszki. I tak były bardzo dobre, ale na przyszły rok warto postarać się o stoisko Schotta i wypożyczenie od nich szkła. Będzie jeszcze lepiej! Zresztą ja nie mogę narzekać – jako jeden z nielicznych na całej imprezie miałem prawo korzystania z własnego 🙂

Udało się! FANTASTYCZNIE! Tyle trzeba powiedzieć, tyle warto powiedzieć i niech to wystarczy za całe podsumowanie. Dziękuję zwłaszcza Sławkowi i Łukaszowi oraz całej ekipie MineWine. I mam nadzieję, że znów będzie okazja stanąć po tej drugiej stronie stoiska i pokazać tak wspaniałym Gościom kilka ciekawych butelek! Do zobaczenia za rok!

P.S. NIE ZABRAKŁO AMARONE, jak na poprzedniej dużej degustacji u konkurencji. Było dostępne w sobotę nawet o 21.00! 🙂 BRAWA po raz kolejny dla odwiedzających i organizatorów

Łukasz i Mariusz, czyli dyrektor sprzedaży i można rzec jego prawa ręka – nawet po właściwej stronie! 🙂
Reklamy

Wino miesiąca #4 – PRIOR PONS 2007

Nie może być inaczej! Najlepszym winem, które piłem przez ostatni miesiąc jest oczywiście Prior Pons 2007, prezentowany podczas MineWine Malta Festiwal (moje relacje na blogu i na Winicjatywie). Mój osobisty faworyt i zwycięzca plebiscytu na najlepsze wino czerwone imprezy!

PRIOR PONS 2007
producent: Celler Prior Pons
region: Priorat, Hiszpania
szczepy: carinena, garnacha, cabernet sauvignon
dojrzewanie: 12m-cy (80% francuskie beczki, 20% amerykańskie)
cena: 160,00pln
dostępność: MineWine.pl
Ocena: 96-97pkt

Niezwykłe wino o intensywnie rubinowej barwie. Nos potężny od samego początku, bardzo zmienia się z czasem. Parafrazując nieco opis pewnego Brunello, runo leśne po deszczu, podczas odpalania ulubionej owocowej cohiby [marka cygara], w drewutni przy wakacyjnym domku pośrodku lasu.  Aromaty owocowe (od świeżych czerwonych, po konfiturowe ciemne owoce), ziołowe (świeże jak i suszone), odzwierzęce (sierść i spocone siodło), chemiczne (nuta smoły, asfaltu), spożywcze (kawa, czekolada i owocowy mokry tytoń od cygara) i właściwie tak możemy wymieniać bez końca, dodając jeszcze nutę mineralności, która nieco wyraźniejsza była w poprzednim roczniku.

Budowa równie wielka jak aromaty – ogromna moc ciepłego alkoholu (15%), silna kwasowość, bardzo potężny i dość szorstki jeszcze garbnik, wszystko wsparte na nucie słodyczy, choć bardzo wycofanej. To wino wydaje się młode i chociaż już sprawia ogromną przyjemność w piciu, to może warto je zostawić (acz niezbyt długo, bo jak pokazują różnorodne doświadczenia, nawet najlepszy Priorat rzadko ma potencjał na więcej niż 10 lat).

Jedyną wadą tego wina jest cena , choć bądźmy szczerzy – jest uzasadniona. Przede wszystkim stara winorośl, prowadzona przy niskiej wydajności daje co najwyżej 200ml moszczu z jednego krzaka (zgodnie ze słowami  założyciela winnicy Juana José [Jou] Escody). Do tego kosztowny proces produkcji z ogromną dbałością o szczegóły i wykorzystaniem wysokiej klasy beczek, długie leżakowanie w winnicy, produkcja na poziomie 1700 butelek itd. Finalnie, można stwierdzić, że wino jest relatywnie tanie przy swoich 160pln na półce. Rocznik 2008 (niedostępny jeszcze w sprzedaży) otrzymał 94pkt od Wujka Parkera.

Juan José Escoda i Miquel Coca z Prior Pons

Polak Węgier – dwa bratanki

Mine Wine Malta Festiwal dobiegł końca. Moją relację od dziś znajdziecie na Winicjatywie, ale emocje, przeżycia, rozmowy wokół tematu – nadal trwają! Było to fantastyczne wydarzenie, o którym długo nie zapomnę, a lepszego w tym roku już nie oczekuję. Wśród wszystkich spotkań z producentami, jedna z historii urzekła mnie szczególnie.

oblegane węgierskie stoisko podczas MineWine Malta Festiwal

Otóż polskie małżeństwo (państwo Malchrowicz) zdecydowało się na niezwykły prezent w 25 rocznicę ślubu – wykupili fragment winnicy na Węgrzech, w Egerze, od rodziny Petreny. Owe kilka hektarów obsadzone jest nieznanym mi dotąd szczepem, o nazwie, której powtórzyć nie potrafię (cserszegi fuszeres). Z przeznaczonego dla win słodkich grona, robi się tutaj trunek wytrawny poprzez wcześniejsze zbiory.

MagLen Cserszegi Fuszeres 2010, bo tak brzmi jego nazwa, to słodki w nosie trunek, wykazujący przyjemne aromaty lipowe i anyżowe, z lekkim dodatkiem ziołowym oraz owocowym (niedojrzałego ananasa). W ustach wino jest bardzo świeże i intensywne, nieco znika anyż i lipa, ale wyraźniejsze są przyprawy, cytrusy i owoce egzotyczne. Doskonale radzi sobie z dość pikantną kuchnią (mimo zaledwie 12% alkoholu), podobno sprawdzone jest także łączenie go z białą kiełbasą i potrawami stołu wielkanocnego!

Ta piękna historia jest niesamowicie cennym aspektem w sprzedaży wina, jednak Wasz portfel specjalnie nie odczuje zakupu. Butelka to wydatek 34pln. Warto zatem odwiedzić MineWine i rozkoszować się nadzwyczajnymi polskimi Węgrami, a przy okazji sprawdzić też selekcję z Petreny (doskonały Pinot Noir 2008 oraz Big Band 2007).

Relaks w kolorze bieli

Mija oktawa Wielkanocy. Po okresie żarcia, rozpusty i zabawy przyszedł czas na mały odpoczynek. A nic nie pozwala zrelaksować się tak, jak rześkie, białe wino. Dobre byłyby bąble, ale dzisiaj poznacie dwie białe butelki, które świetnie nadają się do samodzielnego picia lub małych tapasów, bez dodatkowego objadania się w poświątecznym czasie. Dla mnie idealne, zwłaszcza, że ślub niedługo, więc kalorie muszę liczyć :p

NAZWA: MANDRAROSSA GRECANICO
typ: białe, wytrawne, średnio ciężkie, młode
region: IGT Sicilia, Włochy
producent: Cantine Settesoli
szczep: grecanico 100%
rocznik: 2011
dostępność: Mielżyński
cena: 36,00 PLN

Kawsowość wyraźna, ale nie przesadzona, dojrzała nuta jak od beczki (choć jej nie zaznało) i ciepły alkohol (nawet odrobinę zbyt atakujący). Finalnie jednak dobrze skomponowane, świetnie się pije i bardzo szybko znika z kieliszków.W nosie przyjemne aromaty cytrusowe, uzupełnione o brzoskwinię, kwiat akacji i konfiturę morelową, z dodatkiem przypraw i pokrzywy. Bez wymysłów, miłe dla nosa. Słaby jest 3 nos – szybko przechodzi w susz i urynę. Pić zatem jako młode, jak najszybciej (ze 2 latka wytrzyma)!

Podsumowanie: średniej ciężkości wino, które sprawia dużo radości. Dość uniwersalne w komponowaniu z jedzeniem, dzięki pikantnym nutom i wyrazistej kwasowości. Trzyma wysoki poziom i jest w pełni warte ilości złotówek na paragonie. Nowość w ofercie Mielżyńskiego wraz z kilkoma innymi etykietami z Sycylii. Zajrzyjcie bo warto!

____________________________________________________________________________________________

NAZWA: SAUVIGNON
typ: białe, wytrawne, dość lekkie, młode
region: VDP Dolina Loary, Francja
producent: Domaine des Quarres
szczep: sauvignon blanc 100%
rocznik: 2010
dostępność: MineWine
cena: 29,00

Bardzo delikatna, jasno słomkowa barwa z zielonymi refleksami.

Aromaty dość intensywne, głównie wpadające w cytrusy i skoszoną trawę. Trochę przejrzałej brzoskwini w tle. Podobnie jak wcześniej, czas wypić te butelki jak najszybciej – 3 nos właściwie nie istnieje, a korek skomponowano z wiórów :/

W ustach całkowicie dominuje wyraźna kwasowość, dająca jednak dużo rześkości. Aromaty niemal identyczne z tymi z nosa. Świetnie łączy się z wędzonym łososiem oraz kozim serem.

Bardzo przyjemne wino codzienne – niezwykle świeże i niewymagające. Na zakończenie Wielkanocnej oktawy wprost idealne, chociaż cudów się nie spodziwajcie.

Obydwa wina pochodziły z własnego zakupu.

MineWine Malta Festival 2011 – relacja cz. II

O tym jak wyglądał MineWine Malta Festival 2011 pisałem w poprzednim artykule. Teraz natomiast czas na podsumowania, oceny, wnioski i propozycje ewentualnych poprawek. Zacznijmy zatem od filmu prezentującego to wydarzenia, a następnie wypunktujemy sobie pozytywne i negatywne aspekty całego przedsięwzięcia.

Zalety:

  • Dogodna lokalizacja, łatwy dojazd, parking
  • Duża liczba wystawców, w dodatku bezpośrednich przedstawicieli winnic
  • Duża liczba win dostępnych na degustacji
  • Obecność lokalnego szczepu włoskiego – refosco
  • Dobra organizacja, szybkość działania
  • Dostępność wody na każdym stanowisku
  • Szybko działająca obsługa
  • Sprawność przebiegu całego eventu
  • Dodatkowe prezentacje ogólne
  • Ogromna uprzejmość wystawców i obsługi MineWine.pl
  • Możliwość zakupu degustowanych win z 10% rabatem
  • Dobra działalność post eventowa – zdjęcia, filmy, opinie, komentarze

Czytaj dalej MineWine Malta Festival 2011 – relacja cz. II

Mine Wine Malta Festival 2011 – czas na relację! Część I

Na MineWine Festiwal pojawiliśmy się tuż po rozpoczęciu – ok. 15.10. Niestety początki bywają trudne i tak było tym razem – znajomy z obsługi wręcz polecił nam przyjść za pół godzinki – wtedy wszystko miało już być dopięte na przysłowiowy ostatni guzik. Chętnie skorzystaliśmy z tej możliwości, udając się na mały obiad – i tu dał o sobie znać pierwszy, acz ogromny plus organizacji takiej imprezy w centrum handlowym – pod ręką były restauracje, sklepy i cała rozrywkowo- handlowa gama obiektów maltańskich. Nie zrażając się do sytuacji, wróciliśmy po 30 minutach i po okazaniu zaproszenia odebraliśmy kieliszki (za kaucją 20zł – świetny pomysł na uniknięcie strat w szkle!).

Degustację rozpoczęliśmy najbardziej klasycznie jak tylko można – od win francuskich. I to był dobry pomysł – wina na świetnym poziomie, ale raczej codzienne. Bardzo dobre, ale nie wybitne – idealna rozgrzewka. A całość uzupełniła przemiła Sylvaine, która powinna polskich kelnerów szkolić jak traktuje się gości!

 Później przyszła kolej na Włochy i pierwsze rozczarowania. Ani Barolo, ani Barbaresco, ani Barbera. Dobre poprawne wina, ale nic poza tym. Żadnych fajerwerków, zachwytów. Jak na osławionych kuzynów noszących takowe oznaczenia na etykietach było wręcz płytko i mdło. Jednak to moja prywatna opinia, z którą każdy ma prawo się nie zgodzić. Całe szczęście Włosi mieli 2 inne stanowiska i tam odnaleźliśmy jeden z hitów festiwalu – marka LA RONCAIA i 2 (spośród 4 prezentowanych) arcydzieła winiarskie z regionalnego szczepu refosco – obecnego tylko w północnowłoskiej Wenecji Julijskiej. La Roncaia Refosco produkowana w 100% z tegoż szczepu okazała się wprost genialna, mocarna, dymna i owocowa zarazem. Piękna struktura, budowa i niesamowita konsekwencja! Brawa dla winnicy! Kolejnym diamentem włoskiej prezentacji stała się dla mnie La Roncaia Il Fusco – bardziej owocowa, ale również z II i III-rzędnymi aromatami. Była, rzekłbym bardziej medytacyjna, warta długiego odkrywania przy kominku z książką w ręku!

Czytaj dalej Mine Wine Malta Festival 2011 – czas na relację! Część I